-
Postów
130 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Typ konta
Premium +
Typ zawartości
Profile
Forum
Kalendarz
Artykuły
Treść opublikowana przez sebeh.
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 9
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
4Life News - Plebiscyt Miesiąca Listopad 2025
sebeh. odpowiedział(a) na kvmykk.ogf temat w Archiwum Plebiscytów
1. Najlepszy Support: Nominowani: @mxlk, @F4LL3S, @Sheba 2. Najlepszy Moderator: Nominowani: @pepsiak01, @Bulis, @ItsTobiasz 3. Najlepszy Administrator: Nominowani: @Mefju4, @PolakoVskY* 4. Najlepszy Starszy Administrator: Nominowani: @Sheeker, @Argen 5. Najlepszy Administrator RCON: Nominowani: @LuKi16 6. Eventowiec miesiąca: Nominowani: @mxlk, @F4LL3S, @Bulis 7. Najlepsza Frakcja: Nominowani: SAPD 8. Najlepszy pracownik Frakcji: Nominowani: @og.ruddyy0 9. Najlepszy Biznes: Nominowani: Redakcja 4Life News 10. Najlepszy Pracownik Biznesu: Nominowani: @og.ruddyy0, @davoolsky* 11. Najlepszy Prezenter 4Music: Nominowani: @Patryk99 12. Najlepszy Lider: Nominowani: @Mefju4, @SpeedPower 13. Najlepsza Organizacja: Nominowani: Poena Capitis 14. Najbogatszy Gracz: @Mefju4 15. Najlepszy rozmówca na chacie globalnym (/g): @SprytsBeng 16. Najlepsza aktualizacja na serwerze: - -
Witam, z tej strony Redaktor Naczelny @og.ruddyy0. Reporter Specjalista @Mich* oraz Redaktor @sebeh. z Redakcji 4Life News. Zapraszamy was do przeczytania artykułu o historii miasta San Fierro. San Fierro nie powstało z marzeń, tylko z konieczności. Miasto, które dziś tonie w wiecznej mgle, zaczęło się od przystani i kilku magazynów postawionych na skalistym półwyspie, gdzie wiatr z oceanu był silniejszy niż człowiek. Pierwsi osadnicy przybyli tu nie dla widoków – przyciągnęła ich bliskość morza, handel i stal. Wtedy nikt nie mówił o metropolii. To była zimna, mokra ziemia, pełna błota, soli i krzyku mew. Porty budowano z odpadów drewna, a drogi były ścieżkami wydeptanymi przez robotników i marynarzy. W porannym świetle mgła mieszała się z dymem z fabryk, które wyrastały jedna po drugiej, jakby ktoś sadził drzewa z betonu. Tak zaczęło się San Fierro – miasto zrodzone z dymu, deszczu i ambicji ludzi, którzy nie mieli nic do stracenia. W XIX wieku miasto zaczęło nabierać kształtu. Stalowe hale i doki tętniły życiem, statki przypływały z południa i północy, a wąskie uliczki wypełniał zapach ropy, soli i rozgrzanego asfaltu. To było miasto robotników, nie poetów. Każdy budynek miał swoją cenę, każda cegła powstała z potu i długu. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że San Fierro stanie się jednym z najważniejszych punktów na mapie stanu San Andreas. Miasto rosło gwałtownie – wznoszono mosty, poszerzano doki, tramwaje zaczęły przecinać wzgórza. Kiedyś ktoś powiedział, że to miasto jest jak organizm: wiecznie zmęczony, ale nigdy martwy. Miał rację. Architektura San Fierro nigdy nie była logiczna. Ulice pięły się pod kątem, który mógłby zabić niejednego kierowcę, budynki stawiano tam, gdzie było miejsce, a nie sens. Ale to właśnie chaos nadawał mu charakter. W pewnym momencie wszystko zaczęło się zmieniać – pojawiły się tramwaje, gęste sieci kabli i pierwsze wieżowce, które wbijały się w niebo jak ostrze. Ludzie zaczęli wierzyć, że stal i beton mogą być symbolem potęgi. W cieniu tej wiary miasto rozkwitało. Powstały szkoły, banki, hale targowe, a w centrum zaczęto wznosić budynki, które miały przetrwać wieki. Wśród nich – kościół, który z czasem stał się jednym z najważniejszych miejsc w San Fierro. Kamienna katedra z wysokimi wieżami, stojąca w sercu miasta, była jak oddech wśród betonu. Zbudowano ją nie z wiary, lecz z potrzeby – żeby mieć gdzie błagać o przebaczenie po całym tygodniu pracy w dokach. Kościół przetrwał więcej niż niejeden rząd, więcej niż niejeden człowiek. Gdy przyszło trzęsienie ziemi w 1988 roku, wszystko runęło – mosty popękały, dzielnice zapadły się w ziemię, ludzie ginęli w domach, fabryki płonęły. To było jak kara za pychę. Ale katedra przetrwała. Wybite szyby, pęknięte ściany, ale wieże wciąż stały, jakby pilnowały tego, co zostało z miasta. San Fierro wtedy umarło. Ulice stały się cmentarzem, porty zamarły, a mgła przyniosła ciszę. Ludzie uciekali – do Los Santos, do Las Venturas, gdziekolwiek, byle dalej od ruin. Przez lata miasto było puste, jakby ktoś wyciągnął z niego duszę. Ale tak jak zawsze, nawet po najgorszym pożarze zostaje żar. I ten żar zaczął tlić się znowu. Odbudowa nie przyszła z rządu ani z polityków – przyszła z doków. Ludzie wrócili, bo nie mieli dokąd pójść. Zaczęli od nowa. Mosty naprawiano powoli, cegła po cegle. Fabryki, które przetrwały, zaczęły działać ponownie, a nowe firmy rosły na gruzach starych. W tym czasie kościół stał się symbolem nadziei – nie religijnej, lecz ludzkiej. Każdy wiedział, że jeśli przetrwał katedrę, przetrwa też miasto. Wnętrze świątyni było pełne pęknięć i śladów po katastrofie, ale nikt ich nie chciał naprawiać. Zostawiono je jako przypomnienie – że San Fierro już raz umarło, i nie może umrzeć drugi. W kolejnych latach miasto zaczęło się zmieniać. Z dawnego przemysłowego potwora stało się miejscem dla technologii i transportu. Doki zamieniono w centra logistyczne, magazyny w biura, a stare warsztaty przerobiono na lofty. San Fierro było inne niż Los Santos czy Las Venturas – nie miało blasku ani hazardu, miało prawdę. Zimą wiatr z zatoki rozbijał się o szyby biurowców, a mgła wypełniała ulice jak dym z papierosa. Ludzie tu nie mówili wiele. Pracowali, pili, wracali do domów po stromych ulicach i zasypiali przy dźwięku klaksonów. W tym mieście nie trzeba było marzyć, wystarczyło przeżyć dzień. Wschodnia część miasta – Doherty, Garcia, Hashbury – zachowały ślady starego świata. Tam, gdzie kiedyś leżały gruzy po trzęsieniu ziemi, dziś stoją warsztaty, garaże i małe bary. W powietrzu wciąż unosi się zapach smaru i taniej kawy. Nocą wszystko wygląda inaczej – lampy gazowe oświetlają bruk, a od strony zatoki słychać echo klaksonów statków. Wtedy miasto oddycha pełną piersią. Z kolei centrum, z szerokimi aleami i szklanymi wieżami, wygląda jak obietnica przyszłości. Ale to złudzenie – za błyskiem szkła wciąż kryje się kurz, wilgoć i echo starych czasów. San Fierro nigdy nie było miejscem dla słabych. To miasto uczy, jak trwać, kiedy wszystko inne się wali. Most Gant, czerwony kolos przecinający mgłę, jest dla wielu symbolem miasta. Wznosi się ponad zatoką jak kręgosłup z żelaza. Każdego dnia tysiące samochodów przejeżdża po nim, nie zdając sobie sprawy, że pod nimi leżą resztki starych wraków i fundamenty sprzed kataklizmu. Nocą most świeci jak ognisko – czerwone światła odbijają się w wodzie, tworząc iluzję spokoju. Ale pod spodem wciąż czai się coś surowego – wspomnienie tamtych dni, gdy ziemia się otworzyła i pochłonęła całe dzielnice. Tego nie da się zapomnieć. Z biegiem lat San Fierro stało się ośrodkiem postępu i kontrastów. Z jednej strony – uczelnie, firmy technologiczne, laboratoria, które zbudowano na ruinach dawnych fabryk. Z drugiej – stara bieda, wąskie zaułki, w których nic się nie zmieniło od dekad. Bogaci mieszkają na wzgórzach, skąd mogą patrzeć na mgłę jak na ocean. Biedni – w dolinach, gdzie mgła wchodzi do okien. A pośrodku – kościół, jak kotwica, która trzyma to wszystko razem. W niedzielę słychać dzwony, choć mało kto się modli. To raczej dźwięk rytuału, tradycji, czegoś, co przypomina, że mimo całego postępu, San Fierro wciąż ma duszę z kamienia. Niektórzy mówią, że to miasto nie śpi. Ale to nieprawda. San Fierro śpi, tylko nigdy nie śni. Jego sen to mgła, cisza i echo kół tramwajowych. Każda ulica ma swoją historię – jedną dla tych, co ją budowali, drugą dla tych, co po niej chodzą. W porcie wciąż można znaleźć stare tablice z nazwami firm, które już dawno nie istnieją. W starym tunelu kolejowym widać graffiti z czasów odbudowy. W parkach, między drzewami, stoją pomniki bez napisów. Ludzie przechodzą obok, nie zastanawiając się, kto tam był przed nimi. San Fierro nie potrzebuje bohaterów – wystarczy, że przetrwa. Dla przyjezdnych miasto jest piękne – widok z mostu, tramwaje, architektura, dźwięk dzwonów z katedry. Ale dla tych, którzy tu żyją, San Fierro to codzienność. Nie ma tu miejsca na romantyzm. Deszcz niszczy dachy, sól z oceanu zżera metal, a wiatr nie daje spać. Ludzie wiedzą, że miasto zawsze coś zabiera. Czas, zdrowie, nadzieję. Ale też coś daje – spokój, kiedy zaakceptujesz jego zasady. W San Fierro nic nie przychodzi łatwo, ale wszystko ma sens. Kościół, który kiedyś był symbolem przetrwania, dziś stoi w cieniu drapaczy chmur. Jego dzwony słychać coraz rzadziej, zagłuszane przez hałas ulic i tramwajów. Ale w środku wciąż pachnie kadzidłem i starym kamieniem. Witraże odbijają mgłę z zewnątrz, tworząc światło, które wygląda jak sen. Ludzie przychodzą tam nie po zbawienie, ale po ciszę. Bo cisza to jedyna rzecz, której w San Fierro brakuje najbardziej. Kapłani nie mówią o cudach. Mówią o pracy, o cierpliwości, o tym, że Bóg w tym mieście nosi kombinezon roboczy i stoi w kolejce do tramwaju. Dziś San Fierro to połączenie przeszłości i przyszłości. Tramwaje wciąż jeżdżą, choć zamiast biletów są już karty. Doki tętnią życiem, ale zamiast robotników – drony. Ludzie pędzą, choć nie wiedzą dokąd. Miasto znowu stoi na rozdrożu – między tym, co było, a tym, co nadchodzi. Ale niezależnie od tego, jak bardzo się zmienia, wciąż pozostaje wierne sobie. Wciąż jest twarde, chłodne, nieprzystępne. I wciąż, gdzieś nad dachami, dzwonią dzwony starej katedry, przypominając, że San Fierro przeżyło już wszystko. I przeżyje jeszcze raz. Bo San Fierro nie jest miejscem, które się kocha. To miejsce, które się rozumie. I jeśli raz zrozumiesz jego język – szum deszczu, hałas tramwajów, echo mostów i dzwony katedry – już nigdy nie będziesz chciał go opuścić. Dziekujemy za przeczytanie naszego artykułu. Zachęcamy również do przeczytania innych materiałów z Redakcji 4Life News. Autoryzował: @og.ruddyy0
-
4life News- Wywiad z Captain III Matias2525!
sebeh. odpowiedział(a) na Skipper* temat w Archiwum wywiadów
Spoko wywiad, bardzo fajny chlopak pozdrawiam -
Witam, z tej strony Redaktor Naczelny @og.ruddyy0, Starszy Reporter @theemo. oraz Redaktor @sebeh. z Redakcji 4Life News. Zapraszamy was do przeczytania artykułu o historii miasta Las Venturas. Zanim ktoś nazwał ją zwykłą pustynią Bone County, Las Venturas nie było nawet miastem. Była pustynia i to taką, która nie miała nic wspólnego z romantycznym obrazkiem z pocztówki. Było tu tylko słońce palące bez litości, piach, kamienie i wiatr wciskający się w każdy zakamarek. Życie? Ledwie kilka farm rozsianych na setki kilometrów, kopalnie, z których rzadko udawało się coś wynieść. Samotne punkty na mapie, wyglądające raczej jak przystanki na trasie dla zdesperowanych podróżnych niż miejsca, w których można było układać sobie życie. Pierwsi ludzie, którzy postanowili się tu osiedlić, musieli zachować zimną krew. Farmerzy wozili wodę z odległych studni, czasem kilkanaście kilometrów w jedną stronę. Kopali ziemię, która bardziej przypominała kamień niż glebę. Sadzenie czegokolwiek tutaj graniczyło z cudem. Górnicy próbowali wydobywać rudy, ale często więcej energii wkładali w pracę, niż z niej wyciągali. Burze piaskowe potrafiły zniszczyć plony, upał wysysał życie, a nocami na horyzoncie kręciły się dzikie zwierzęta. Najgorsza była jednak samotność - miesiące bez widoku obcej twarzy. To właśnie ci ludzie, nieświadomi, co z tego wyniknie, położyli pierwsze cegły pod miasto, które dopiero miało nadejść. Prawdziwa zmiana przyszła dopiero w połowie XX wieku. Gdy przez Bone County zaczęły biec nowe drogi, łączące Los Santos i San Fierro aż do Las Venturas – bo tak wtedy nazywano to miejsce – nagle znalazło się ono na mapie. Zaczęli pojawiać się kierowcy, podróżni, turyści tranzytowi. Przy drogach wyrastały małe bary i sklepy. Były zajazdy, były karczmy, był ruch, ale Las Venturas wciąż pozostawało miastem robotników – zakurzonym, chaotycznym, gdzie każdy dzień oznaczał walkę o przetrwanie. I wtedy ktoś rzucił pomysł: stworzyć kasyna. Władze lokalne zalegalizowały gry. Początkowo były to niewielkie salony – parę automatów, kilka stołów do ruletki. To miał być tylko eksperyment. A wyszła z tego rewolucja. Inwestorzy szybko zobaczyli, że w tym piachu da się zrobić złoto. Kasyna zaczęły powstawać jedno po drugim. Wraz z nimi pojawiały się hotele, restauracje i kluby nocne. The Strip, główny pas miasta, zamienił się w Centrum Las Venturas. Ale nie byłoby Las Venturas bez ludzi. Włoska mafia od razu wyczuła interes, kasyna idealnie nadawały się do prania pieniędzy. Chińskie triady postanowiły budować własne imperia. Lokalni gangsterzy walczyli o swoje ulice i bary. Za błyszczącymi neonami kryły się interesy, o których nikt głośno nie mówił: lewe transakcje, ustawki, krwawe porachunki. To był świat, którego nie pokazują na plakatach turystycznych. Zwykli mieszkańcy wiedli swoje życie. Dla wielu Las Venturas było po prostu miejscem pracy. Dealerzy kart, kelnerki, barmani, ochroniarze, to oni wszyscy dźwigali codzienność, obsługując turystów i graczy. Jedni łapali stabilny dochód, inni przepalali swoje życie w hazard. Poza miastem było biedniej i spokojniej. Dzieciaki grały w piłkę na ulicach, kobiety zajmowały się domem, mężczyźni dłubali przy samochodach albo pracowali w magazynach. Ten kontrast, połysk i bieda, był uderzający. Kasyna, które dziś kojarzą się z legendą miasta, zaczynały skromnie. Pierwsze kasyno które powstało “The Four Dragons” miał kiedyś tylko kilka stołów do blackjacka i ruletki. Dopiero potem, dzięki sprytowi właścicieli i mafijnym powiązaniom, urosło do gigantycznego kompleksu. The Four Dragons z kolei – dzieło chińskich przedsiębiorców – od początku miało ambicję być czymś więcej. Wnieśli do miasta egzotykę, inny styl, nowe obyczaje hazardu. Te kasyno stały się nie tylko miejscem gry, ale też sceną dla zakulisowych rozgrywek, które potrafiły kończyć się krwią. Z czasem Las Venturas zaczęło przyciągać także celebrytów. Aktorzy, piosenkarze, sportowcy, każdy chciał posmakować luksusu i adrenaliny. Hotele dawały prywatność i możliwość stawiania dużych zakładów bez oczu paparazzi. To nakręcało spiralę. Jeszcze więcej inwestorów, jeszcze więcej kasyn, jeszcze więcej luksusu. Ale to tylko połowa prawdy. Poza nim życie płynęło zwykłym rytmem. Szkoły, sklepy spożywcze, warsztaty samochodowe, wypożyczalnie drogich aut, małe bary. Ludzie próbowali żyć normalnie, choć wszyscy mieli świadomość, że hazard zawsze czai się obok. Dla jednych ulica The Strip to był raj i okazja, dla innych – przestroga. Dziś Las Venturas to wciąż mieszanka chaosu i elegancji. Nocą neony rozświetlają pustynię jakby był dzień. Automaty wyją, żetony stukają, a gracze krążą od kasyna do kasyna. W bocznych uliczkach życie płynie ciszej – ale niekoniecznie łatwiej. Policja i ochroniarze balansują na granicy prawa, biznesmeni kuszą się na szybki zarobek, a zwykli mieszkańcy wiedzą, że fortuna jest kapryśna. Las Venturas to miasto kontrastów. Tu marzenia mogą zamienić się w złoto albo w koszmar w kilka godzin. To miejsce, które wyrosło z piachu i dziś jest hazardową stolicą San Andreas. I choć miasto nie świeciło się i jak nigdy wcześniej, to prawdziwa historia miasta pisze się nie tylko między neonami i kieliszkami szampana, ale też w ciemnych zaułkach, gdzie interesy zawiera się szeptem. Do tej pory krążą plotki, że latach 80. było głośno o napadzie na jedno z mniejszych kasyn. Trzech mężczyzn z małego miasteczka w Bone County wpadło z bronią i próbowali wynieść pieniądze. Problem w tym, że nie wiedzieli, iż kasyna od dawna były pod ochroną mafii. Jeszcze zanim policja zdążyła się pojawić, złapali ich ludzie z ochrony. Oficjalnie sprawa nigdy nie trafiła do gazet. Nieoficjalnie – mówiono, że dwóch z nich już nikt nigdy nie zobaczył, nawet rodzina. Tylko jeden wrócił do swojego miasteczka, ale już nigdy się nie odezwał nawet i do rodziny. Gdy w samym centrum wyrastały kolejne kasyna, bary i kluby nocne, wokół nich zaczęło budować się zupełnie inne oblicze miasta. Pojawiły się pierwsze biurowce, w których działały duże firmy które zarabiały o wiele więcej niż w innych miastach w stanie San Andreas – od księgowości, po marketing i prawo. Równocześnie na obrzeżach Las Venturas powstawały osiedla mieszkaniowe, gdzie wprowadzali się pracownicy kasyn, dealerzy kart, kelnerzy, ochroniarze czy zwykli cywile. Obok zwykłych warsztatów i małych barów zaczęły wyrastać także nowe biznesy, które odpowiadały na potrzeby rosnącej klasy średniej. Jednym z nich była wypożyczalnia „Gold Car Leasing”, oferująca luksusowe samochody na krótkoterminowe i długoterminowe wynajmy. To właśnie tam można było poczuć namiastkę bogactwa Las Venturas, nawet jeśli na co dzień pracowało się za barem czy przy zwykłej pracy. Miasto z czasem przestawało być tylko pustynną oazą rozrywki, a zaczynało przypominać normalną metropolię, w której obok luksusu toczyło się zwyczajne życie rodzin. Udało nam się również zrobić kilka krótkich wywiadów z mieszkańcami. s - @sebeh. m - mieszkaniec s: Witam, z tej strony Redaktor sebeh. z Redakcji 4Life News. Moge panu zadać pare pytań odnośnie miasta Las Venturas? m: Dzień Dobry, jasne można zadawać. s: To pierwsze moję pytanie. Ile lat pan mieszka w Las Venturas, i jak dużo się zmieniło od tamtego czasu? m: : Mieszkam tu od ponad 30 lat. Kiedy przyjechałem, była tu tylko pustynia i parę farm. Teraz Las Venturas świeci neonami, a wokół powstały osiedla i biurowce. Ludzie przyjeżdżają po pieniądze, ale normalne życie wciąż tu trwa, choć mniej widoczne. s: Co myślisz o kasynach? Czy ich obecność ułatwia życie mieszkańcom, czy wręcz przeciwnie? Jak wpływają na lokalną społeczność? m: Kasyna dają pracę i przyciągają ludzi z całego kraju, ale też potrafią pożreć człowieka. Widzisz tu ludzi szczęśliwych po dużej wygranej i takich, którzy wychodzą z pustymi kieszeniami. Dla wielu mieszkańców to szansa, dla innych pułapka. Sam prowadzę małą kawiarnię obok – obserwuję, jak ludzie przychodzą i odchodzą. To miejsce pełne kontrastów bogactwo i dramat idą tu w parze. s: Dobrze, dziękuje za odpowiedzenie do moich pytań to tyle, życzę miłego dnia! m: Również dziękuję, miłego dnia również. t - @theemo. p - pani z baru t: Dzień dobry, Starszy Reporter theemo. z Redakcji 4Life News. Moge pani zadać pare pytań do materiału? p: Dzień dobry, nie ma problemu prosze smiało zadawać. t: A więc moje pierwsze pytanie, długo pani pracuje w tym barze? Czy pani zauważyła zmiany wyglądu miasta? p: Pracuję tu od ponad 15 lat. Kiedy zaczynałam, Las Venturas dopiero powstawał, kasyna były mniejsze, a życie było spokojniejsze. Teraz wszystko jest szybsze, głośniejsze, a ludzi przybywa z każdym dniem. To miasto daje szansę na pracę, ale też potrafi wciągnąć ludzi w swój wir szczególnie tych, którzy próbują zarobić lub łatwo przegrać. t: Dobrze, przejdziemy do drugiego pytania. Czy spotykasz tu wielu turystów? Jak reagują na życie w Las Venturas z perspektywy mieszkańców? p: Tak, codziennie przychodzą nowi goście. Dla nich Strip to błysk, emocje i luksus. Czasem patrzą na nas, mieszkańców, jakbyśmy byli tylko częścią scenografii. A my tu żyjemy naprawdę, z naszymi problemami i radościami. To dziwne połączenie turyści szaleją w neonach, a tuż obok ludzie starają się żyć normalnie. t: Rozumiem, dziękuję za odpowiedź, miłego dnia życzę. p: Dziękuję, miłego dnia nawzajem. Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu. Zachęcamy również do przeczytana innych materiałow z Redakcji 4Life News. Autoryzował: @og.ruddyy0
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
4Life News - Wyniki Plebiscytu Miesiąca Wrzesień 2025
sebeh. odpowiedział(a) na kvmykk.ogf temat w Archiwum Plebiscytów
dzieki za glosy -
4Life News- Licytacje nieruchomości od gracza do gracza B4Y Wrzesień 25’
sebeh. opublikował(a) temat w Archiwum Relacje
Witam Was drodzy czytelnicy! Z tej strony Redaktor @sebeh. oraz Młodszy Redaktor @siner z Redakcji 4Life News. Dziś przedstawimy Wam relację z dzisiejszych licytacji nieruchomości biznesu Buildings4you, zapraszamy do przeczytania! Dnia 27 Września o godzinie 19:00 odbyła się kolejna edycja licytacji nieruchomości od biznesu Buildings4you. Przed zaczęciem się licytacji zostały przedstawione najważniejsze zasady, jak się licytuje oraz lista nieruchomości, które zostały przeznaczone na licytację. Jak zawsze graczy nie brakowało, więc wszystkie domki sprzedały się szybko i sprawnie. Biznes Buildings4you przygotował dla graczy aż 20 posiadłości. Nie będziemy przedłużać, przedstawmy Wam dokładną rozpiskę wylicytowanych domków, jak i również nowych właścicieli! Nieruchomość o ID 39 wylicytował gracz @sicario* za kwotę 40.000 PLN. Nieruchomość o ID 194 wylicytował gracz @PicoBello* za kwotę 52.000 PLN. Nieruchomość o ID 195 wylicytował gracz @jajkajs za kwotę 48.000 PLN. Nieruchomość o ID 502 wylicytował gracz @MiniJohnny za kwotę 40.000 PLN. Nieruchomość o ID 507 wylicytował gracz @Sheba za kwotę 40.000 PLN. Nieruchomość o ID 505 wylicytował gracz @WARGA.tygrysek za kwotę 39.000 PLN. Nieruchomość o ID 971 wylicytował gracz @sicario* za kwotę 50.000 PLN. Nieruchomość o ID 909 wylicytował gracz @pozdrawiam_kacperka56 za kwotę 53.000 PLN. Nieruchomość o ID 911 wylicytował gracz @pozdrawiam_kacperka56 za kwotę 82.000 PLN. Nieruchomość o ID 1004 wylicytował gracz @bombel15 za kwotę 135.000 PLN. Nieruchomość o ID 469 wylicytował gracz @starlesss.pzdr za kwotę 80.000 PLN. Nieruchomość o ID 1045 wylicytował gracz @adiqq za kwotę 92.000 PLN. Nieruchomość o ID 786 wylicytował gracz @Jeremioza za kwotę 165.000 PLN. Nieruchomość o ID 170 wylicytował gracz @Muha za kwotę 250.000 PLN. Nieruchomość o ID 156 wylicytował gracz @AdekUchiha za kwotę 722.000 PLN. Nieruchomość o ID 594 wylicytował gracz @Kapii9691 za kwotę 550.000 PLN. Nieruchomość o ID 550 wylicytował gracz @Loko* za kwotę 1.500.000 PLN. Nieruchomość o ID 330 wylicytował gracz @trapczan za kwotę 1.000.000 PLN. Nieruchomość o ID 618 wylicytował gracz @filwww za kwotę 755.000 PLN. Nieruchomość o ID 1084 wylicytował gracz @filwww za kwotę 7.000.000 PLN. Na licytacje nieruchomości gracze wydali łączną kwotę: 12 893 000 PLN! Gratulacje dla wszystkich, którym udało się wylicytować ich wymarzone posiadłości! Autoryzował: @MateuszXQ -
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Jak pisze w temacie możecie pochwalić się swoimi stanowiskami do grania. Nieważne, czy mówimy o obecnym miejscu, przy którym spędzacie najwięcej czasu, czy o dawnym kącie, gdzie stawialiście pierwsze kroki w gamingu. Każdy zestaw ma swoją historię. Ja zaczne z takim stanowiskiem: Nie najlepsze ale ważne, że mi się wygodnie na nim gra.
-
Witam, z tej strony Sekretarz Redakcji @kvmykk.ogf, Reporter Specjalista @Mich*, Starszy Redaktor @.Darek., Redaktor @sebeh. z Redakcji 4Life News. Zapraszamy do przeczytania relacji z Powodzi. Spokojny, letni wieczór w San Andreas nagle przerwało gwałtowne załamanie pogody. Około godziny 20:00 niebo niespodziewanie pociemniało, a intensywny deszcz zaczął zalewać ulice, zamieniając je w rwące potoki. W ciągu zaledwie kilkunastu minut woda zaczęła podchodzić pod chodniki, a pierwsze piwnice i garaże zostały zatopione. 20:10 >> ALERT RCB: Uwaga! Nad San Andreas przechodzi gwałtowna burza z ulewnymi opadami deszczu. Istnieje wysokie ryzyko podtopień w rejonie Los Santos oraz Dillimore. Prosimy o pozostanie w domach i przygotowanie się do ewakuacji w przypadku dalszego pogorszenia sytuacji. Po godzinie intensywnych opadów pierwsze osiedla znalazły się częściowo pod wodą, a mieszkańcy zaczęli nerwowo opuszczać domy. Wszystkie służby ratunkowe – San Andreas Fire Department, San Andreas Police Department, San Andreas Medical Department, a także Transport of San Andreas i San Andreas Road Assistance – natychmiast połączyły siły, tworząc jedną, sprawnie działającą jednostkę. Policja i straż obstawiły wyjazdy z Los Santos, by kierować ruchem, podczas gdy busy ewakuacyjne Transport of San Andreas zaczęły zbierać mieszkańców, odwożąc ich w bezpieczne miejsce na górze Mount Chiliad. Pomimo tych działań, w mieście zapanował chaos. Syreny pojazdów uprzywilejowanych wyły bez przerwy, ludzie w panice próbowali przedostać się przez zalane drogi, a ratownicy pracowali na granicy wytrzymałości. 20:45 >> ALERT RCB: Poziom opadów wciąż rośnie. W wielu miejscach ulice zamieniły się w rwące strumienie. Służby prowadzą ewakuację ludności w kierunku Mount Chiliad. Prosimy o nieblokowanie dróg i stosowanie się do poleceń funkcjonariuszy. Zostały uruchomione dodatkowe busy Transport of San Andreas. O godzinie 21:55 w całym stanie rozległ się pierwszy dramatyczny komunikat ostrzegawczy. 21:55 >> ALERT RCB: Poziom wód podniósł się już o dwa metry. Potwierdzono co najmniej 20 ofiar śmiertelnych, a około 150 osób uznaje się za zaginione. Zachowajcie szczególną ostrożność i nie próbujcie na własną rękę przedostawać się przez zalane tereny. Tragedia nabierała tempa, a woda wciąż zalewała kolejne obszary. Patrole policyjne eskortowały poszkodowanych, strażacy wyciągali uwięzionych ludzi z dachów, a zespoły medyczne nie nadążały z pomocą. Niestety, już niedługo nadeszły kolejne tragiczne wiadomości. Okolica Blueberry Acres znalazła się niemal całkowicie pod wodą, a mieszkańcy stracili dorobek całego życia. Co gorsza, jedna z kluczowych dróg kurierskich została całkowicie zalana, uniemożliwiając dostarczenie żywności i leków. 22:40 >> ALERT RCB: Blueberry Acres i okolice są prawie całkowicie pod wodą. Drogi transportowe nieprzejezdne. Wszyscy, którzy jeszcze nie opuścili terenów niskiego położenia, proszeni są o natychmiastową ewakuację. Ratownicy są w drodze, ale czas na opuszczenie zagrożonych miejsc jest bardzo ograniczony. Kolejny komunikat, nadany około 23:30, przyniósł złudną nadzieję. 23:30 >> ALERT RCB: Wygląda na to, że opady ustały. Niestety poziom wód wciąż rośnie, a ryzyko osunięć ziemi i uszkodzeń infrastruktury pozostaje bardzo wysokie. Pozostańcie w bezpiecznych strefach i oczekujcie na dalsze komunikaty. Ostateczny, najtragiczniejszy komunikat ostrzegawczy pojawił się kilkanaście minut później. 23:50 >> ALERT RCB: Poziom wód osiągnął już 15 metrów ponad standardową wysokość i wciąż rośnie. Zalane zostało całe Las Venturas, większość Los Santos oraz dzielnica Downtown w San Fierro. Przewiduje się, że poziom wód zacznie spadać dopiero w ciągu kilku dni. Jedynym bezpiecznym miejscem pozostaje szczyt Mount Chiliad. Kierujcie się tam natychmiast, jeśli jeszcze macie taką możliwość. Z godziny na godzinę poziom wody podnosił się coraz bardziej, zalewając całe dzielnice i odcinając drogi ucieczki. Liczne zakłady pracy zostały zamknięte, a ich pracownicy dołączyli do tłumu ewakuowanych. Około północy cała powierzchnia stanu San Andreas była już pod wodą. Ostatni uciekinierzy w desperacji przedzierali się w kierunku szczytu Mount Chiliad — jedynego miejsca, które pozostało nietknięte przez żywioł. Władze zarządziły masową akcję ratunkową na niespotykaną skalę, kierując wszystkie dostępne siły, by pomóc uwięzionym ludziom. Całe San Andreas zostało zalane, a szczyt góry Mount Chiliad stał się ostatecznym schronieniem dla ocalałych. Udało nam się również przeprowadzić kilka wywiadów z osobami które był na Mount Chiliad. s - @sebeh. P - Poszkodowany s: Cześć, Redaktor sebeh. z Redakcji 4Liife News. Znajdziesz chwilę, aby opdowiedzieć na kilka pytań dot. ostatniej powodzi? P: Hej, nie mam zbyt wiele czasu, ale jeśli potrzebujesz, to mogę odpowiedzieć na kilka pytań. s: Dziękuję, postaram się krótko. Jak wyglądała sytuacja w momencie, gdy woda zaczęła zalewać miasto – co najbardziej zapadło Ci w pamięć? P: Najgorsze było to, że woda podnosiła się bardzo szybko. Ludzie próbowali ratować swoje rzeczy, ale w wielu miejscach nie było już na to szans. s: Czy mieszkańcom udało się cokolwiek ocalić z domów, zanim woda zalała całe miasto? P: Niestety, nie. Zalane zostało dosłownie wszystko. Ludzie opuszczali domy praktycznie z pustymi rękami, zabierając tylko to, co mieli na sobie. s: Jak oceniasz działania służb ratunkowych – czy ich reakcja była wystarczająco szybka? P: Ratownicy zjawili się błyskawicznie. Strażacy i funkcjonariusze robili wszystko, żeby zabezpieczyć najważniejsze miejsca. Myślę, że bez nich sytuacja byłaby o wiele gorsza. k - @kvmykk.ogf F - Funkcjonariusz k: Cześć, Sekretarz Redakcji kvmykk.ogf z Redakcji 4Liife News. Znajdziesz chwilę, aby odpowiedzieć na kilka pytań dot. ostatniej powodzi? F: Hej, mogę poświęcić chwilę. Widziałem wiele dramatycznych sytuacji, więc mogę o tym opowiedzieć. k: Jak wyglądała sytuacja podczas ewakuacji ludzi w kierunku Mount Chilliad – co najbardziej zapadło Ci w pamięć? F: Najtrudniejsze było widzieć całe miasto zalane i ludzi, którzy w panice szukali pomocy. Niektórzy wchodzili do samochodów, inni próbowali dopłynąć do wyższych miejsc. Na górze sytuacja była lepsza, ale droga tam była bardzo niebezpieczna. k Czy udało się ewakuować wszystkich mieszkańców, czy były jakieś dramatyczne momenty? F: Staraliśmy się ratować jak najwięcej ludzi, ale niestety nie wszyscy zdążyli. Widzieliśmy, jak niektórzy zostali odcięci przez wodę i musieliśmy organizować dodatkowe łodzie i pojazdy terenowe, żeby ich wydostać. k: Jak oceniasz współpracę służb ratunkowych podczas tej akcji – czy wszystko przebiegało sprawnie? F: Wszyscy działaliśmy jak zgrany zespół. Pomimo chaosu i ogromnej wody, udało nam się ewakuować setki osób. Bez współpracy każda akcja byłaby dużo trudniejsza. Dziękujemy wam za przeczytanie naszej relacji, zapraszamy również do przeczytania innych materiałów.
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
4Life News - Wydarzenie szczepienia przeciwko kleszczewemu zapaleniu mózgu!
sebeh. opublikował(a) temat w Archiwum Relacje
Witajcie drodzy czytelnicy! Z tej strony Redaktor @sebeh., Redaktor @Bulis oraz Redaktor @Skipper*. Zapraszamy was do przeczytania naszego materiału dotyczącego Szczepień przeciw kleszczowemu zapalenia mózgu. W wczorajszy piątek na serwerze 4Life MTA odbyło się wyjątkowe wydarzenie RP organizowane przez frakcję SAMD: „Szczepieniu przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu”. Celem akcji była nie tylko integracja społeczności serwera, ale również promocja edukacji zdrowotnej.Punkt szczepień został zlokalizowany w głównym szpitalu na dzielnicy Creek w Las Venturas. Ratownicy medyczni wcielili się w rolę profesjonalnych pracowników służby zdrowia, przeprowadzając graczy przez cały proces szczepienia: od rejestracji, przez wywiad medyczny, aż po moment podania „szczepionki”. Całość odbywała się zgodnie z planem razem z pomocą frakcji TSA, SAFD, SAPD oraz SARA. W wydarzeniu wzięło udział wiele graczy graczy, a kolejki do szczepienia utrzymywały się przez około godzinę. Dla uczestników przygotowano również drobne upominki – głownie mała ''nagroda'' w wysokości 100PLN. Warto również wspomnieć o obecności redaktorów biznesu 4Life News, którzy dokumentowali wydarzenie, robiąc zdjęcia oraz przeprowadzając krótkie wywiady z uczestnikami.Akcja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem społeczności. Gracze chwalili zarówno organizację, jak i pomysłowość samego wydarzenia, które połączyło zabawę z elementem edukacyjnym. Jest to kolejny dowód na to, że serwer 4Life MTA potrafi łączyć wysoką jakość rozgrywki z kreatywnymi inicjatywami frakcyjnymi. Udało nam się przeprowadzić kilka wywiadów z członkami frakcji! S - @Skipper* E- @Emajla S: Witam. Redaktor Skipper* z Redakcji 4Life News, czy mogę zdać Tobie kilka pytań? E: Witam! Oczywiście S: Świetnie! Powiesz mi, jak wyglądały obowiązki frakcji S.A Medical Department, podczas tego wydarzenia? E: Głównym obowiązkiem i celem było zaszczepienie jak największej ilości osób przeciw chorobie kleszczowego zapalenia mózgu. Powoli zbliża się jesień, okres, w którym ludzie dużo spacerują, badź zbierają grzyby, więc owe szczepienia były najlepszym rozwiązaniem przed niechcianą chorobą. Oprócz tego, przed zaszczepieniem danej ilości osób nasi pracownicy zadbali o dopuszczenie szczepionek do użytku. S: To była I edycja szczpień przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu, czy wszystko poszło pomyślnie, czy może pojawiły się jakieś komplikacje? E: Była to II edycja szczepień, ta dotyczyła właśnie kleszczowego zapalenia mózgu. Wydaję mi się, że minimalną komplikacją mógł być termin. Nasze wydarzenie miało miejsce w tym samym czasie co serwerowy koniec wakacji i bardzo możliwe, że delikatnie mogło to kolidować z naszymi planami. Pomimo tego i tak cieszyliśmy się dużą frekwencją i zainteresowaniem. Całe wydarzenie uważam za pozytywne i udane! S: Pamiętasz może I edycją szczepień? Oceniając, II edycja wyszła lepiej niż I? E: Niestety nie jestem w stanie tego ocenić, ponieważ nie było mnie na I edycji szczepień, gdyż nie należałam w tamtym czasie do frakcji SAMD. Mogę jednak przypomnieć, że odbyła się ona w styczniu tego roku i dotyczyła szczepień na grypę. S: Jak oceniasz działania frakcji S.A Medical Department podczas tego wydarzenia? E: Myślę, że spisaliśmy się na medal! Sprawnie weryfikowaliśmy szczepionki oraz szczepiliśmy ludzi, a także koordynowaliśmy cały przebieg wydarzenia. Dla całokształtu naszego działania daje 6+! S: Z moich pytań to tyle, dziękuję za odpowiedzi! E: Również dziekuję, pozdrawiam! s - @sebeh. A - @AdrianeQ82 s: Witam, Redaktor sebeh. z Redakcji 4Life News, mogę zadać Tobie kilka pytań? A: Hej, pytaj śmiało s: Świetnie! Przechodząc dalej, czy jako frakcja S.A Fire Department, waszym zadaniem było zabezpieczenie obiektu szpitala do trwających w dniu dzisiejszym szczepień? A: Naszym zadaniem było wręczanie osobom chętnym do szczepień ankiet zdrowotnych wymaganych do zaszczepienia się. Do tego ewentualna pomoc ludziom z wypełnianiem ich oraz kontrola kolejki, aby nikt nie wszedł na SOR bez uzupełnionej ankiety. s: Były jakieś trudne sytuacje związane z graczami bądź komplikacje z zabezpieczeniem? A: Jak to przy prawie każdym takim wydarzeniu, zawsze znajdą się "śmieszki", których celem jest utrudnianie pracy innym i na siłę próba byci s: Jak oceniasz całościowo wydarzenie? A: Całościowo uważam wydarzenie za udane, na terenie szpitala cały czas coś się działo, gracze byli obecni. Poza samym aspektem gierki i wydarzenia w niej, może ktoś się zainteresuje bardziej tematem i postanowi zaszczepić się również w prawdziwym życiu, więc uważam że wydarzenie ma słuszny cel. s: Myślisz, że frakcja S.A Fire Department, spisała się dziś na medal? A: Nasza dzisiejsza praca nie była jakoś skomplikowana, więc nie wiem czy na medal. Uznajmy że wykonaliśmy naszą robotę tak jak powinniśmy. s: Z moich pytań to tyle, dziękuję za odpowiedzi! A:Dziękuję również. Miłego wieczoru Dziękujemy za przeczytanie naszego materiału, zachęcam was do przeczytania innych materiałów oraz dziękujemy za zaproszenie. Autoryzował: @og.ruddyy0 -
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Model: 477 ID: 102480 Pojemność silnika: 1.8 Przebieg pojazdu: 3159,3km Dodatki: progi (1017), wlot -dach (1006), atrapa nitro (1009), felgi (1084), wydech (1020), tablica rejestracyjna (sebeh ), podświetlenie licznika (███) Cena: ofki Coś od siebie: Sprzedaje bo się kurzy jest bo demont up`ów. SS’y https://imgur.com/a/w9mQlXe
-
Dzięki za nominacje @Sheeker Nominacje: Cała frakcja TSA i Redakcja 4life News
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 9