Witam serdecznie, z tej strony Młodszy Redaktor @pawelik001 z Redakcji 4Life News. W dniu dzisiejszym chciałbym wam, drodzy czytelnicy, pokazać list, który dostałem od jednego z was. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z nim.
Hej, jestem Maciek, mam 21 lat i szukałem pracy, aby zarobić na utrzymanie domku. Jak wiadomo, ceny nieruchomości w naszym stanie San Andreas, są horrendalnie zawyżone, a niestety mój poprzedni termin najmu mija za tydzień. Dodatkow, straciłem moją pracę, którą uwielbiałem, wiadomo cięcie etatów, bla bla bla. Przeglądając internet, trafiłem na naprawdę lukratywną ofertę pracy. Po wstępnym zapoznaniu się z ogłoszeniem dowiedziałem się, że była to praca ochroniarza, która polegała na pilnowaniu farmy. Wszystkie poprzednie oferty pracy mi nie odpowiadały, gdzieniegdzie stawka była za niska, albo nie pasowały mi godziny pracy. Pełen nadziei postanowiłem zadzwonić. Po drugiej stronie telefonu odebrał spokojny, wręcz robotyczny głos. Przedstawił mi on, na czym ta praca polega, po czym ustaliliśmy finalną stawkę godzinową. Było to aż 100 dolarów za godzinę, co w przeliczeniu na miesiąc daje… 16800 dolarów. Nie mogłem w to uwierzyć, musiał być gdzieś haczyk, ale powiedzieli mi, że wszystkiego dokładnie dowiem się na miejscu. Poprosili mnie o stawienie się o godzinie 21:00 na farmie. Postanowiłem, że zaryzykuję. Mój kot, który leżał obok mnie, bardzo się nastroszył, kiedy odłożyłem słuchawkę po zgodzeniu się na rozmowę kwalifikacyjną. Ach, ten mój kochany rudzielec. Po dwóch godzinach dotarłem na miejsce. Farma jak to farma, tutaj stogi siana, tutaj kombajny tam szopa. Spotkałem się z mężczyzną w czarnym garniturze i… okularach przeciwsłonecznych? Nie powiem, byłem zszokowany. Słońce już zachodziło, ale było ono za mężczyzną, więc nie miał powodu, aby zakładać okulary. Poszliśmy do jego auta, gdzie przeprowadził ze mną rozmowę kwalifikacyjną. Auto to Albany Manana, nie było tam za dużo miejsca, choć wyglądało na naprawdę mało używane. Dowiedziałem się, że stawka jest zapłacona z góry, a moim jedynym zadaniem jest przestrzeganie zasad i pilnowanie farmy. Byłem zdziwiony, aczkolwiek postanowiłem, że przeczytam je potem. Wręczył mi kartkę, dość ciężką kopertę z pieniędzmi i odjechał.
Nie powiem, farma była duża. Co ciekawe, nie wiedziałem, w jakim celu muszę dbać o to, aby żadna niepostronna osoba się tutaj nie pojawiła. No cóż, może mają jakieś tajemnice do ukrycia. Poszedłem do szopy, mojego jedynego możliwego schronienia. Miałem tam zapewnione jedzenie, latarkę, farelkę, aby w nocy nie było mi za zimno, napoje oraz… pistolet? Kolejne zaskoczenie. Po co mi pistolet na jakiejś odludnej farmie? Usiadłem na skrzypiącym krześle i zabrałem się za jedzenie kanapek, miałem nadzieję, że nie były zatrute. Wyciągnąłem telefon i zacząłem oglądać serial, który wcześniej ściągnąłem na niego, aby nie zanudzić się w pracy. Zacząłem ją o 21:00, a skończyć miałem o 9:00, ponieważ praca była w systemie 12-godzinnym i wymagała ona tylko ochrony w nocy. Z rozmowy kwalifikacyjnej dowiedziałem się również, że poprzedni ochroniarz opuścił tę pracę z powodu choroby.
W momencie, w którym skończyłem film, postanowiłem, że przejdę się po farmie i rozeznam się, o co tu chodzi. Włączyłem więc moją latarkę i poszedłem na obchód. Okrążyłem całą farmę wokół, ale wciąż nie wiedziałem, jaki jest cel mojej pracy, przecież na farmie było całkowicie pusto. Wróciłem do szopy i zacząłem oglądać kolejny film, dobrze, że miałem dość pojemną pamięć telefonu. Wtedy… usłyszałem, jak coś drapie w drzwi. Myślałem, że to może jakiś szop, który wyczuł kanapki. Ale to nie był szop. Drapanie było tak mocne, że cała szopa wibrowała. Nie ustawało, więc poszedłem sprawdzić, co się dzieje. W momencie podchodzenia do drzwi zauważyłem przez szpary w drzwiach, że jest to coś dużego. Coś ogromnego. Przestraszyłem się. Postanowiłem być cicho i odejść od drzwi. Szedłem na palcach, a deski niemiłosiernie skrzypiały. Myślałem, że zaraz “to coś” wydrapie dziurę w drzwiach. Byłem bliski paniki. Wtedy przypomniało mi się o kartce, która dała mi osoba rekrutująca. Odłożyłem kopertę na bok i wziąłem kartkę do ręki. Była to… lista zasad.
1. O godzinie 22:49 zacznie coś drapać w drzwi. Krzyknij wtedy głośno, “nie ma tu nikogo”. Odejdzie.
2. Nigdy nie otwieraj drzwi z szopy od godziny 23:00 do 2:00. To coś musi się wybiegać, sprawdzić uprawy, sadzonki. O 2:00 odejdzie.
3. O godzinie 4:00 przeprowadź obchód po farmie. Jeżeli nie widzisz żadnych nieprawidłowości, wróć do szopy.
4. Między 4:30 a 5:00 przyjdzie kobieta w rudych włosach oferująca świeże jajka. Powiedz jej grzecznie “nie, dziękuję, mam już jajka od moich pięknych kur”. W razie potrzeby użyj broni. O ciało się nie martw, rano zniknie.
5. O godzinie 9:00 twoja praca dobiegnie końca. O ile przeżyjesz.
O ile przeżyję? Co to ma znaczyć? Spojrzałem na zegarek, była 22:52. Niewiele myśląc, krzyknąłem, “nie ma tu nikogo!”. Cisza. Całkowita cisza, jakby to coś się rozpłynęło w powietrzu. Zero drapania, zero kroków, które wskazywałyby na to, że to coś, ten potwór, odszedł. Byłem zszokowany, ale wciąż spanikowany. Po minucie usłyszałem, jak to stworzenie biega po polu i kopie. Czytałem tę listę raz po razie i nie wiedziałem co o tym sądzić, z jednej strony, użycie pistoletu? Do zwykłej sprzedawczyni jaj? Z drugiej strony, ten potwór faktycznie był. Istniał. Może coś było na rzeczy. Wziąłem łyk wody. Usiadłem na krześle już bez telefonu w rękach. Nasłuchiwałem przez kolejne godziny tego, co się dzieje na zewnątrz. Cały czas było słychać dziwne odgłosy. Potem ucichły. Same z siebie, bez żadnego ostrzeżenia. Spojrzałem na zegarek, była już 2:03. Jak szybko ten czas tak upłynął? No nic, najwyraźniej może to jakiś zmutowany pies, może uciekł ze strefy 69? Mniejsza z tym. Miałem jeszcze prawie 2 godziny do obchodu na farmie. Postanowiłem uchylić drzwi i sprawdzić, co się dzieje na zewnątrz, ale nie było takiej możliwości, że wyjdę. Strach mną zawładnął. Podszedłem do drzwi, otworzyłem i zobaczyłem… całkowicie normalną farmę. Jak to jest możliwe? Przecież tutaj przez cały czas to stworzenie kopało, wręcz miałem wrażenie, jakby drążyło tunele, a farma jak stała tak stoi. Zamknąłem drzwi i wróciłem na krzesło. Wtedy zaczęła mnie męczyć senność. Emocje opadły, adrenalina ze mnie zeszła, tak więc moje potrzeby dały się we znaki. Postanowiłem sobie zrobić szybką drzemkę, aby być gotowy na obchód. Nastawiłem budzik na godzinę 3:30, “godzinka snu”, pomyślałem, “powinna mi wystarczyć” i zrobiłem sobie prowizoryczne posłanie ze słomy. Zasnąłem.
“Jak ja nie cierpię drzemek” pomyślałem, wyłączając budzik. Wstałem, otrzepałem się ze słomy i przekąsiłem kolejną kanapkę. Moje zapasy się już powoli kurczyły. Spojrzałem wtedy na kopertę, otworzyłem i faktycznie, była tam moja wypłata. Usiadłem na podłodze i zacząłem myśleć, na co wydam te pieniądze. Godzina 4:00 wybiła. Otworzyłem drzwi z szopy i ruszyłem na obchód. Słońce już powoli wstawało, więc miałem lepszą widoczność niż w nocy. Wszystko wyglądało tak samo, jak po przyjeździe na farmę. Wróciłem do szopy i sprawdziłem listę zasad. Został mi tylko punkt z kobietą sprzedającą jajka. Czekałem i nasłuchiwałem, czy nadchodzi. O godzinie 4:30, usłyszałem, jak ktoś puka. Wziąłem broń, schowałem za koszulę z tyłu ciała i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazała się piękna, uśmiechnięta kobieta w drzwiach. Jej rude włosy lekko falowały przy porannych podmuchach wiatru. “Dzień dobry, czy chce pan kupić jajka?” zapytała. Niewiele myśląc, odpowiedziałem zgodnie z zasadami “nie, dziękuję, mam już jajka od moich kur”. Spojrzała na mnie, nie, nie spojrzała. Przeszyła mnie wzrokiem. Widziałem złość w jej oczach. Wiedziałem, że coś zrobiłem nie tak. Powiedziałem jeszcze raz te kwestie w mojej głowie… no tak. Nie powiedziałem “od moich PIĘKNYCH kur”. Wtedy kobieta zaczęła krzyczeć, ale to nie był zwykły krzyk. To był krzyk niesamowitej złości, diabla, jakby ktoś naprawdę chciał mnie zabić. Szybko wyciągnąłem pistolet i ją postrzeliłem. Nigdy nie myślałem, że zdarzy mi się kogoś zabić. Było to straszne uczucie. Ciało upadło na ziemię w akompaniamencie tłuczonych jajek. Szybko zamknąłem drzwi, zasunąłem zasuwę i schowałem się pod stół. Huk z broni był niesamowicie głośny, piszczało mi w uszach. “Co ja zrobiłem, dlaczego to zrobiłem?” myślałem, nie mogłem w to uwierzyć. Byłem pewien, że zaraz przyjedzie policja i resztę życia spędzę w więzieniu. Siedziałem pod stołem i próbowałem się uspokoić. Spojrzałem na zegarek i była już godzina 6:00. Zostały jeszcze tylko 3 godziny. Po ochłonięciu postanowiłem, że sprawdzę przez szparę w drzwiach, czy ciało tam nadal leży. Leżało. Pod ciałem była czarna plama. Nie była to krew, nie było czuć metalicznego zapachu. Zaintrygowało mnie to. Wziąłem dłuższy patyk, który znalazłem w szopie i przy lekko uchylonych drzwiach dotknąłem czarnej plamy patykiem. Była ona lepka, ciągnąca się. Była wręcz obrzydliwej konsystencji. Wyciągnąłem patyk z plamy i zauważyłem, że był on wypalony od spodu. Czy ta plama to był kwas? Nie miałem zamiaru tego sprawdzać moimi dłońmi. Zamknąłem drzwi i czekałem na koniec mojej zmiany. W międzyczasie postanowiłem, że trochę posprzątam, wziąłem grabie i zacząłem sprzątać moje prowizoryczne posłanie na podłodze, które służyło mi za łóżko w nocy. Po godzinie sprzątania, zmęczony usiadłem i napiłem się wody. Wtedy mój telefon zadzwonił. To był rekrutant, który przeprowadzał mnie przez rozmowę kwalifikacyjną. Niepewnie odebrałem i się zapytałem, czy coś się stało. Została mi przekazana informacja, że na moje konto bankowe wpłynęło dodatkowe 2000 dolarów za poranne niedogodności. Byłem w szoku, dodatkowo przelewają pieniądze? I tak te, które już dostałem z góry, były duże. Równie dobrze, mogłem wziąć pieniądze i po odjechaniu rekrutanta uciec. Dziwna sprawa. Jakiś czas później spojrzałem na zegarek i była już godzina 9:00. Tak więc wstałem, wziąłem kopertę i ostrożnie otworzyłem drzwi. Ciała… nie było. Plamy? Nie było. Jakim cudem? Wróciłem do domu i zalogowałem się na konto bankowe. Faktycznie był przelew na 2000 dolarów. Drapałem się po głowie i zastanawiałem się, o co może w tym wszystkim chodzi. Oferty pracy już niestety nie było, ale pamiętam adres. Wpisałem go w Google Maps, ale w tym miejscu, farmy nie było. Był jakiś duży magazyn. “Jak to możliwe, że nie ma na mapie miejsca, w którym przed chwilą byłem?”, zastanawiałem się. Zadzwoniłem do rekrutanta, aby dowiedzieć się, o co chodzi, czemu musiałem tak pilnie strzec tej farmy? Wybrałem numer i w odpowiedzi usłyszałem, “nie ma takiego numeru”. “Co jest grane?”, pomyślałem. Czemu nagle wszystko, co było związane z farmą, nie istnieje? Sprawdziłem, pieniądze w kopercie. Wciąż tam były, i najważniejsze, były prawdziwe. Podczas mojego rozmyślania na temat całej tej sytuacji, ktoś zapukał do moich drzwi. Nogi mi się ugięły, myślałem, że to policja. Byłem już gotowy na więzienie do końca życia. Może dowiedziała się, że kogoś zabiłem? Nie krzyczeli przez drzwi, a samo pukanie było delikatne. Podszedłem do drzwi, otworzyłem i zobaczyłem piękną rudą kobietę z koszykiem jajek. “Dzień dobry, czy chce pan kupić jajka?” zapytała.
Serdecznie dziękuję za przeczytanie artykułu. Taka krótka creepypasta z mojej strony. Z chęcią poczytam feedback od was, dajcie znać, co sądzicie o takiej formie artykułów!
Autoryzował: @bartoszek.