W połowie XX wieku w sercu afryki znajdowała się mała, murzyńska wioska.
Gdy wódz wioski dowiedział się od misionarzy o panującej zimnej wojnie zarządził wielkie spotkanie mieszkańców wioski i mówi
"Rosja i Ameryka ciągle ścigają się w zrobieniu najlepszej broni... Nie możemy być gorsi."
Po tym wódz wioski kazał zebrać najsliniejszych mieszkańców i ściąć im największe drzewo jakie będzie się dało.
Następnie wydrążyli w nim środek zostawiając tylko kore.
Po tym wszystm wódz nakazał zebrać najbystrzejszych mieszkańców wioski i kazał im zebrać jak najwięcej CZARNEGO prochu ile tylko się da.
Gdy pień zapchano prochem podłączono do niego lont.
Gdy rakieta była już całkiem gotowa mieszkańcy staneli dookoła i zastanawiają się "Gdzie można ją wysłać"
Każdy myśli i myśli ale nikt nie zna innego miasta niż Nowy York, więc napisali farbą na korze "Nowy Jork" i podpalili lont...
Sznurek coraz krótszy, coraz bliżej iskra leci, leci zbliża się do pnia
I NAGLE!!!
*BOOM*
Ogień zają całą wioskę, ludzie krzyczą z bólu.
A wódz zadowolony patrzy i mówi...
"Nooo. Jak tutaj tak j*bło, to co musi sie dziać w Nowym Jorku..."
Powodzenia wszystkim