-
Postów
69 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Typ konta
Zwykłe
Typ zawartości
Profile
Forum
Kalendarz
Artykuły
Treść opublikowana przez Feliksek
-
4Life News - Przykra historia obiecującej restauracji J & J’s w Angel Pine
Feliksek opublikował(a) temat w Archiwum Artykułów
Witamy wszystkich gorliwych czytających i zaciekawionych naszą twórczością graczy! Z tej strony Redaktor Specjalista @Feliksek oraz Starszy Redaktor @Patryk99 wychodzący do Was z kolejną ciekawą pracą — tym razem ze wciągającą, emocjonującą i ekscytującą historią pewnej restauracji ocenionej przez popularnego wśród naszego stanu San Andreas krytyka kulinarnego. Zapraszamy serdecznie do przyciągnięcia swojej uwagi i zapoznania się z całością lektury! Wymieniona już wcześniej i znana pośród mieszkańców małego miasteczka Angel Pine restauracja zwana „J & J’s” powstała ok. 1968 roku — a tak przynajmniej podpowiadają nam dokumenty skryte wewnątrz budynku oraz sami właściciele knajpy. W środku całego zajazdu bowiem, nad barem i ladą, przy której jesteśmy w stanie zamówić swoje jedzenie, widnieje egzemplarz papierowej gazety z dnia założenia jadłodajni: to dość znana i nadal praktykowana w pewnych częściach naszego kraju tradycja, aby przy osiągnięciu jakiegoś ważnego celu (a tym tutaj było uzyskanie pozwolenia na budowę oraz rozpoczęcie działalności gastronomicznej) włożyć aktualną na tamten dzień gazetę w ramkę i powiesić ją w dobrze widocznym miejscu. Pierwsi właściciele i dlatego też założyciele całego lokalu gastronomicznego, małżeństwo Jefferson i Jasmine Woods, od których pochodzi nazwa baru — „J & J’s” — zmotywowani swoją miłością nie tylko do siebie, ale i klasycznej amerykańskiej kuchni, stworzyli ją, wykorzystując swoją dobrą reputację i popularność oraz dostęp do taniej żywności. Głównymi celami i zadaniami tego baru nie było jednak tylko serwowanie jedzenia i inwestycja w rynek gastronomii… Było to też utworzenie pewnego rodzaju „azylu” dla osób każdego koloru skóry — a to dlatego, że gospodarcze mieli już po dziurki w nosie to, jak traktuje się ich czarnoskórych znajomych: byli w stanie zauważyć gołym okiem poniżenia i dyskryminacje, których muszą doświadczać w swoich codziennych życiach ich koledzy i koleżanki, wraz ze swoimi rodzinami. To właśnie ze względu na to na pierwszego szefa kuchni zatrudniono czarnoskórą kobietę, bardzo bliską przyjaciółkę rodziny Woodsów — na tyle nieobcą i spoufaloną, że była druhną Jasmine na ślubie. Można więc śmiało wywnioskować, że dzieci tytułowej pary J & J’s były wychowywane w podobnych klimatach i w konsekwencji zachowywały w stosunkach międzyludzkich krztę honoru i człowieczeństwa, traktując osoby innego koloru skóry jako równe innym. Niestety, jak można się już pewnie domyślić, ta myśl nie przetrwała próby czasu. Na ich nieszczęście, ich wnukowie wcielili inne cechy i charaktery, traktując ludzi nie tak, jak trzeba. Rodzice z początku chcieli nazwać swoje potomstwo również imionami na J: tak, aby tradycji stało się zadość i żeby „karczma” nie straciła swojej popularności wśród miejscowych. Po namyśle zmienili oni jednak swoje zdanie. Doszli do wniosku, że ich dzieci również powinny mieć w swoich życiach wybór — nie chcieli zmuszać ich do pracy przy jadłodajni, przypisując do nich przez nadanie im takich imion (oraz w swoich testamentach) własność lokalu. „To nie byłoby po prostu humanitarne” — wspominają niektórzy stali klienci. Po tym, jak Michael i Scarlett ukończyli 17. rok życia, wkraczając tym samym w swoją dorosłość, rodzice zapytali się ich wprost: czy chcielibyście prowadzić po nas tę knajpkę? Scarlett, która marzyła o zostaniu prawniczką, zrezygnowała z pomysłu mamy i taty. Nadzieja pozostała jednak w Michaelu, który nie tylko został kolejnym restauratorem, ale i również nakłonił do tego swoje dzieci, które (wbrew pierwotnej woli swoich rodzicieli) nazwał James i Joe. Wierzył, że pomiędzy braćmi nie dojdzie do żadnej kłótni i będą oni prowadzić zakład gastronomiczny zgodnie z wolą dziadków. W każdym razie, przez pracoholizm (między innymi pracowanie po nocach, przemęczanie się papierkową robotą oraz niepotrzebne zamartwianie się wszystkim, co miał na głowie) Michael sponiewierał swój obowiązek rodzicielski i prawdopodobnie źle wychował swoje dzieci. Sam jednak tego nie zauważył: wręcz przeciwnie, powiedzieć o problemie musieli mu jego pracownicy oraz dobrzy koledzy, którzy nie raz gościli w jego lokalu. Okazało się, że bliźniacy James i Joe przybrali zupełnie odmienne od swoich rodziców i dziadków maniery — zachowywali się zuchwale; lekceważyli stałych, dobrze renomowanych klientów o innej karnacji. A jakby tego było mało, podając do stołów osób czarnoskórych, pluli na oczach innych konsumentów do serwowanych dań, próbując pokazać swój niesmak i niezadowolenie wywołane przyjściem, jak sami to określali, „takiego rodzaju” klientów do środka. Ich zdaniem bowiem, powinni być dozwoleni tylko do jedzenia na zewnątrz; „tam, gdzie psy”. Michael próbował naprawić sytuację: przepraszał pokrzywdzonych i, o co tym razem sam dbał, uczył swoich synów kultury osobistej. Aczkolwiek nic nie przynosiło pożądanych skutków, a moment, kiedy to ojciec miał przekazać bliźniakom swoje klucze, cały czas nieubłaganie się zbliżał. Wtedy to właśnie niespodziewanie zawitał do kafeterii znany austriacki recenzent, Josef Fitzgerald, który — słysząc nieprzychylne opinie na temat tej garkuchni podesłane mu drogą mailową i telefoniczną — podjął decyzję o złożeniu swojej niezaplanowanej wizyty. Co więcej, przyszedł przebrany dość nietypowo, bo będąc na wózku inwalidzkim: chciał w ten sposób przekonać się w stu procentach na swojej własnej skórze, w jaki sposób będzie traktowany przez pracowników oraz menadżera jadłodajni. Nie zamówił sobie charakteryzatorki, żeby zmienić swój kolor skóry, bo już wtedy wiedział, że zachowanie wobec takiego klienta nie byłoby w ogóle przychylne, a to przez rozmowy, które przed przyjazdem przeprowadził z głównymi poszkodowanymi. Podczas jego pobytu w lokalu nie było właściciela — Michaela Woodsa — a menadżerem, jak się okazało, był główny podejrzany i obwiniany za reputację baru syn — Joe Woods. Wszystko miało stać się dla krytyka oczywiste. I oczywiste stało się dość szybko: zaraz po wejściu do knajpy, kiedy zbliżył się do blatu, aby złożyć swoje zamówienie, osoba te zamówienia przyjmująca spojrzała na niego nieprzychylnym okiem; z pogardą. Josef szybko wychwycił nastawienie kasjera do jego osoby, więc z chęcią — aby móc zauważyć wszystkie występujące na obszarze lokalu dyskryminacje klientów — kontynuował tę „zabawę”. Zasiadł przy stole znajdującym się na środku sali — głównie po to, by być w pozycji, w której będzie w stanie spostrzec wszystkie czynności wykonywane przez kelnerów. Miłym dodatkiem był ponadto kolejny plus takiego miejsca: mógł nim sprowokować niektórych konsumentów do rozsiania pewnego rodzaju scenki, w której go obrażą; zasadniczo tylko przez to, że zasiada na wózku — a to nie było rzadkie, bo co jakiś czas jacyś delikwenci wstawali ze swoich miejsc siedzących, żeby potańczyć w centrum sali, gdzie recenzent się usytuował. W swoim oświadczeniu Fitzgerald uwypuklił, że do takiego incydentu rzeczywiście doszło (co gorsza, zwyzywał go nawet „garson”), dzięki czemu miał on pewność, że problemem nie są tylko i wyłącznie zatrudnione osoby, ale też — jak sam ich nazwał — „usługobiorcy”. Josef sprawdził także, jak szczerzy i pomocni są kelnerzy. Zwrócił się on bowiem z prośbą do jednego z nich, aby podładował smartfon krytyka: problem w tym, że poprosił go poza tym o to, żeby miał on go na oku, bo oczekuje bardzo ważnego telefonu. Ze swojego siedziska miał doskonały wgląd na przestrzeń, w której to podładowywano jego telefon i w której stał poproszony o to kelner. Gdy uznał, że nastała odpowiednia pora, recenzent wyjął swój drugi telefon i zadzwonił do siebie samego. Jak można się domyślić, pracownik nie pofatygował się, aby podać komórkę: mimo że został o to poproszony. Gdy Fitzgerald skończył swój (swoją drogą ubogi) posiłek, zwrócił się o swoje urządzenie elektroniczne — tym razem na stojąco, bez wózka — a następnie zdradził swoją prawdziwą tożsamość. Przedstawił się jako recenzent kulinarny z już ułożoną w głowie opinią na temat całej „karczmy”. Można sobie tylko wyobrazić, jak pełni wstydu i zażenowania samymi sobą byli menadżer lokalu oraz kelner. Zwłaszcza że być może speszeni nie byli dlatego, że zachowywali się tak, jak zachowywali, a dlatego, że ocena eksperta żywieniowego nie będzie przychylna. Albowiem felietonista zdradził im, jaka będzie jego ocena. „Rasizm oraz przede wszystkim dyskryminacja, niechęć i wrogość do osób niepełnosprawnych” — takie między innymi zarzuty padają z ust znanego krytyka, Josefa Fitzgeralda, wobec popularnej wśród lokalnej społeczności Angel Pine restauracji J & J’s na jego blogu. Nie trudno dociec do informacji, iż aktualnie zajazd świeci pustkami — z jego usług korzystają dzisiaj tylko nic niewiedzący o ocenie felietonisty przechodnie (a ciężko jej nie znać, gdyż pojawiła się, chociażby w lokalnych mediach) oraz stali klienci, którzy popierają „koncepcję” rasizmu. Ojciec kontrowersyjnych według opinii publicznej braci bliźniaków jawnie i na forum publicznym, w jednym z programów porannych lokalnego kanału informacyjnego, nie raz już za swoje dzieci przeprosił. Co więcej, ogłosił on, że będzie musiał zakończyć wieloletnią tradycję rodzinną i zamknąć swoje bistro (bo tak planował przekształcić swoją restauracyjkę przed oddaniem kluczy swoim „następcom”) — nie jest on w stanie wypłacić wszystkich rachunków; niedługo zbankrutuje. Jest w pełni świadom błędu, który popełnił w wychowywaniu swoich dzieci i gotów ponieść za to odpowiednie konsekwencje (czym jest oczywiście zamknięcie na stałe swojej kuchni dla publiki). Historię tego „klubu” można uznać za tragicznie przykrą. W celu zrozumienia, jak dokładnie rasizm wpływa na rozwój naszej społeczności oraz postrzeganie i mentalność młodego człowieka, skontaktowaliśmy się z Graczem @Adelgrim — jako mieszkaniec Angel Pine pomógł nam pojąć, dlaczego rasizm jest, jaki jest i czemu powinniśmy go zwalczać. Zadaliśmy mu pytania nie tylko na temat wspomnianych wcześniej tematów, ale również tego, jak rasizm rozprzestrzenia się w naszej cywilizowanej wspólnocie. F: @Feliksek A: @Adelgrim F: Jak rasizm wpływa na rozwój społeczności? Dlaczego, w prostych i nieskomplikowanych słowach, jest on tak bardzo negatywny? A: Badanie Australijskiej Komisji Praw Człowieka na ponad 800 uczniach szkół średnich wykazało, że rasizm ma ogromny wpływ na zdrowie psychiczne młodych ludzi, którzy go doświadczają, w tym na: nieustanne uczucie smutku, złość, depresję i pominięcie; bóle głowy, przyspieszone bicie serca, pocenie się, drżenie i napięcie mięśni; ciągły strach przed atakiem werbalnym lub fizycznym; niechęć do chodzenia do szkoły; ograniczone zaufanie do innych (oprócz bliskich przyjaciół i rodziny), lub kompletny brak zaufania do kogokolwiek. Nie trzeba chyba wspominać o tym, że wpływy te mogą zmniejszać zdolność ludzi do pracy lub nauki oraz osiągania przyszłych celów. Rasizm wpływa również na ogólne samopoczucie ludzi, gdy odmawia się im równego dostępu do pracy, usług czy edukacji. F: W jaki sposób rasizm rodzi się i przybiera na sile w psychice i mentalności człowieka? Mają na to wpływ jakieś czynniki zewnętrzne? A: Duże grono profesorów twierdzi (i co popierają niektóre badania, np. badania Washington State University wystawione w ich prasie), że człowiek od zarania dziejów szukał sobie podmiotu, którym może rządzić i którego może traktować jak podwładnego. Niestety jednak zdania w sprawie „zrodzenia się” rasizmu są podzielone, a prace naukowe niejasne i niepełne. Dyskusja trwa do dzisiaj; dokładnego podłoża jeszcze nie odnaleziono. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas na to pytanie będzie można odpowiedzieć. F: Czy istnieje jakiś związek pomiędzy rasizmem a mową nienawiści? Czy rasista jest bardziej podatny na używanie mowy nienawiści? A: Co ciekawe, w Stanach Zjednoczonych mowa nienawiści, rasizm czy obraźliwa mowa (tj. obrażanie innych) są chronione prawnie za sprawą Pierwszej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Oznacza to, że obywatel USA bez żadnych problemów i konsekwencji prawnych może wyrazić swoją kontrowersyjną opinię na temat czyjegoś koloru skóry — z tego tytułu nie poniesie żadnych kosztów (oprócz możliwych oczywiście reakcji obrażanych osób, bo można przy tym oberwać). Odpowiadając na pytanie: oczywiście, że rasista jest bardziej podatny na użycie mowy nienawiści, gdyż — jak wykazały badania — rasiści posiadają niższy poziom IQ i z tego faktu są bardziej nastawieni na użycie słów powszechnie uznanych za agresywne i obraźliwe w stosunku do innych; są mniej wyrozumiali i bardziej wymagający. F: Czy, Twoim zdaniem, powinno się zwiększyć sankcje za rozprzestrzenianie ideologii rasizmu? Jak wyglądają one w tym momencie? A: Nasza aktualna polska konstytucja stwierdza, że każda dyskryminacja — na tle religijnym, rasowym czy innym — jest niedozwolona. Według artykułu 257 Kodeksu Karnego ten, kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności etnicznej, rasowej lub innej albo z powodu jej bezwyznaniowości, lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Należy zwrócić uwagę, że sąd może dodać do „głównej kary” dodatkowe środki karne: np. grzywnę, jeśli uzna to za słuszne i stosowne do sytuacji. Jak dla mnie, aktualny system karania za obrażanie na tle rasowym lub, jak sam to nazwałeś, rozprzestrzenianie w ten sposób ideologii rasizmu, nie wymaga żadnej aktualizacji i jest wystarczająco surowy. F: Jak możemy zapobiec rozwojowi rasizmu w głowach uczącej się młodzieży? Jakieś spotkania, programy, czy może szkolenia? A: Już teraz takie spotkania i szkolenia są organizowane, więc nie musimy w żaden sposób zwiększać ich częstotliwości, czy też treści. W Polsce nie ma aktualnie problemu z rasizmem; raczej z rasizmem niewidzialnym a jest to zjawisko powszechnie akceptowalne. Prawdopodobnie nikt nie zrobi nic osobie, która używa przemocy werbalnej i słów powszechnie uznanych za obraźliwe w przestrzeni publicznej wobec osoby czarnoskórej, bo — jak określili badani uczniowie — „są to często słowa puste i używane bez konkretnego kontekstu”. Skoro znamy już podstawy tworzenia się i postępowego zwiększania się „popularności” rasizmu, dobrze byłoby przejść do zdania i perspektywy osób, które z rasizmem mają do czynienia raczej na co dzień. Mowa oczywiście o funkcjonariuszach naszej stanowej policji z San Andreas Police Department. Ponownie wykorzystaliśmy „drugie stanowisko” naszego Starszego Redaktora @Patryk99… Nawiązaliśmy kontakt z Police Officer I @Patryk99 w celu poznania jego opinii. F: @Feliksek P: @Patryk99 F: Czy w San Andreas Police Department dochodzi do tzw. dyskryminacji pozytywnej przy procesie rekrutacyjnym do San Andreas Police Academy? P: Niestety albo stety — zależy, jak na to patrzeć — w San Andreas Police Department nie uwzględniamy dyskryminacji pozytywnej. Wszystkie osoby — bez względu na płeć, pochodzenie, orientację, czy inne czynniki — mają równe szanse: oznacza to, że wszystkie osoby, które składają swoją aplikację do Police Academy, oceniane są w ten sam sposób. Ze względu na zbyt małą liczbę przedstawicieli mniejszości i osób „płci pięknej”, stosowanie zasad i ograniczeń dyskryminacji pozytywnej nie ma większego sensu. Co więcej: wierzymy w to, że dyskryminacja pozytywna mogłaby doprowadzić do faktycznej dyskryminacji grup uznanych za „dostatecznie reprezentowane”; z tego również powodu jej nie stosujemy. F: Czy kadeci San Andreas Police Academy są sprawdzani przez szkoleniowców pod względem psychicznym? Przechodzą jakieś badania, czy testy? P: Kadeci policyjnej akademii nie są sprawdzani pod względem psychicznym. Przynajmniej w dosłownym tego słowa znaczeniu… Są wystawieni na bodźce świata zewnętrznego; mają więc obowiązek sobie z nimi poradzić i wiedzieć, jak dokładnie do nich podchodzić. W momencie, w którym szkolony na policjanta nie dostosuje się do reguł lub zachowa się karygodnie w stosunku do innych, egzaminator i szkoleniowcy mają prawo pozbawić go pełnionej funkcji, a nawet wpisać na czarną listę (po uzyskaniu odpowiednich zgód od opiekunów akademii, oczywiście). F: Czy, Twoim zdaniem, badania (lub testy) takie powinny być wymagane? Jak inaczej można radzić sobie z aktywnościami o podłożu rasistowskim? P: W moim osobistym mniemaniu takich testów nie powinno się przeprowadzać — każdy rekrut powinien poznać świat oczyma policjanta i w ten właśnie sposób (przez praktykę i nabranie w niej wprawy) dowiedzieć się, jak dokładnie postępować z i zwalczać zło. Kiedy wprowadzilibyśmy takie badania, połowa chętnych uciekłaby z akademii, a następna połowa prawdopodobnie by ich nie zdała. Wzbudzanie niepotrzebnego strachu wśród nowych nie jest i nigdy nie będzie potrzebne: to, co z pewnością jest potrzebne, to praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka oraz trochę teorii. F: Jakie konsekwencje grożą osobie o skłonnościach rasistowskich w momencie, w którym swoją kontrowersyjną opinię przedstawi publicznie? P: W naszym stanie taką osobę karze się środkiem karnym: mandatem (grzywną) do lub przedłużeniem głównej kary — jeżeli taka została nadana. Gdy uczynek popełnia się jednak pojedynczo, bez złamania żadnych innych punktów taryfikatora, delikwenta karze się pozbawieniem wolności na czas określony przez aresztującego funkcjonariusza. Nie wspominając już o tym, że do akcji prawdopodobnie włączyłaby się administracja serwera, gdyż takie zachowanie jest po prostu, po ludzku, niedopuszczalne i karygodne. W świecie realnym taka osoba jest oczywiście karana więzieniem ze względu na równość opisaną w konstytucji. F: Czy, Twoim zdaniem, powinno zwiększyć się sankcje za rozprzestrzenianie i szerzenie niemoralnej, złośliwej i karygodnej ideologii rasizmu? P: Naturalnie, że tak. Według mnie kara jest zbyt mała, gdyż łapani przez nas kryminaliści nadal przedstawiają skłonności do szerzenia rasizmu: sankcję powinno się zwiększyć w celu zniwelowania rozprzestrzeniania się złych treści i nauczenia użytkowników naszego serwera, że takie zachowanie nie jest mile widziane. W życiu realnym jednak nie spotykam się na co dzień z tego typu przewinieniami, więc na ten temat opinii niestety nie mam. No zobaczcie! Przy w miarę ciekawej i zdumiewającej historii małej restauracyjki, jesteśmy w stanie dowiedzieć się bardzo interesujących faktów na temat rasizmu od naszych serwerowych ekspertów i osób, które na co dzień mają z nim kontakt. Niewątpliwie taka wiedza przyda nam się w naszym życiu (zarówno tym na serwerze, jak i prywatnym) i pozytywnie wpłynie na nasze myślenie. Jeżeli materiał się Wam spodobał, zapraszamy do komentowania i nadawania reakcji! Autoryzował: @MateuszXQ -
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Redakcja 4Life News - Wywiad z Liderem Organizacji Dream Friend's
Feliksek odpowiedział(a) na Olcia501 temat w Archiwum wywiadów
Super praca, widać postępy! Mam nadzieję, że nie zabraknie Cię w naszym redaktorskim gronie! -
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
4Life News - Dzień ze służby San Andreas Police Department
Feliksek opublikował(a) temat w Archiwum Artykułów
Witamy, z tej strony Redaktor Specjalista @Feliksek oraz Starszy Redaktor @Patryk99 z Redakcji 4Life News. Dzisiaj chcielibyśmy Was zaprosić na bardzo niezwykły, ciekawy i nietuzinkowy materiał o dniu ze służby w jednej z trzech głównych frakcji mundurowych — to jest oczywiście San Andreas Police Department. Mamy wielką nadzieję, że wszystko przypadnie Wam do gustu, bo ciężko się napracowaliśmy! Zapraszamy do komentowania i reagowania! Swoją pracę funkcjonariusze prawa zaczynają tak, jak każdy normalny, pełnoletni i posiadający stały dochód obywatel: od wstania z łóżka i udania się do swojego zakładu pracy. To, co może być jednak w tym już momencie nietypowe, to wspomniany wcześniej „zakład pracy” — nie jest on bowiem przedsiębiorstwem czy firmą, a instytucją państwową; to uzbrojona formacja służąca społeczeństwu i przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi, dlatego też po przyjeździe na jednostkę funkcjonariusze przebierają się w swoje mundury służbowe i z miejsca zabierają się za sprawdzenie przypisanej do swojej osoby broni palnej. Po zweryfikowaniu poprawności swojego „środka bojowego” mają prawo udać się do dyżurnego, aby ten przydzielił im odpowiedni do rangi radiowóz policyjny. To w ich rękach leży wtedy odpowiedzialność za przejrzenie i ocenienie stanu pojazdu przed udaniem się na patrol — mają obowiązek zgłosić wszelkie nieprawidłowości do dyżurnego na adekwatnym do sprawy i dopasowanym dokumencie. Na nasze szczęście, kiedy nagrywaliśmy pracę policjantów, do znalezienia jakichkolwiek nieprawidłowości nie doszło, więc byliśmy już gotowi opuścić kwatery główne organów ścigania i udać się na „zwiad” okolicy. Nie minęło dużo czasu, kiedy usłyszeliśmy pierwszy komunikat radiowy na zastrzeżonej, „niebieskiej” częstotliwości: chodziło o podjęcie pościgu i próby złapania delikwenta, który spowodował umyślną kolizję w ruchu lądowym. Jak się okazało, po dość dużej stłuczce z innym uczestnikiem ruchu, zaczął uciekać. Nasza jednostka patrolowa przyłączyła się do gonitwy za tym przestępcą. Całe szczęście, że nie okazał się kierowcą rajdowym, bo po krótkiej chwili po naszym wplątaniu się do pogoni, uderzył w bliski do jezdni słup energetyczny i musiał się „awaryjnie” zatrzymać. Poszkodowany sprawca na skutek wypadku utknął w pojeździe, więc byliśmy zmuszeni wezwać na miejsce służby San Andreas Fire Department oraz San Andreas Medical Department. Rozdysponowane zostały między innymi: zespół ratownictwa medycznego (ZRM) oraz wóz ratownictwa technicznego, na którego wyposażeniu znajdowały się nożyce hydrauliczne (używane przez strażaków do między innymi przycinania na przykład blach samochodów). Dzięki szybkiej akcji ratunkowej byliśmy w stanie przewieźć zatrzymanego w eskorcie do szpitala specjalistycznego w Las Venturas na SOR, gdzie udzielono mu odpowiedniej, potrzebnej pomocy medycznej. Ranny winowajca przeszedł zabieg szycia głowy, jednak to nie uratowało go przed nieuniknionym skazaniem; sprawiedliwości musiało stać się zadość, więc kilka godzin po operacji złoczyńca został zabrany z „sali wybudzeń”, zakuty i przewieziony na komisariat stanowej policji — Patrol Division dopilnowało, aby aresztant trafił do sali przesłuchań, w którym to miejscu został wypytany, a następnie — po określonych czynnościach — w końcu właściwie i prawnie postawiono mu akt oskarżenia. Jego główne zarzuty mówiły w szczególności o: ucieczce z miejsca zdarzenia, spowodowaniu niebezpieczeństwa w ruchu lądowym, niewykonywaniu poleceń służb porządkowych oraz innych przewinieniach. Na komendzie musiała zjawić się Służba Więzienna, która zabrała oskarżonego do aresztu śledczego, gdzie do dzisiaj oczekuje on swojej rozprawy. Ta interwencja zakończyła się powodzeniem, także wszystkie biorące udział w pościgu oddziały mogły wrócić na ponowny patrol. Tak też było w naszym przypadku: zwinęliśmy swój specjalistyczny sprzęt do nagrywania i po raz kolejny wsiedliśmy do samochodu policyjnego, kontynuując swoją niesamowitą przygodę oczyma stróżów prawa, dbających codziennie o nasze tak cenne bezpieczeństwo. Byliśmy świadkami relatywnie rzadkiej akcji antyterrorystycznej naszego wyspecjalizowanego oddziału doskonale wyszkolonych funkcjonariuszy Special Weapons and Tactics — oficerowie i operatorzy SWAT szykowali się bowiem do ujęcia gangu handlarzy bronią. Detektywi dywizji Investigative Staff wraz ze wsparciem ustawili się na wcześniej ustalone pozycje: wykorzystując nauki taktyki czarnej (CQB), ustawiono się przy wszystkich wejściach do bazy tych bandytów, obstawiając w ten sposób wszystkie możliwe drogi ucieczki. Ugrupowano się w szeregach, po prawych i lewych stronach drzwi, zgodnie z hierarchią rangową i przypisanymi zadaniami; z detektywami na samych końcach kordonów. Umieszczono również dwóch wykwalifikowanych snajperów na dachach sąsiednich budynków. Mieli oni za zadanie obserwować górę siedziby zorganizowanej grupy przestępczej, tym samym blokując ją jako potencjalną drogę zbiegnięcia podejrzanych. Po kilku minutach zaczęto odliczanie, które miało oznaczać czas rozpoczęcia tzw. wyłomu (ang. breach). Podczas szturmu doszło do ostrej wymiany ognia, która zakończyła się srogą przegraną dla przemytników. Kilku oberwało dość mocno, bo nie przeżyli całego chaosu. Sprawę handlarzy przejęli detektywi Investigative Staff, którzy najpierw przesłuchali gangsterów, a następnie doprowadzili ich na tak zwany „dołek”. Po kilku dobrych godzinach na kwaterę główną przyjechały jednostki transportowe z aresztu śledczego, których obligatoryjnością było zabranie osadzonych do jednostki penitencjarnej. Śledczy oddali raport do dowództwa, po czym zamknęli całe dochodzenie i dostarczyli materiały dowodowe prokuraturze. Znowu byliśmy w stanie przekierować się na patrol, na którym spotkały nas niemałe problemy... Jedna z jednostek patrolowych została zaatakowana i napadnięta. Pod radiowóz podłożono ładunek wybuchowy, mundurowych obezwładniono i porwano, ich wyposażenie z bronią zabrano, a radia wyrzucono gdzieś po drodze do oddalonego o kilkanaście kilometrów miejskiego magazynu hurtowego. I tak ślad po kolegach z pracy nagle zaginął, a kontaktu z porywaczami nie było: wszczęto poszukiwania uprzedzone rozbrojeniem wcześniej wspomnianej bomby. Podzielono grupy poszukiwawcze z cywilnymi wolontariuszami i stróżami prawa oraz przydzielono helikoptery ratunkowe. Do poszukiwań przyłączyli się nawet strażacy z San Andreas Fire Department. Wykorzystując kamery termowizyjne z wyposażenia specjalistycznego San Andreas Police Department i San Andreas Fire Department oraz wsparcie sekcji powietrznej, udało się zlokalizować osoby o wzbudzającym zainteresowanie wśród przechodniów i podejrzanym zachowaniu. Jeden ze śmigłowców ratowniczych namierzył cel i nagrał, jak prawdopodobni porywacze „wyładowują” dziwnie ludzko-podobny towar ze swojej furgonetki. Natychmiast poinformowano oddziały naziemne i wysłano dokładne współrzędne nagranej lokacji. Akcję poszukiwawczą odwołano — przyszła pora na przygotowanie ponownego już tego dnia włamu do kolejnej kryjówki rozbójników. Na miejscu zjawiła się po raz ponowny specgrupa Special Weapons and Tactics. Tym razem jednak nie było tak kolorowo, jak wcześniej: napastnicy zaczęli uciekać, rozjeżdżając się po terenie. Policjanci byli zmuszeni rozdzielić się na dwie główne grupy: pozostających na miejscu zdarzenia oraz podążających za poszukiwanymi. Kilku zgrabnym „niebieskim” udało się na czas wsiąść do swoich samochodów policyjnych, odpalić silniki i ruszyć w pogoń za uciekającymi oprychami, kiedy to reszta stróżów prawa została na obszarze magazynu i weszła do środka. Teren tylko przeszukano, gdyż zbiry zdążyły go w całości opuścić. Na całe szczęście i co było najważniejsze, odnaleziono wszystkich utraconych „niebieskich” — to była również dodatkowa informacja potwierdzająca pracownikom dochodzeniówki, że ścigane osoby to faktycznie poszukiwani przez nas porywacze. Wszystkich uratowanych przedstawicieli władz poddano diagnozie zespołu medycznego i po stwierdzeniu, że nic im nie jest i nie grozi, zostali puszczeni wolno do domu — z gwarancją od swojego szefa, że nie będą musieli wracać do pracy przez następne kilkanaście dni. Pozostało tylko winnych temu zamieszaniu złapać i zapuszkować. Fartem sprostaliśmy oczekiwaniom naszych czytających i zdołaliśmy jako Redakcja również podzielić się na grupy w naszym „sektorze reporterskim” — uwinęliśmy się na tyle szybko, że udokumentowaliśmy gonitwę za głównymi podejrzanymi. Uciekinierzy błyskawicznie wpadli w poślizg, który zakończył się dachowaniem w rowie, co umożliwiło żwawą ofensywę San Andreas Police Department. Otoczyli i przyskrzynili bowiem każdego nikczemnika, ekspresowo zakładając im kajdanki na ręce. Po interwencji policja w końcu mogła zdać swój ekwipunek i zejść ze służby, wypoczywając po tym dniu. Ten trzeci podczas jednego dnia powrót na komendę był naszym ostatnim: wraz z nim skończyliśmy główną część naszego reportażu — nadal pozostając jednak w kontakcie ze służbą policyjną, gdyż w planach mieliśmy przeprowadzić z jej pracownikami wywiady. Podczas naszego oczekiwania pomiędzy redagowaniem pozyskanego w relacji materiału a tworzeniem i wcieleniem w życie pytań, dostaliśmy dość sporą liczbę nowych, świeżych informacji od naszych „niebieskich” znajomych na temat naszych akcji. Dowiedzieliśmy się między innymi, że sprawa obrabowania patrolu miała swój niepodważalny motyw: napastnicy wykonywali powierzone im przez kogoś zlecenie. Nie wiadomo niestety nadal, kto ów zlecenie nadał, dlatego śledczy nadal próbują rozpracować zamkniętych za kratkami przestępców, oferując im coraz to lepsze oferty nadzwyczajnego złagodzenia kary (zostali oni bowiem, za porwanie funkcjonariuszy prawa, podłożenie ładunku wybuchowego, stworzenie zagrożenia w ruchu lądowym oraz wiele innych, skazani na piętnaście lat pozbawienia wolności oraz umieszczeni w celach o podwyższonym rygorze, bez możliwości zawieszenia wykonania kary, jeżeli nie pomogą ująć zleceniodawcy, któremu grozi dożywocie). Skontaktowaliśmy się z Sergeant II @darkmon z dywizji Investigative Staff San Andreas Police Department. Zadaliśmy mu kilka pytań na temat: jego służby we wspomnianej wcześniej jednostce oraz jego odczuć, których doświadcza, wykonując tak skomplikowane i niemiłosiernie ciężkie zadania i obowiązki. Każdy z Was jest raczej również zaciekawiony tym, jak wygląda praca śledczego kryminalnego na naszym serwerze: na to pytanie też odpowiedział. Patryk99: Jak wygląda typowa, przeciętna praca detektywa dywizji Investigative Staff? Czy, według Ciebie, jest ona ciężka i wymagająca? Czym dokładnie, krok po kroku, zadanie w zadanie, się zajmujecie? darkmon: Moja praca opiera się głównie na przeprowadzaniu oględzin i przeszukań oraz kierowaniu przesłuchań osób zatrzymanych. Ponadto, zajmuję się realizacją nakazów aresztowań (nazywanych potocznie na komendzie „łapankami”), podczas których zatrzymuje się osoby poszukiwane. Robota na pewno nie dla każdego, ponieważ nie każdy dysponuje rozległą wiedzą z zakresu kryminalistyki i kryminologii — zapoznanie się z tymi zagadnieniami wymaga czasu. Patryk99: Często przypisuje się Wam jakieś zadania z racji pełnionej przez Was roli? Można się domyślić, że nie pełnicie służby tylko jako detektywi… Pewnie jest to coś dodatkowego, a nie dominującego. darkmon: Nie do końca, bo bardzo często reagujemy na zgłoszenia dedykowane tylko dla naszej jednostki, np. wypadki spowodowane przez osoby pod wpływem substancji psychoaktywnych. Dodatkowo ostatnimi czasy podskoczył wskaźnik zabójstw w naszym stanie, dlatego też z pewnością mamy co robić: wszyscy pracownicy skupiają się na pracy w dywizji. Ze względu na niewielką ilość śledczych trafiają się dni, w których zajmujemy się tylko oględzinami lub realizacją nakazów aresztowań, gdyż nie mamy czasu na zaangażowanie się w coś innego. Patryk99: Jakie wymagania między innymi trzeba byłoby spełnić, aby stać się pełnoprawnym śledczym kryminalnym Investigative Staff? Powiedz, czy są jakieś określone limity osobowe na posadę tego typu? darkmon: Będą to przede wszystkim: odpowiednio wysoki stopień służbowy w San Andreas Police Department, jak i pozytywne opinie na temat kandydata wśród i w oczach zarządu jednostki. Co do limitów, to aktualnie można powiedzieć, że cierpimy nawet na znaczny niedobór takich detektywów, jednak o samym limicie osobowym nic mi nie wiadomo — może jest, może nie. Patryk99: Jak często musicie udawać się na interwencję wraz z jednostką specjalną Special Weapons and Tactics, tzn. jak często musicie ze sobą współpracować z powodu wyspecjalizowanej misji/akcji? darkmon: To w zupełności kwestia losowości: w ciągu jednego miesiąca takich interwencji możemy mieć aż dwadzieścia, a w następnym możemy nie współpracować ani razu. Co do wspólnego prowadzenia działań, to często do takich sytuacji dochodzi, np. przy wszelkiego rodzaju porwaniach, napadach i innych oraz zatrzymaniach osób niebezpiecznych z asystą SWAT. Patryk99: Czy ta praca nie staje się dla Ciebie momentami nudna, kiedy kilka razy z rzędu trafiasz na to samo przestępstwo? Jak radzisz sobie z nieuniknioną monotonnością? Polecasz Investigative Staff innym? darkmon: Monotonność jest kwestią indywidualną każdej pojedynczej osoby: to, czy dla kogoś dana czynność może być nużąca, zależy tylko i wyłącznie od preferencji tej osoby (jeżeli ktoś lubi układać puzzle, to nie będzie mu przeszkadzać układanie kolejnego opakowania). Dla mnie odgrywanie podobnych akcji nie jest monotonne jako tako, ponieważ potrafię swoją grę w jakiś sposób zawsze urozmaicić. Tak jak już wcześniej wspominałem: nie jest to dywizja dla każdego, jednak praca w niej jest bardzo, ale to bardzo satysfakcjonująca, fascynująca i ekscytująca. Jako że Starszy Redaktor @Patryk99 znajduje się również we frakcji San Andreas Police Department. Postanowiliśmy to trochę wykorzystać i zamiast nawiązywać kontakt z kolejną osobą z San Andreas Police Department, zadaliśmy pytania właśnie mu, to znaczy Police Officer I @Patryk99 z głównego oddziału San Andreas Police Department. Zapytaliśmy się go między innymi o monotonność wykonywanych w policji zadań i jego marzenia o przyszłej karierze w tej frakcji. Feliksek: Jak wyglądają Wasze typowe, codzienne obowiązki służbowe? Najlepiej byłoby, gdybyś opowiedział nam, jak wygląda Twój obligatoryjny patrol w San Andreas Police Department. Patryk99: Naszymi obowiązkami są między innymi, jak można się pewnie domyślić, pilnowanie porządku w całym stanie San Andreas oraz reagowanie na różnego rodzaju zgłoszenia, które dostajemy. Przeprowadzanie kontroli drogowych, jak i karanie łamiących prawo graczy, jest naszą żmudną codziennością. Podczas niektórych kontroli zdarza się, że podejrzany wciśnie gaz do dechy i odjedzie, więc czasami musimy rozpocząć pościg policyjny za zbiegiem. Wspieramy również dywizje naszej frakcji (Special Weapons and Tactics oraz Investigative Staff) podczas łapania delikwentów lub prowadzenia przez nie oględzin miejsca zdarzenia. Nasze patrole skupiają się głównie w tych rejonach. Feliksek: Czy Twoim zdaniem dobrze radzicie sobie ze swoimi zadaniami? Spotykacie się często z krytyką ze strony graczy lub innych frakcji, z którymi współpracujecie? Popełniacie błędy? Patryk99: Wydaje mi się, że dajemy radę w wypełnianiu rzetelnie swoich obowiązków, jednak mimo to często spotykamy się z krytyką naszych kolegów i koleżanek. Jeżeli gracz ma jednak rację — zawsze staramy się zmieniać na lepsze i ponosić konsekwencje za swoje czyny. Oczywiście, że popełniamy niekiedy błędy: jesteśmy przecież tylko ludźmi, a nie robotami, więc mamy do tego prawo. Niemniej jednak próbujemy poprawiać się i dbać o to, żeby te błędy się nie powtarzały. Feliksek: Do jakich najczęściej przewinień dochodzi podczas Twoich patroli? Czy ta praca nie staje się momentami nudna, kiedy kilka razy z rzędu trafiasz na popełnienie tego samego przestępstwa? Patryk99: Podczas moich patroli najczęściej dochodzi do: przekroczeń prędkości w terenach zabudowanych, jazdy pod prąd lub przewożenia w pojeździe z kopalni za dużej ilości węgla. Często zdarza się jednak tak, że gdy kończymy swoją interwencję, kilka minut później spotykamy dokładnie tę samą osobę, która łamie to samo przestępstwo. Nasza praca nie staje się nudna; zawsze spotykają nas nowe wyzwania, które cały czas motywują mnie do dalszej służby i pracy. Feliksek: Jakie mniej więcej wymagania trzeba spełnić na operatora dywizji SWAT? Jeżeli jesteś w SWAT — czy masz jakieś większe aspiracje? Jeżeli nie — czy chciałbyś zostać jej członkiem? Patryk99: Aby dojść do dywizji Special Weapons and Tactics, trzeba przede wszystkim posiadać stopień Police Officer III+1. Niestety, nie jestem w ów dywizji, lecz w przyszłości chciałbym się w niej znaleźć. Chciałbym jednak w akcjach tylko uczestniczyć, jako operator, a nie nimi dowodzić. Feliksek: Do jakich akcji wykorzystuje się jednostkę specjalną Special Weapons and Tactics? Masz na ten temat jakieś pojęcie i chciałbyś podzielić się z naszymi czytelnikami? Chętnie posłuchamy. Patryk99: Dywizja Special Weapons and Tactics wykorzystywana jest w takich akcjach jak np. napad na funkcjonariuszy, podłożenie ładunków wybuchowych, napad na bank lub na graczy, czy w końcu porwania oficerów. Nie mniej jednak zdarza się, że kiedy uciekinier wjeżdża na strefę bezprawia w Los Santos podczas pościgu policyjnego, potrzebna jest pomoc SWAT: wtedy się ich wzywa. Jak można słusznie wywnioskować po przeczytaniu naszego reportażu, praca w policji nie jest taka łatwa, dlatego następnym razem, kiedy będziecie śmigać po ulicach miasta, zastanówcie się dwa razy nad tym, co robicie. Mimo wszystko dobiegliśmy już do końca naszego artykułu, więc serdecznie zapraszamy do komentowania i zostawienia po sobie jakiejś reakcji! Mamy wielką nadzieję, że nasza praca się spodobała i jesteście z niej zadowoleni tak samo, jak my! Autoryzował: @MateuszXQ -
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nazwa nieruchomości: Dom ID nieruchomości: 693 Cena za dobę: 180.00 PLN za dobę Lokalizacja: Prickle Pine, Las Venturas Cena: Sprawdzam, czy jest zainteresowanie — prosiłbym o oferty. Zdjęcia: exterior: https://imgur.com/a/hRQl52C interior: https://imgur.com/a/8RA88VC granice: https://imgur.com/0syRRyX (posiadłość na prawo) pozycja na mapie Las Venturas: https://imgur.com/a/lfT2h7U (oznaczone czerwonym) Coś od siebie: Miejsca parkingowego na terenie posesji starczy zarówno dla właściciela, jak i jego lokatorów. Gdy się popieści, to się wszystko zmieści. Nieruchomość posiada wiele plusów: największym jest jego lokalizacja, gdyż znajduje się bardzo blisko mechanika, lakierni oraz stacji paliw. Co więcej, w pobliżu znaleźć można również pole golfowe. Cena za dobę nie jest jakoś bardzo wygórowana — ba, jest naprawdę dobra, jeżeli pomyśleć o lokacji całej posiadłości. Jak pisałem wyżej, sprawdzam, czy są chętni na zakup — jeżeli takich osób nie będzie, dom zostanie u mnie.
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
4Life News - Najmniejszy wypadek w największej kopalni w stanie
Feliksek opublikował(a) temat w Archiwum Artykułów
Czołem wszystkim zaciekawionym czytelnikom! Z tej strony Starszy Redaktor @Feliksek z Redakcji 4Life News. Dzisiejszego dnia chciałbym Was poinformować o interesującej akcji ratunkowej naszego wspaniałego San Andreas Medical Department — aby jednak dowiedzieć się więcej, jesteście zmuszeni zapoznać się z moim materiałem w całości. Zapraszam więc wszystkich do wspaniałej i wciągającej lektury! Jestem pewny w stu procentach, że się spodoba! Dnia 11 czerwca bieżącego roku, w samą północ, doszło do mrożącego krew w żyłach i niezapomnianego dla głównego poszkodowanego zdarzenia. Samo wydarzenie miało miejsce w największej kopalni w całym stanie San Andreas, zlokalizowanej niedaleko pobliskiego, małego miasteczka (Angel Pine) — mowa oczywiście o znanym i popularnym wśród graczy zakładzie górniczym przy górze Mount Chiliad, w hrabstwie Whetstone. Osoba poszkodowana w całym zajściu, przy wychodzeniu z kopalni, będąc w drodze do swojego samochodu, napotkała ogromny i niespodziewany ból nogi. Z wyżej wymienionym już „bólem” ranny, czarnoskóry mężczyzna nie był w stanie sobie poradzić. Zrobił więc to, co zrobiłaby prawdopodobnie każda inna myśląca osoba w podobnej sytuacji — chwycił za swój telefon i nawiązał kontakt się z ratownictwem medycznym San Andreas Medical Department za pomocą numeru alarmowego 112. W swoim zgłoszeniu do dyspozytorni San Andreas Medical Department górnik wspomniał między innymi o potknięciu się przy wchodzeniu po schodach i natknięciu się na nich na bardzo szpiczasty obiekt, który miał spowodować cały wypadek. Ambulans wysłanego do zgłoszenia zespołu ratownictwa medycznego pojawił się na miejscu tak szybko, jak tylko mógł, a ratownicy od razu po wyjściu ze swojego pojazdu zabrali się do swojej pracy — sprawdzili dokładnie, co dolega poszkodowanemu i udzielili mu potrzebnej pomocy. Niestety, na nieszczęście kontuzjowanego, doświadczone oczy pracowników służby zdrowia podpowiedziały im, iż urazy poniesione w wyniku zadanych obrażeń wymagają interwencji lekarskiej w głównym szpitalu specjalistycznym San Andreas Medical Department w mieście Las Venturas. San Andreas Medical Department, poprzez główną częstotliwość frakcyjną, poinformowało resztę lekarzy na służbie (znajdujących się w wyznaczonej lokacji, to jest w szpitalu w Las Venturas) o zaistniałej sytuacji i — niezwłocznie po wniesieniu rannego na nosze, umocowaniu go na nich poprzez przywiązanie pasami zabezpieczającymi oraz wprowadzeniu tragów do karetki — uruchomiło sygnały świetlne i dźwiękowe w swoim pojeździe, oznajmiając reszcie kierowców, iż znajdująca się w środku samochodu sanitarnego osoba poszkodowanego potrzebuje pomocy lekarskiej. Na miejscu docelowym w jednym z trzech największych miast całego stanu San Andreas, to znaczy w szpitalu specjalistycznym Las Venturas, czekał już zorganizowany zespół doktorów, który przetransportował poszkodowanego po przyjeździe pogotowia najpierw na oddział intensywnej terapii, a następnie — po stwierdzeniu wszystkich dolegliwości i pierwszorzędnej pomocy — na salę operacyjną, gdzie rozpoczęła się walka o życie poharatanego górnika. Operacja prowadzona przez pracujących w pocie czoła lekarzy Medical Department trwała mniej więcej dwie godziny. Po udanym zabiegu operacyjnym zespół doprowadził wykończonego i nadal będącego w stanie znieczulenia pacjenta na salę pooperacyjną, gdzie podłączono go do aparatury i podano mu dożylnie kroplówkę. Rekonwalescent, który nadal pozostaje dla nas bezimienny (ze względu nie tylko na tajemnicę lekarską, lecz również ochronę danych osobowych), był już wtedy w stanie stabilnym i pozostawał mu tylko odpoczynek — w dużym przeciwieństwie do Redakcji 4Life News, która miała jeszcze za zadanie porozmawiać z odpowiedzialnym za przeprowadzenie operacji lekarzem. Redakcji 4Life News udało się skontaktować z Lekarzem Ratunkowym @NexuSOfficial_20 z San Andreas Medical Department, który był nie tylko odpowiedzialny za przeprowadzenie operacji na poszkodowanym, ale również udzielenie mu pierwszej pomocy na miejscu zdarzenia — a to wszystko we współpracy z Ratownikiem Medycznym @PAWELOS1122. Przez późną porę zmuszeni byli pracować na własną rękę — zarówno w zespole ratownictwa medycznego, jak i jako lekarze wykonujący operację na przewiezionych osobach już na miejscu — to jest w szpitalu specjalistycznym w LV. Feliksek: Czołem, Starszy Redaktor Feliksek z Redakcji 4Life News. Mógłbym zadać Panu trochę pytań? NexuSOfficial_20: Witam, z tej strony Lekarz Ratunkowy NexuSOfficial_20 z San Andreas Medical Department. Oczywiście! Jestem do Pana dyspozycji. Feliksek: Chciałem wysunąć zapytanie o stan człowieka znajdującego się aktualnie na sali pooperacyjnej, jak i o samą sytuację przy kopalni. Co tak właściwie zaszło przy Mount Chiliad, na parkingu zakładu górniczego? NexuSOfficial_20: Oczywiście... już wszystko Panu tłumaczę. Tak więc dostaliśmy zgłoszenie od tego Pana — głównie poinformował on nas telefonicznie, że złamał niefortunnie swoją nogę. Zadysponowana została więc grupa ratowników medycznych — po ich przyjeździe na miejsce zdarzenia, osoba leżała już przy swoim aucie, skarżąc się na silny i pulsujący ból nogi oraz brzucha. Ratownicy od razu, bez zastanowienia, zajęli się złamaną nogą i przeprowadzili odpowiednie działania, aby wykluczyć inne, możliwe do wystąpienia, urazy (które mogły wystąpić przez doznane obrażenia). Na nieszczęście pacjenta ratownicy znaleźli jeszcze dwie rzeczy, które wymagały bardzo szybkiej interwencji na sali operacyjnej w szpitalu specjalistycznym w Las Venturas. Obecnie, z tego, co mi wiadomo i o czym sam nam powiedział, mężczyzna czuje się całkiem dobrze — jest w stanie stabilnym. Na samej sali poleży sobie jednak przynajmniej kilka dni, by wszystko mogło dojść do normy. Feliksek: Niezmiernie miło mi jest słyszeć, że jego stan się poprawia. Czy wiadomo, co dokładnie wywołało u poszkodowanego wspomniane już urazy? NexuSOfficial_20: Nie wiem niestety, czy mogę takie rzeczy ot tak zdradzać — wie Pan, tak publicznie. Jest to po części objęte tajemnicą lekarską, aczkolwiek mogę przekazać jedną informację, to z pewnością: dodatkowe urazy, o których już wcześniej mówiłem, są bezpośrednio związane ze złamaniem nogi. Wymagane było przeprowadzenie kilkugodzinnej operacji, aby zapobiec „dalszemu rozwojowi sytuacji”. Feliksek: Oczywiście, nie ma problemu — nie chcemy, żeby ktoś wpakował się w tarapaty prawne z powodu przekazania chronionych prawnie informacji. Zawsze warto było jednak zapytać — dziękuję również, mimo wszystko, za tą odpowiedź. Co do zdarzenia, o której mniej więcej do niego doszło? NexuSOfficial_20: Była to gdzieś za piętnaście dwunasta w nocy, kiedy wpłynęło do nas zgłoszenie do dyspozytorni. Ciężko to dokładnie określić, jednak — skoro pokiereszowany nie mógł przysłowiowo „wyrobić” z powodu wyczuwalnego, silnego bólu — można się domyślać, iż do samego wydarzenia doszło dziesięć lub piętnaście minut przed telefonem, a więc bardzo blisko północy, o ile nie w samą północ. Feliksek: Jest to zrozumiałe — taka późna pora, natłok obowiązków i stresująca praca. Czy istnieje możliwość, iż uraz stworzył się przez jakąś sytuację w kopalni? NexuSOfficial_20: Oczywiście, że tak. Z całą pewnością. Z relacji osoby hospitalizowanej wynika, że złamała sobie ona swoją kończynę przy schodzeniu ze schodów tutejszej kopalni. Osoba upadła wtedy na plecy i pokiereszowała się ostrym przedmiotem, nie mogąc wstać — wtedy właśnie postanowiła skontaktować się przez połączenie alarmowe z dyżurnym odbywającym swoją służbę w stacji pogotowia ratunkowego, w głównej siedzibie San Andreas Medical Department w mieście Las Venturas. Feliksek: Rozumiem. Dziękuję bardzo za poświęcenie swojego czasu. Może chciałby jeszcze Pan coś dodać? NexuSOfficial_20: Dziękuje również. Chciałbym pozdrowić cały personel San Andreas Medical Department, jak i również cały zarząd. Jeszcze raz dziękuje za przeprowadzenie tego wywiadu. Życzę miłej i spokojnej nocy! Rozmowa z bezpośrednio związanymi z całą sytuacją pracownikami San Andreas Medical Department nie wystarczyła jednak naszej Redakcji — postanowiliśmy wejść w kontakt z rzecznictwem prasowym San Andreas Medical Department, aby dowiedzieć się więcej na temat podobnych wypadków. Napisaliśmy i zatelefonowaliśmy do Lekarza Chirurgii @KwasieK, który obecny był już przy nie jednej takiej pracy. Zapytaliśmy się go między innymi o to, do ilu takich sytuacji dochodzi w naszym stanie w ciągu roku oraz o to, czy możemy się przy nich ubiegać o odszkodowanie. Feliksek: Czołem, Starszy Redaktor Feliksek z Redakcji 4Life News. Mógłbym zadać Panu trochę pytań? KwasieK: Z tej strony Lekarz Chirurgii KwasieK z San Andreas Medical Department. Oczywiście, że możesz — pytaj śmiało! Feliksek: Świetnie! Chciałem zapytać o wypadki w kopalni Mount Chiliad — często do chodzi do takich w ciągu roku? KwasieK: Takie wypadku są duże na swoją skalę — to z całą pewnością. W ciągu roku dochodzi do około 25 takich wypadków (przypomnę, że te występują tylko na obszarze zakładu górniczego przy Mount Chiliad) — podane dane to średnia z wszystkich ubiegłych lat, ponieważ zależnie od tego, jaki podać rok, dochodziło do mniejszej lub większej liczby interwencji San Andreas Medical Department. Przykładowo, w ubiegłym roku było to aż dwadzieścia sześć wypadków, a w 2019 roku — tylko piętnaście. Feliksek: Czy często osoby poszkodowane w takich wypadkach wychodzą na dobre, bez żadnych urazów? KwasieK: Niestety rzadko. Najczęściej z wypadków, takich jak te, się w ogóle nie wychodzi — jest to przecież szeroka gama tego, co może się wydarzyć. Jeżeli mówimy o pracy w samej kopalni, to: osunąć się może część zabezpieczenia (spowoduje to zawalenie kamienia nad naszymi głowami, co zabije nas przy samym uderzeniu), zamknąć część kopalni (tutaj mam na myśli zawalenie się kamienia gdzieś w stronę wyjścia — szybko skończyć się może tlen albo zawalić dalsza część sufitu) lub można zranić się za pomocą dostępnych narzędzi (kilofy notabene są ostrymi narzędziami i przez to wywołują dość duże obrażenia na ludzkim ciele). Na pewno zdarzają się szczęśliwe sytuacje, w których główna osoba (lub główne osoby) wychodzą całe i zdrowe, ale nie jest to na tyle często, co chcielibyśmy, żeby było. Feliksek: Jakiego typu jednostki wysyłane są na tego typu sytuację? KwasieK: Jeżeli chodzi o San Andreas Medical Department, mówimy tu o obowiązkowej przy całej akcji Jednostce Ratownictwa Górniczo-Wodnego (JRGW) oraz maksymalnie jednym (przy mniejszych akcjach) zwykłym Zespole Ratownictwa Medycznego (ZRM). Co do innych służb, nie jestem pewien, jednak na miejscu zdarzenia musi pojawić się funkcjonariusz San Andreas Police Department oraz strażacy San Andreas Fire Department. Feliksek: Jak najczęściej wygląda cała sytuacja oczyma ratowników medycznych? Jak sobie radzicie? KwasieK: Dobre pytanie — każda akcja jest przecież inna i dlatego inaczej wpływa na psychikę ratowników (nie mówiąc już w ogóle o tym, że każdy z nas inaczej odbiera pewne bodźce i obrazy — ktoś może być bardziej odporny od drugiego). Jak wspomniałem już wcześniej, przy większości takich zdarzeń spotykamy się ze śmiercią często więcej, niż tylko jednego człowieka, co najczęściej przyczynia się do spadku mentalności naszych pracowników — a to dlatego, że każdemu normalnemu człowiekowi szkoda jest osób, które dopiero co straciły swoje życie. Na nasze szczęście, nasza kadra jest przygotowana na wszystkie incydenty. Szczególnie dlatego, że każdy pracownik San Andreas Medical Department ma dostęp na Stacji Pogotowia Ratunkowego do różnych specyfikacji psychologów i terapeutów, którzy za zadanie biorą sobie pomoc psychiczną osobom najbardziej poturbowanym po jakimś wypadku. Feliksek: Czy za wypadki w kopalni przyznawane są jakieś odszkodowania, czy nie? Jeśli tak, jakie? KwasieK: Ubezpieczenie na życie lub na skutek nieszczęśliwego wypadku to w każdym zrządzeniu losu interes poszkodowanego — Narodowy Fundusz Zdrowia takich lub podobnych odszkodowań, lub ubezpieczeń nie przewiduje, dlatego jest to zadaniem interesanta, aby takie uzyskać. I tutaj właśnie dobiegliśmy już do końca artykułu... Dziękuję ślicznie wszystkim za przeczytanie i zapoznanie się z moją twórczością! Opracowanie i zredagowanie tego dość długiego reportażu zajęło mi pewną chwilę, dlatego przypuszczam, iż spodobał się co najmniej małemu ułamkowi czytelników. Mam wielką nadzieję, gdzieś w środku mojego serduszka, że zobaczę przynajmniej część z Was przy moim następnym artykule. Zapraszam też do komentowania i reagowania! Autoryzował: @Dudziak -
4Life News - Wywiad z Zasłużonym w Redakcji 4LN graczem QumiK^,^
Feliksek opublikował(a) temat w Archiwum wywiadów
Witam wszystkich serdecznie, z tej strony Starszy Redaktor @Feliksek z Redakcji 4Life News. Przez ostatni tydzień pracowałem wraz z zasłużonym pracownikiem Redakcji 4Life News, właścicielem biznesu YourCrazyWheel, liderem organizacji Alamo i Deputy Chief San Andreas Police Department — graczem @QumiK^,^ — nad tym wywiadem. Mam nadzieję, że się Wam wszystkim spodoba! Zapraszam do czytania! Feliksek: Witam, z tej strony Starszy Redaktor Feliksek z Redakcji 4Life News. Byłbyś zainteresowany wywiadem dla naszych czytelników? QumiK^,^: Witam Cię oraz naszych czytelników bardzo serdecznie, z tej strony QumiK^,^. Jak najbardziej jestem zainteresowany. Z przyjemnością odpowiem na Twoje wszystkie pytania. Feliksek: Nie każdy na serwerze może Cię kojarzyć tylko z Twojej kariery. Mógłbyś takim właśnie osobom krótko i zwięźle się przedstawić, przy okazji opowiadając coś o sobie? QumiK^,^: No dobrze. Nazywam się Kacper, dla wielu znajomych znany jestem pod pseudonimem „Wedel”. Aktualnie liczę sobie 18 lat — a zapewne będę w momencie, kiedy ten materiał zostanie opublikowany i kiedy go czytacie (urodziny mam 20 czerwca). W tym roku rozpoczynam ostatnią klasę Niepublicznej Szkoły Branżowej na profilu stolarza — i chwała Bogu, że będzie to mój ostatni rok z naszą cudowną polską oświatą. Zamieszkuję małe miasteczko w województwie pomorskim. Z charakteru jestem spokojny, z intensywną nutką wybuchów. Na serwerze możecie kojarzyć mnie pod nickiem QumiK^,^ — głównie ze służby w SAPD oraz mniej z organizowanych gier hazardowych biznesu Your Crazy Wheel (YCW4L). Feliksek: Wiemy już, że kończysz aktualnie drugą klasę niepublicznej szkoły branżowej na kierunku stolarz. Mógłbym Cię poprosić o przedstawienie, czym zajmujesz się na co dzień — oprócz uczęszczania do szkoły, o czym już słyszeliśmy? QumiK^,^: Oprócz szkoły uczęszczam na praktyczną naukę swojego zawodu. Co tam robię? Heh, może wydawać się to zabawne… Odpowiedź jest bardzo prosta — na swojej firmie zajmuję się sprzątaniem oraz mniej wymagającymi rzeczami, np. szlifowaniem, matowaniem, składaniem mebli czy frezowaniem. I w tym momencie część z Was może pomyśleć: „dlaczego?”, ale odpowiedź na to pytanie również jest dość prosta: nie wiążę z tym zawodem swojej przyszłości. Nie ukrywam, że jestem ze swoim szefem dość szczery, bo wprost przekazałem mu informację, że uczenie mnie czegokolwiek będzie tylko i wyłącznie stratą jego (lub jego pracowników) czasu. W przypadku braku jakiegokolwiek zajęcia całe osiem godzin pracy spędzam na rozmowie ze współpracownikami przy włączonym radiu. Feliksek: Czym zajmujesz się w wolnych chwilach? Masz jakieś hobby lub zainteresowanie? QumiK^,^: Niestety na to pytanie nie mogę udzielić Ci konkretnej odpowiedzi. Nie mam stricte określonego hobby, czy zainteresowania. Wszystko, co przyjdzie mi robić dla przyjemności lub zabicia czasu, przychodzi „z chwilą” — i z tą chwilą również odchodzi. Moje zainteresowania, mówiąc prosto, ulegają bardzo częstej rotacji i zmianie. Feliksek: Gdzie widzisz siebie za 5 lat? Chciałbyś kontynuować swoją edukację, czy nie? QumiK^,^: Zdecydowanie nie chciałbym kontynuować swojej edukacji. Mimo braku wygórowanego doświadczenia i wykształcenia chciałbym jednak zasilić grono rekruterów lub kierownicze w większej firmie kurierskiej. Na ten moment celuję w dwie firmy — DPD lub InPost. Jeśli ten plan mi nie wypali, postaram się powiązać z mniejszymi (bardziej regionalnymi) firmami. Feliksek: Masz jakieś dokładne marzenia? Jeżeli tak — czy któreś z nich się już spełniły i chciałbyś się podzielić, o czym były? QumiK^,^: Moim głównym marzeniem od dłuższego czasu jest zdanie prawa jazdy, które otworzy przede mną moją kurierską karierę zawodową — wiążę z nią przecież swoje przyszłe życie. Kolejnym (zdecydowanie ważniejszym, lecz raczej przyszłościowym) marzeniem byłoby posiadanie (lub zbudowanie) swojego domu, założenie kochającej się nawzajem rodziny oraz przede wszystkim nieopuszczający mnie, dobry stan zdrowia. Feliksek: Prowadzisz tzw. bucket list lub coś w tym rodzaju — to znaczy, czy chciałbyś spróbować czegoś, czego jeszcze nigdy nie przeżyłeś lub zobaczyć coś, zanim pożegnasz się z tym światem? QumiK^,^: Na ten moment nie prowadzę tego typu rzeczy. Zabrzmi to dość optymistycznie, jednak jeszcze trochę przede mną — nie myślę jeszcze o takich rzeczach… Jednak, po tym wywiadzie, z pewnością się za to zabiorę. Zainspirowałeś mnie trochę swoim pytaniem. Feliksek: Jaka jest najważniejsza lekcja, jaką nauczyło Cię Twoje życie? Z pewnością w pewnym momencie do takiego stanu rzeczy doszło. QumiK^,^: Najważniejsza lekcja? Szacunek do rodziny. Życie doświadczyło mnie jedną sytuacją, do której nie chciałbym swoimi wspomnieniami wracać. Wybacz, ale się nią niestety nie podzielę. Feliksek: Jaki jest najlepszy błąd, który kiedykolwiek popełniłeś? Błąd, który mimo tego, że był błędem, jednak okazał się wyjść Ci na dobre. Doszło kiedyś w Twoim życiu do takiej sytuacji? QumiK^,^: Zdecydowanie moim błędem „dzieciństwa” (bo tak do końca będę go nazywał) był wybór zawodu, w którym aktualnie się uczę. Czy okazało się wyjść to na dobre? Oczywiście, że tak. Udało mi się trafić do zakładu, gdzie pracuję z normalnymi ludźmi — z ludźmi, z którymi da się w standardowy sposób dogadać, pośmiać i spędzić swój wolny czas. Całe te trzy lata, które „zmarnowałem” w tym zawodzie na pewno zapadną mi w pamięci dzięki takim właśnie osobom. Feliksek: To pytanie, które zadaje każdej osobie, z którą przeprowadzam wywiad: co znaczy dla Ciebie być szczęśliwym? Czy musi dojść do określonych czynników i reguł, żebyś mógł nazwać się „szczęśliwym”? QumiK^,^: Być szczęśliwym? Stanowczo szczęścia nie przynosi mi samo egzystowanie — coś w nim musi się zadziać, abym mógł nazwać się szczęśliwym. Muszę osiągnąć coś (nawet najmniejszą możliwą rzecz), do której doszedłem bez żadnej pomocy, samodzielnie. Feliksek: Mając tę myśl na uwadze — jak wyglądałby Twój doskonały, nieskazitelnie fenomenalny dzień? QumiK^,^: Niewątpliwie musiałby zacząć się od wspaniałego poranka, kiedy w końcu udałoby mi się wstać wyspanym. Następnie śniadanie w gronie całej rodziny, po którym spędziłbym około dwóch-trzech godzin na gry komputerowe. Koniec dnia chciałbym spędzić ze zgraną ekipą w namiotach przy ognisku, gdzieś pośrodku lasu. Feliksek: Czy masz jakieś nawyki, które denerwują innych? I vice versa — czy jest coś, co mocno Cię w innych irytuje? QumiK^,^: Jedną z rzeczy, która mocno denerwuje innych we mnie, z całą pewnością jest moja cecha charakteru — to znaczy pedantyzm. Możliwe, że udało się niektórym to dostrzec, ale na serwerze jestem widywany głównie pod równymi numerami ID typu 255, 200, 250, 0, czy 130 (podzielne przez pięć lub parzyste). Czasami, przed wejściem na służbę w San Andreas Police Department, potrafię wyjść i wejść na serwer aż osiem razy w celu uzyskania odpowiedniego ID. Do tego dochodzi dokładność przy wykonywanych przeze mnie czynnościach: wszystko musi być zgodne z wszystkimi obowiązującymi regułami i zasadami, dopięte na ostatni guzik. Mimo wszystko są osoby, które to rozumieją i są do tego po części (lub w całości) przyzwyczajone, między innymi @AqUaZ, @Veon, czy @Animo.. Jedyną rzeczą, która naprawdę denerwuje mnie w innych ludziach, jest upartość: zbędne wykłócanie się, poprawianie bez celu czy poparcia. Feliksek: Co jest dla Ciebie dużym „red flag” u partnera, które dyskwalifikuje dalszą relację/współpracę? QumiK^,^: Jak prawdopodobnie u wielu innych osób, brak zrozumienia czy też chęci zrozumienia i brak dochowania ważnej tajemnicy. Z resztą cech jestem w stanie sobie poradzić, gdyż nie są one aż tak rażące. Głównie chodziłoby tutaj o te wymienione przez mnie w pierwszym zdaniu. Feliksek: Teraz czas na kilka pytań na Twoją kreatywność lub zainteresowania. Jesteś w stanie wziąć jakikolwiek przedmiot z całego świata, co by to było i dlaczego? QumiK^,^: Jestem w stu procentach pewien, że byłaby to dobrze zachowana, złota podkowa. Rzekomo, według doniesień i legend, przynosi ona ogromne szczęście, a takie (nie ukrywajmy) — w tych czasach przyda się każdej osobie na tym świecie. Feliksek: Masz szansę wcielić się w jakiekolwiek zwierzę na okrągły jeden dzień. Jakie byś wybrał, jeżeli jakiekolwiek, i czy jest ku temu jakiś powód? QumiK^,^: Myślę, że byłby to gołąb skalny — chciałbym móc zaobserwować wszystko „z lotu ptaka”. Istnieją dwa powiedzenia, które przychyliły się dodatkowo do mojego wyboru: „wolny jak ptak” (tutaj oczywista odpowiedź: możesz wszędzie polatać, podglądać ludzi i tak dalej) oraz „bądź jak gołąb, sr… na wszystko” (mógłbym mieć wszystko gdzieś i skupić się po prostu na swoim życiu). Feliksek: Gdyby ogłoszono, że na jeden dzień zostaną wyłączone: internet, telewizja i radio, jak planowałbyś spędzić te dwadzieścia cztery godziny? QumiK^,^: Dla mnie byłby to dzień spędzony w swoim rodzinnym gronie. Nie byłoby to raczej nic planowanego, zapewne dzień (jak to się mówi) „na spontanie”. W tych czasach — co smutne — mało kiedy mamy możliwość dogadania się z innymi w inny sposób, niż przez internet. Feliksek: Popularne pytanie: jakie maksymalnie trzy przedmioty zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę i dlaczego? QumiK^,^: Siekierę, zapałki i namiot. Siekierę w celu porąbania drewna początkowo na opał na ognisko, które będzie mnie zimnymi nocami ogrzewać, a następnie — po wystarczającym czasie spędzonym na wyspie — na zbudowanie tratwy. Zapałki, raczej oczywiste, do rozpalenia wcześniej wspomnianego ogniska, a namiot do użycia go zgodnie z jego przeznaczeniami: w celu schronienia (czy to przed dziką zwierzyną, która bezludny zalążek prawdopodobnie zamieszkuje, czy to przed wpływami atmosferycznymi, czy to przed innymi, różnego rodzaju niebezpieczeństwami) oraz, w pewnych momentach, jako tymczasowe zabezpieczenie sprzętu. Feliksek: Gdzie wyjechałbyś na wakacje, gdybyś nie musiał za nie w ogóle płacić? QumiK^,^: Pierwszy wybór, który przyszedł mi do głowy, to północ Turcji. Może to niektórych odstraszyć (głównie ze względu na panującą tam religię, to jest islam), jednak — mimo stereotypów i rzekomych doniesień — osoby tam mieszkające są strasznie miłe, a widoki wręcz oszałamiające. Jedynym minusem jest komunikacja z tamtejszymi obywatelami: praktycznie nikt nie mówi w języku angielskim, a trudność w zamówieniu zwykłej kawy czarnej można napotkać nawet w samej stolicy, Ankarze. Gdybym jednak nie musiał za swoje wakacje w tym kraju płacić, zażyczyłbym sobie wynajęcie tłumacza lub dobrego przewodnika, który mówi po turecku i który wycieczkę odbyłby ze mną — głównie dla mnie, w roli mojego translatora. Feliksek: Masz jakiś ulubiony gatunek muzyki? Słuchasz może jakichś wykonawców ciągle, na okrągło? Może wracasz do niektórych piosenek? QumiK^,^: Na moich playlistach przeważa muzyka gatunku pop. Słucham powszechnie popularnych wśród społeczeństwa piosenek. Nie mam jakiegoś ulubionego wykonawcy — słucham różnych, ciągle się zmieniają. Do niektórych wracam, owszem, ale tylko i wyłącznie za pośrednictwem ułożonych list na platformie YouTube. Jest mi w ten sposób łatwiej ustawić wszystko to, co chcę i w jaki sposób chcę. Feliksek: Czytasz lub słuchasz jakieś książki? Jeśli tak — jakie dokładnie książki lub autorzy Cię interesują i jaka była ostatnia książka, którą przeczytałeś (tytuł i autor)? Jeżeli nie — jakie oglądasz filmy lub seriale (tytuły i reżyseria) i co takiego w nich lubisz? QumiK^,^: Nie zdarza mi się czytać książek. Podobnie z oglądaniem filmów lub seriali. Można powiedzieć, że jestem w tej sprawie dość nietypowy. Odpowiem jednak na pytanie o ostatnią przeczytaną książkę: był to „Skąpiec” autorstwa Jean Baptiste Poquelin (pseudonim artystyczny „Molier”), jednak na pytanie o treść będę siedział cicho — kompletnie nic z niej nie pamiętam, a nie było to aż tak dawno temu, kiedy się z samą książką zaznajamiałem. Co do filmów — nie jestem w stanie podać niczego, bo (jak wspomniałem) nie przepadam za nimi za bardzo. Oglądam to, co na dniach podają mi w telewizji: jak mi się podoba, zostaję i oglądam, ot taka trudność. Feliksek: Można łatwo wywnioskować przez datę urodzin na Twoim profilu na forum, że 20 czerwca będziesz obchodzić swoje 18-ste urodziny. Trochę Cię pocieszę (lub też nie, jeżeli to wiesz), ale imprezę przyjdzie Ci organizować bez żadnych ciężkich obostrzeń (w porównaniu z tymi zeszłorocznymi). Chciałem w związku z tym zapytać Cię, co myślisz na temat całej pandemii koronawirusa? Jak wpłynęła ona na Twoje życie towarzyskie oraz ogólne samopoczucie? QumiK^,^: Pandemia? Z samego początku zupełnie mnie przeraziła, jak zapewne każdego z nas. Jednak z upływem czasu, kiedy miałem szansę popatrzeć na cyrk, który prowadził (i nadal prowadzi) nasz rząd, COVID-19 stał się dla mnie normalną chorobą. Czasem patrzyłem na to, jak na sztucznie przedłużaną pandemię. Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie i samopoczucie — nic nie uległo raczej zmianie. Wszystko pozostaje w normie, jednak przymus noszenia maseczek, które chronią nas tylko i wyłącznie przed mandatem, niezbyt był przyjemny (wręcz przytłaczający). Feliksek: Przejdźmy może w końcu na temat serwera. Zorganizowana grupa blisko 50 osób ze świetną miejscówką i rozpoznaniem wśród graczy — mowa oczywiście o Twojej organizacji o nazwie Alamo. Choć dzieliłeś się ze mną tą informacją wcześniej, powtórz, jaka jest historia tej organizacji i co skłoniło Cię, żeby ją utworzyć? QumiK^,^: Początek historii tej organizacji sięga 2018 roku, kiedy to zacząłem swoją rozgrywkę na serwerze. Wówczas dostanie się do organizacji, było ‘czymś’ wśród i dla graczy — dlatego w sumie byłem w dwóch takich „zgranych ekipach”: Ekipa Znicz i Szajka. Problemem obu tych grup były składki (ten problem niestety ciągnie się do tego momentu w wielu organizacjach)... Wtedy też po siedmiu miesiącach gry, w których to tydzień w tydzień oddawałem swoje pieniądze, powiedziałem w końcu „stop”: zdecydowałem się na założenie swojej własnej organizacji cywilnej. Jak na tamte czasy, była to początkowo mała i zgrana grupka znajomych (dlatego też, jak można doczytać się z miesięcznika 4LN, gdzie nasza organizacja się znalazła, nazywaliśmy się „4Life Elite”). Mieliśmy swoje wzloty i upadki, jednak teraz z pewnością wiem, że warto było ją prowadzić. Na ten moment, jak sam wspomniałeś, posiadamy ~50 osób (do tego naprawdę ogarniętych). Tworzymy swego rodzaju serwerową rodzinę: zapoznajemy się, a nie wyciągamy od siebie pieniądze co tydzień. Podsumowując — do utworzenia organizacji zmotywowało mnie to, żeby zebrać grupę osób, z którymi można normalnie pogadać, pograć bez przymusu płacenia składek, czy też przepisywania pojazdów (P2W/P2P). Feliksek: Jak już wyżej wspomnieliśmy, jesteś członkiem San Andreas Police Department — i to nie byle jakim członkiem, w końcu Deputy Chief policji. Opowiedz, proszę, dlaczego napisałeś podanie do SAPD? QumiK^,^: Dlaczego napisałem podanie do tej frakcji? Cofniemy się trochę w czasie, aby poznać moje motywy: tutaj tak, jak w przypadku mojej organizacji, historia sięga 2018 roku. Zaczynałem wówczas swoją przygodę z frakcjami. Odwiedziłem większość frakcji, jednak w żadnej z nich się nie odnalazłem; po prostu w każdej czułem się nieswojo. Miałem wybór: San Andreas Medical Department albo San Andreas Police Department. Z „medycznym RP”, jak i samym SAMD, nigdy nie miałem żadnej styczności — pracę SAPD jednakże zdołałem kilka razy obejrzeć: czy to z perspektywy pogrywającego tam brata, czy też z wielu odcinków na platformie YouTube. Finalnie, jak można się raczej domyśleć, wybór padł właśnie na Police Department i, jak dziś widać (po blisko dwu i półrocznej służbie/stażu), był to zdecydowanie dobry wybór. Feliksek: Jak oceniasz atmosferę w policji? Jak Ci się w samej frakcji pracuje? Jest jeszcze coś, co chciałbyś w niej poprawić/edytować/ujrzeć, czy wszystko, co chciałeś, zostało już wprowadzone? QumiK^,^: Jako członek zarządu uważam, że atmosfera jest jak najbardziej znośna. Nie ukrywam, że nie spędzam zbyt wiele czasu z samymi pracownikami (mowa tutaj między innymi o kanałach „Patrol Channel”), temu też nie jestem w stanie dokładnie określić, jak mogą się oni czuć, ale jeśli chodzi o komfort mojej pracy, to jest on na bardzo wysokim poziomie: głównie przez to, że na co dzień przychodzi mi pracować z profesjonalistami (z osobami pomocnymi i zaufanymi). W głównej mierze to właśnie oni trzymają mnie dalej w tej frakcji. Jeśli chodzi o zmiany, to (przynajmniej jak na ten moment) nie wprowadziłbym niczego nowego. Wiele rzeczy, które mógłbym chcieć wprowadzić, zostały już oddane do realizacji, co oznacza, że i Wy niedługo je zobaczycie. Feliksek: Była organizacja, były frakcje, to może teraz biznesy? Ze względu na to, że sam jestem w Redakcji 4LN, to wiem, że w niej byłeś. Dlaczego dołączyłeś akurat do takiego biznesu? Co skusiło Cię do odejścia i kontynuowania swojej pracy gdzie indziej? QumiK^,^: Kiedyś, w świątecznym okresie, przeglądałem sobie forum. Natrafiłem na subforum biznesu Redakcji, a tematem, który pierwszy rzucił mi się w oczy, była rekrutacja: stwierdziłem, że warto spróbować czegoś nowego (oderwania się od prac dorywczych, czy też poruszania się pojazdem po mapie bez celu) — to przesądziło o wyborze tego biznesu jako tako. Do odejścia zmusiła mnie jedna rzecz: rezygnacja z pracy dawnego Dyrektora Naczelnego @FragusS'a. To właśnie z nim prowadziłem Redakcję przez blisko rok, dlatego, kiedy on odszedł, postanowiłem zrobić to samo i złożyłem swoją rezygnację. Do tego doszło w okolicach stycznia 2020 roku powstanie biznesu „YourCrazyWheel”, którego ówczesnym i pierwszym liderem był @Vuios. (Mr.Pomeon). Była to dla mnie znacząca osoba, która pokazywała wysoki poziom — miał swój styl wypowiedzi, swoje własne zdanie — i którą przez to darzyłem (i nadal darzę) ogromnym respektem. Już wtedy wiedziałem, że chcę pracować w jego biznesie. Feliksek: Widzisz dzisiaj w Redakcji 4Life News jakąś znaczną poprawę i zmianę w porównaniu z Twoim ówczesnym stażem w niej? Jest może coś, co chciałbyś w niej zobaczyć? QumiK^,^: Zdecydowanie. Trudno zaprzeczyć, że pozmieniało się naprawdę wiele rzeczy. Pozmieniało się oczywiście na dobre... Poprawę można zauważyć nie tylko w poziomie wykonywanych przez Was prac, ale też w ich systematyczności i uporządkowaniu. Zmianie uległ też skład — widać, że na ten moment dysponujecie wspaniałą kadrą pracowniczą: ekipą, która ma do tego chęci, umiejętności i po prostu wkłada w to swoje serce. Patrząc na Redakcje okiem gracza, stwierdzam, że na ten moment nie ma potrzeby wprowadzania nowości. Feliksek: Jesteś aktualnie właścicielem biznesu YourCrazyWheel... Opowiedz nam: jak wygląda praca w tym biznesie, jak oceniasz całą atmosferę (którą z pewnością po części tworzysz z racji swojej posady) i to, czy polecasz ten biznes reszcie graczy. QumiK^,^: Praca w naszym biznesie nie różni się jakoś znacząco od innych. YourCrazyWheel to biznes zajmujący się organizacją różnych gier hazardowych, w których wygraną jest waluta serwerowa. „Pracę” zaczynamy od otwarcia specjalnego tematu na forum, w którym opisujemy wszystkie zasady ogłoszonej gry oraz listę jej uczestników. Aby takowego uczestnika zapisać, musimy otworzyć jedną z kolektur: tutaj przechodzimy do następnego etapu naszej pracy, jakim jest obsługa klientów w kolekturze, czyli między innymi przyjmowanie wpłat. Takie wpłaty dokumentujemy, a następnie — po zakończeniu papierkowej roboty — przechodzimy do zadań tzw. koordynatora (osoby, która sprawuje pieczę nad całą zaplanowaną grą): mowa tutaj między innymi o zmontowaniu nagrania (w przypadku losowań) lub przygotowaniu i zapisie drużyn (w przypadku eventów) oraz wręczeniu nagrody zwycięzcy. Co do atmosfery, to jest ona dobra (wręcz bardzo dobra). Potrafimy się ze sobą dogadać, a — w razie potrzeby i mimo tego, że nasza grupa nie jest liczna — zgrać i zorganizować coś naprawdę ciekawego. Biznes polecam szczególnemu gronu graczy: uczciwym, sumiennym, komunikatywnym oraz posiadającym chęci samodoskonalenia się w wyżej wymienionych zadaniach. Feliksek: Na koniec informacje na temat Twojej gry na serwerze i nie tylko. Po pierwsze, dlaczego „QumiK^,^”? Jak wpadłeś na pomysł ze swoim nickiem? QumiK^,^: Bardzo dobre pytanie… Czasami sam je sobie zadaję, bo nie do końca sam wiem. To nie tak, że zapomniałem, ale po prostu wpadłem na taki pomysł i zapisałem takie litery. Wiem tylko skąd wzięło się „^,^” — jest to minka, którą zapożyczyłem od byłego Supportera i Dyrektora Radia 4Music @Kacper^,^. Kacper był pierwszą osobą, z którą swego czasu złapałem dobry, ale to naprawdę dobry, kontakt. Finalnie mina została zapożyczona za zgodą i z czystego respektu. Feliksek: Dlaczego MTA? Grałeś (lub grasz) w jeszcze jakieś gry na serwerach, które opierają się na zasadach RPG lub RP? QumiK^,^: Kiedyś zobaczyłem jak w MTA gra mój brat. Były to czasy, w których grałem w GTA: San Andreas, dlatego przeniesienie się na platformę MTA nie sprawiało mi większych problemów i szybko się zaaklimatyzowałem. Do gry przyciągnęła mnie polska społeczność: to też trzyma mnie tu dziś. Przechodząc do drugiej części pytania, oficjalnie rozgrywkę prowadzę tylko na serwerze 4Life. Nieoficjalnie, okazjonalnie pogrywam sobie na różnych serwerach typu minigames. Nie grałem i nie gram w inne gry, które opierają się na zasadach RPG lub RP. Feliksek: Jak znalazłeś się na serwerze 4Life? Szczęśliwy klik, zaproszenie, czy może co innego? QumiK^,^: Było to swego rodzaju „przeniesienie”. Serwer, na którym bardzo długo prowadziłem swoją rozgrywkę, najprościej w świecie upadł: wówczas zdecydowałem się na ten serwer, bo był on najbliższy tamtym realiom. Było to spowodowane również wieloma innymi czynnikami: ekipa, z którą często rozmawiałem, tu pogrywała, a ja sam czasami miałem okazję pooglądać sobie grę brata (głównie to przeważyło w moim wyborze). Feliksek: Jak dalece wycenia się Twój majątek i co dokładnie w nim się znajduje? QumiK^,^: Osobiście wyceniam go w okolice ok. 6 milionów złotych. W jego skład wchodzi dość spora kolekcja pojazdów: Premier, Stanier, Huntley, Super GT, Sultan, Uranus, Comet, Elegy oraz dwie bazy organizacyjne: parking podziemny i Roca Escalante, Las Venturas — Rock Hotel. Do tego dochodzi również ponad 4-letnie konto Premium+. Feliksek: Jakie były Twoje początki na serwerze? Znalazłeś szybko jakichś znajomych? QumiK^,^: Początki zawsze są trudne. Tak było też i w moim przypadku. Poczynając od zdania prawa jazdy oraz licencji lotniczej (szczególnie w pamięć zapadła mi ta kategoria lotnicza, którą próbowałem zdać osiem razy, kiedy to w końcu mi się udało), idąc dalej po pierwsze zarobione pieniądze na magazynie i kończąc na zbieraniu LP na kosiarkach, cały czas myślałem o kupieniu sobie konta Premium+. To okazało się strzałem w dziesiątkę! Już pierwszego dnia po swoim zakupie wbiłem tysiące LP i dorobiłem się wystarczającej kwoty na pierwszy pojazd oraz domek. Z czasem moje konto wzbogaciło się o większą kolekcję pojazdów z cygana, aż finalnie przyszła frakcja, która znacznie pomogła mi się wybić do góry. Od tego czasu leci to aż do dziś. Feliksek: Nadal uważasz się za początkującego (jeśli chodzi o serwer), czy może jesteś już doświadczonym graczem? QumiK^,^: Pytanie, na które będę zmuszony odpowiedzieć nieskromnie. Uważam, że bez gryzienia się w język mogę nazwać się doświadczonym już graczem: nie specjalistą, czy ekspertem, ale doświadczonym graczem. Posiadam przegrane już ponad 5 tys. 400 godzin na serwerze i przez ten właśnie czas (z dnia na dzień) przyswoiłem sobie zasady serwerowe. Przyznam, że dotąd dokładnie nie znam wszystkich punktów regulaminu, jednak je kojarzę, a — w razie potrzeby — potrafię się nimi posłużyć. Podczas swojej „luźnej” rozgrywki na serwerze staram się pomagać nowym graczom i odpowiadać na ich pytania, rozwiewając ich niepewności. Feliksek: Na serwerze spędziłeś już ponad 5400 godzin. Musisz coś na temat niego w takim wypadku wiedzieć, jeśli nie jesteś już ekspertem. Moje pytanie to: czy masz jakieś porady dla nowych, zaczynających dopiero swoją grę na serwerze, graczy? QumiK^,^: Kilka rzeczy na dobry początek, dla nowych? Zdecydowanym „must have” jest konto Premium+ — jest to wydatek zaledwie 20 tys. złotych waluty serwerowej (gdyż administracja daje możliwość zakupu przez osoby trzecie), który zwraca się w przeciągu dwóch/trzech dni gry na serwerze. Kolejną rzeczą jest otwartość — od samego początku zalecam przebywanie na komunikatorze głosowym Mumble i rozmawianie ze społecznością serwera. Mogę powiedzieć tyle, że zabawa w kolekcjonera kar nie przyniesie Wam żadnych korzyści na serwerze — wręcz przeciwnie: w oczach graczy i zarządów frakcji (o biznesach już nie wspominając) tylko stracicie. Feliksek: Wrócę na chwilę do tych godzin... Ponad 5 tys. godzin to dość sporo — wiem, bo sam spędziłem w Garry's modzie ponad 6200 godzin — nie nachodziły Cię nigdy refleksje na ten temat? Nie żałujesz przegranego na serwerze czasu? QumiK^,^: Będącym w zupełności szczery, to pytanie słyszę od wielu. Każdemu odpowiadam tak samo: jeśli mam czas wolny, to korzystam z niego w taki sposób, w jaki chcę go spędzić. Czas w życiu jest na wszystko: na chwilę wolnego, na pracę, czy na zabawę. Korzystajmy z niego. Ja ze swojego wolnego i niezadysponowanego czasu korzystam w ten, a nie inny sposób. Osobiście wolę przesiedzieć czas w domu, przed komputerem, rozmawiając ze swoimi znajomymi, niżeli latać po mieście bez większego celu i skończyć w ten sposób ze strzykawką w żyle, w pierwszym lepszym rowie. 5 tys. godzin — faktycznie może wydawać się to czasem zmarnowanym, ale takim nie jest. Przez MTA, a właściwie serwer 4Life, poznałem sporą ilość osób, z którymi miałem okazję się spotkać i porozmawiać. Gra przynosi mi znajomości — nie tylko w pikselach, ale też IRL. Mnie udało się kilka nawiązać, temu też mam takie zdanie. Feliksek: Chciałbyś pewnego dnia sprawdzić się w ekipie serwera? QumiK^,^: Mogłeś o tym nie wiedzieć, podobnie jak większość graczy, ale pełniłem już rolę Supporta na serwerze 4Life: był to blisko roczny pobyt i staż w ekipie. Ta odpowiedź może zrodzić kolejne pytanie: czy chciałbyś do niej wrócić? Zdecydowanie, podczas swojej rozgrywki na serwerze, kiedy służba daje się we znaki, przychodzi chwila znudzenia. Kiedyś nie było z tym problemu — mogłem poświęcić ją na wykonywanie raportów, czy też pomoc graczom na komunikatorze głosowym. Nie ukrywam, czasami za tym tęsknię. Feliksek: Ostatnie pytanie, gdyż wywiad dobiega już powoli końca, chcesz może kogoś pozdrowić? QumiK^,^: Chciałbym pozdrowić wszystkich pracowników frakcji SAPD, pracowników biznesu YourCrazyWheel oraz członków organizacji Alamo. Co więcej, z osobnych pozdrowień, osoby, takie jak: @AqUaZ, @Veon, @Vuios., @Kacper^,^, @Animo., @WillSoon, @Veeito, @TheNeQ, @Puszkowata, @KajVis oraz, na zakończenie, naszych kochanych czytelników. Feliksek: Dołączam się do pozdrowień. Niezmiernie dziękuję Ci za zgodę na udzielenie mi wywiadu oraz spędzenie w tym celu trochę czasu na odpowiadaniu na pytania. Mam nadzieję, że jeszcze się w przyszłości zobaczymy — czy to na serwerze, czy to na forum, czy to gdzie indziej! QumiK^,^: Serdecznie dziękuje za tak interesujące pytania, odpowiadanie na nie było czystą przyjemnością. Do zobaczenia! Dziękuję wszystkich serdecznie i z całego serca za zapoznanie się z całym materiałem! Pracowaliśmy wraz z @QumiK^,^ nad nim kilka okrągłych dni, dlatego oboje jesteśmy zadowoleni z tego, jak nam to wyszło. Zapraszam do komentowania i reagowania! Autoryzował: @pawelik001 -
4Life News - Plebiscyt Miesiąca Czerwiec 2021
Feliksek odpowiedział(a) na cruzeN. temat w Archiwum Plebiscytów
Najlepszy Support: @Prese$, @PalGrom, @matvs. Najlepszy Moderator: @Verago., @Broszko, @PardonsiK Najlepszy Administrator: @Geloo, @Kubula, @Hinox Najlepszy Starszy Administrator: @Kenny.gg, @japkooo., @Masellko Najlepszy Administrator RCON: @Greyna.gg, @XQward, @DreeY Eventowiec miesiąca: @AdrianeQ82, @Halloween, @Karafik Najlepsza Frakcja: TSA, SAFD, SAMD Najlepszy pracownik Frakcji: @Aza*, @Bambi, @KwasieK Najlepszy Biznes: 4LN, YCW4L, 4FIGHT Najlepszy Prezenter: @Emialski, @NoLimit., @Dziubas* Najlepszy Redaktor: @Blender., @pawelik001, @kunaj Najlepszy Pracownik Biznesu: @QumiK^,^, @Vuios., @Korni. Najlepszy Lider: @QumiK^,^, @CampeQ, @Grzengol Najlepsza Organizacja: Alamo, Empire, Olimp --- --- --- --- --- Najlepsza praca na serwerze: Kopalnia, Kurier, Lawety -
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Nieaktualne, sprzedane.
-
Model: Landstalker ID: 25381 Pojemność silnika: 1.6 Przebieg pojazdu: 731.35 km Dodatki: światła (1024), stereo, felgi (1025), wydech (1018), moduł UP1, moduł UP2, moduł UP3, moduł UP4, tablica rejestracyjna (FELIKSEK), kolor felg (███), podświetlenie licznika (███), ogranicznik prędkości, wykrywacz fotoradarów, radio CB, ABS, instalacja LPG — butla 75 litrów, bak 90 litrów Cena: Sensowne oferty Coś od siebie: Chcę się go pozbyć, ale nie sprzedam za mniej niż 145 tys. złotych polskich SS-y: https://imgur.com/a/GyoYygZ
-
Super materiał! Dobrze nam to wyszło
-
Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
-
Witam wszystkich serdecznie, z tej strony Starszy Redaktor Redakcji 4Life News @Feliksek. Ostatnimi czasy pracowałem nad napisaniem swojego pierwszego wywiadu, który przeprowadziłem z Lekarzem Chirurgii San Andreas Medical Department @KwasieK. Niniejsza rozmowa jest owocem naszej wspólnej pracy i komunikacji. Zapraszam do wciągającej lektury i zapoznania się z tą miłą osóbką! Feliksek: Witam, z tej strony Starszy Redaktor Feliksek z Redakcji 4Life News. Czy mógłbym zająć chwilkę i zadać parę pytań? Kwasiek: Z tej strony Lekarz Chirurgii KwasieK z San Andreas Medical Department. Oczywiście, że możesz. Feliksek: Super, niezmiernie mi z tego powodu miło. Na samym wstępie zacznijmy może od ogółu Twojej osoby. Mógłbyś trochę o sobie opowiedzieć? KwasieK: Nie ma problemu. Mam na imię Michał — jestem pomocnym, szczerym i otwartym na przeróżne rzeczy człowiekiem. Osobiście uważam się również za osobę skromną, pomysłową i kreatywną. W przyszłości, jak mówi dość znane przysłowie, zamierzam „zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić swoje dzieci”, aby stać się prawdziwym mężczyzną, oraz zostać kolejarzem. Feliksek: Czym zajmujesz się w wolnych chwilach? Masz jakieś hobby lub zainteresowania? KwasieK: W wolnych chwilach pogrywam sobie w MTA lub inne, równie ciekawe gry. Lubię spędzać czas ze swoimi bliskimi oraz zajmować się majsterkowaniem (między innymi przez bawienie się kabelkami) — można byłoby to nazwać moim małym hobby. Co do zainteresowań, na pewno wpisze się do nich ratownictwo medyczne, z którym niestety (ze względu na moje chęci) nie wiążę swojej przyszłości, oraz kolej. Uwielbiam też podróżować — czy to po Polsce, czy to za granicą. Feliksek: Czym zajmujesz się ogólnie — na co dzień — w swoim życiu prywatnym? Uczęszczasz do szkoły, masz pracę, pomagasz w swoim domostwie? KwasieK: Na co dzień, jak raczej większość graczy, chodzę do szkoły. Dokładniej rzecz ujmując, uczęszczam do technikum o profilu technik elektryk, gdzieś w Wielkopolsce. Nie mam pracy, jednak na pewno chciałbym jakąś pozyskać — najlepiej na kolei, gdyż niezmiernie tym tematem się interesuję. Co do domostwa, dość ciekawe, że o nim wspomniałeś — staram się pomagać na tyle często, ile mogę. Najbardziej wspieram pomocą swoich dziadków, którzy ze względu na swój stan zdrowia, nie mogą wykonywać pewnych czynności, więc opierają się na mojej życzliwej dłoni. Pomagam im między innymi wnosić i zamawiać zakupy oraz sprzątać w całym domu. Feliksek: Gdzie widzisz siebie za 5 lat? Masz na oku jakąś dokładną pracę, czy może chciałbyś kontynuować swoją edukację na wyższym poziomie? KwasieK: Moimi subiektywnymi oczyma widziałbym siebie na stanowisku kierownika w jakiejś firmie elektrycznej. Bardzo chciałbym mieć stały dochód i swój własny warsztat, w którym mógłbym świadczyć różne usługi. Raczej nie chcę kontynuować swojej edukacji, ponieważ nie jest to na mój poziom, a sam nie widzę takiej potrzeby. Feliksek: Masz jakieś marzenia? Któreś z nich się już spełniły i chciałbyś nam zdradzić, jakie dokładnie i o czym były? KwasieK: Jak najbardziej! Jednym z nich jest po prostu to, abym ja i moi najbliżsi pozostali zdrowi i w pełni swoich sił. Kolejnym byłoby zrobienie kariery jako elektryk — jak mówiłem, stały dochód jest dla mnie dość ważny. Feliksek: Jaki byłby Twój idealny dzień? Pytanie głównie na Twoją kreatywność — na pewno jest coś, co chciałbyś w takim dniu zrobić. KwasieK: Pytanie dosyć proste. Doskonały dzień byłby dla mnie wtedy, gdybym wstał o godzinie 8 rano, zjadł pyszne śniadanko i wsiadł na rower, na którym pojechałbym w wybrane przez siebie miejsce. Kiedy doszłaby godzina 10/11, wróciłbym do domu, przysiadł do komputera i zaczął grać w jakąś grę. Gdzieś podczas mojego pogrywania zrobiłbym sobie przerwę na obiad, a następnie ponownie zasiadł do grania. Grać skończyłbym o godzinie 16/17, kiedy to wyszedłbym na spacer ze swoimi dziadkami. W momencie, w którym powróciłbym do swojego domostwa, pomógłbym pozmywać naczynia i do końca dnia grał we wcześniej wybraną grę komputerową. Idealny z kolei byłby wtedy, gdyby wszystko udałoby mi się zrobić bez żadnego problemu, czy przerwy, a ja byłbym przez cały czas wyspany i pełen energii. Feliksek: Masz jakieś nawyki, które normalnie irytują innych? Od razu kolejne pytanie, follow-up do wcześniejszego: co jest Twoim tzw. pet peeve, to znaczy co najbardziej denerwuje Cię u innych? KwasieK: Raczej każdy ma takie nawyki… Ja mam kilka z nich, między innymi obgryzanie paznokci, upokarzające dogadywanie dla żartów, czy inne. To, co wówczas mnie denerwuje u innych, to sytuacja, w której ktoś robi coś z początku z własnych chęci, a następnie z tego powodu marudzi — czyli robią na własną niekorzyść, marnując swój czas. Pytanie brzmi, po co taka robota w takim razie, jeżeli później się o niej bełkota i gada bzdury? Najgorsze jest dla mnie jednak to kiedy ludzie znają wiele różnych rzeczy, które mogą im ułatwić wykonywaną pracę i czynności, ale sami wolą robić sobie pod górkę i ich nie wykorzystywać — dlaczego, po co? Feliksek: To pytanie, które będę zadawał każdej osobie, z którą będę przeprowadzał wywiad: co znaczy dla Ciebie być szczęśliwym? Masz dokładnie jakieś reguły, które musiałyby wystąpić u kogoś lub Ciebie samego, żebyś mógł formalnie nazwać się szczęśliwą osobą? KwasieK: Według mnie to normalne życie z niewielką ilością problemów (z niewielką ilością dlatego, że istnienie bez żadnych zmartwień jest po prostu niemożliwe) — mam tutaj na myśli zwykłą, codzienną egzystencję bez stanów lękowych, czy chociażby problemów rodzinnych. Będę szczęśliwy, kiedy będę wewnętrznie wolny od własnych problemów, czy zmartwień. Mogę w takim razie określić szczęście dla mnie samego jako mniej więcej trzy rzeczy: jest to dla mnie nadzieja, jak również walka i spełnienie. Feliksek: Jaka jest, według Ciebie, najważniejsza lekcja, którą nauczyło Cię do tej pory Twoje życie? KwasieK: Najważniejszą dla mnie lekcją, którą nauczyło mnie życie, jest umiejętność przebaczenia samemu sobie. Życie polega w końcu po części na popełnianiu błędów i wyciąganiu z nich wniosków przy ciągłym byciu na tyle odważnym, by je zaakceptować. Feliksek: Jest w Twoim życiu ktoś, kto Cię inspiruje? Może nie jest to ktoś, a coś? Powiedz nam więcej, na ten temat. KwasieK: Moim największym autorytetem (tzw. role model) jest moja babcia, która walczy ze wszystkim, co stoi na jej drodze. Przetrwała wiele tragedii życiowych i zmaga się z dość nieprzyjemnymi chorobami, jednak nadal żyje i robi wszystko, co w swojej mocy, żeby nadal pomagać swojej rodzinie. Jej postać nauczyła mnie tego, że nie ważne, co się z Tobą dzieje — i tak nie zmieniasz swojej wartości. Dlatego, jeśli zgniotę teraz banknot o nominale 100 zł, on i tak nie zmieni swojej wartości. Feliksek: Przejdźmy może do mniej dramatycznych i dotykających pytań: jeżeli miałbyś szansę na uzyskanie jednej rzeczy z całego świata bez żadnych, ale to żadnych, konsekwencji — co by to było? KwasieK: Trudno by powiedzieć, jednak po dość długim zastanowieniu i przemyśleniach, najlepszym rozwiązaniem byłaby najlepsza, jaka tylko jest na świecie, aparatura rehabilitacyjna dla moich schorowanych dziadków. To poprawiłoby humor nie tylko mi, ale też im. Zdecydowanie byłby to również najlepszy prezent. Feliksek: Jeżeli mógłbyś wcielić się w jakiekolwiek zwierzę na okres jednego dnia, jaki zwierzak by to był? KwasieK: W sumie, to na to również jest mi ciężko odpowiedzieć. Ciekawe pytanie. Myślę, że chyba byłby to leniwiec. Dlaczego? Dlatego, że leniwce robią wszystko powoli — nigdzie im się nie spieszy i mają fajne „żyćko”. Feliksek: Gdybyś był superbohaterem, co byłoby Twoją umiejętnością specjalną i jakie byłyby Twoje najpopularniejsze i najchwytliwsze frazy? KwasieK: Jakbym został superbohaterem, to moją umiejętnością specjalną byłoby uszczęśliwianie i uzdrawianie innych ludzi. Moją najbardziej znaną frazą i powiedzeniem byłoby: „wstawaj samuraju, masz świat do poznania”. Feliksek: Czego chciałbyś spróbować, czego jeszcze nigdy w życiu nie zrobiłeś? Skok na bungee, skok ze spadochronem, paralotniarstwo, czy może zupełnie inny klimat? KwasieK: Na pewno chciałbym spróbować jednej z wymienionych już przez Ciebie rzeczy, to jest skoku ze spadochronem. Wspaniale było poczuć wiatr we włosach, gdzieś na wysokości 3000 lub 4000 metrów nad ziemią. Co więcej, z pewnością spróbowałbym również skoku z jakiegoś bardzo wysokiego klifu do wody. Góry Hiszpanii lub Włoch byłyby niesamowite. Feliksek: Jaki był największy błąd, jaki popełniłeś? Błąd, który jednak, mimo wszystko, wyszedł Ci na dobre — masz taki? KwasieK: Raczej nie spotkało mnie takie coś, ale miałem zbliżoną sytuację. Miałem wtedy zamiar jechać pociągiem, więc kupiłem bilet przy kasie. Problem w tym, że wychodząc z domu, zapomniałem wziąć ze sobą portfela, w którym trzymam swoją legitymację — dlatego zmuszony byłem zakupić bilet normalny, a nie ulgowy. Dobrze, że w ogóle ten bilet kupiłem, bo akurat natknąłem się na konduktora, jednak nie na ten temat mowa. Wychodząc z pociągu na swojej stacji, spojrzałem przez okno na miejsca, na których byłbym zmuszony siedzieć, gdybym podróżował z biletem ulgowym. Okazało się, że na miejscu siedział bezdomny chlejący pół litra, śmierdzący na wylot (aż pół kilometra dalej było czuć). Nie masz nawet pojęcia, jak się cieszyłem, że jednak nie miałem ze sobą legitymacji. Feliksek: Masz jakiś ulubiony gatunek muzyki lub wykonawcę, którego słuchasz na okrągło? Pochwal się nam. KwasieK: Nie za bardzo. Nie wsłuchuję się w jednego wykonawcę, czy jeden „ulubiony” gatunek muzyki. Słucham różnego rodzaju muzyki, a to dlatego, że najczęściej słucham radia — ESKA lub RMF FM. Czasami wracam jednak do wcześniej wysłuchanych utworów: byłyby to między innymi piosenki autorstwa Guziora („Fala”) oraz Sanahy („Ale jazz!”). Feliksek: Jesteś zaciekawiony literaturą polską, angielską lub jakąkolwiek inną? Czytasz jakieś książki i chciałbyś się może pochwalić ostatnio przeczytanym tytułem? KwasieK: Jestem typem człowieka, który nie jest przesadnie zaciekawiony literaturą — nie lubię czytać, więc nie odpowiem na pytanie, jakim gatunkiem czy stylem książki się interesuję. Mogę natomiast podać tytuł ostatnio przeczytanej przeze mnie książki — był to „Zdolny do wszystkiego” autorstwa Tomasza Działowego, tego znanego w Polsce Youtubera. Feliksek: Wróćmy do świata serwerowego. Jak znalazłeś się na serwerze 4Life? Szczęśliwy traf, zaproszenie znajomego? KwasieK: Wylądowałem tutaj najzwyczajniej w świecie przez zaproszenie od znajomego. Grając na bardzo dużym, już nieżyjącym serwerze MTA RPG, gadałem ze swoim kolegą, który nie za bardzo sam serwer lubił. W pewnym momencie coś u niego się zmieniło i sam zachęcił mnie do grania na 4Life. Po jakimś czasie jednak znowu mu się odmieniło, więc to ja kontynuowałem na serwerze grę i ostatecznie zostałem. Feliksek: Uważasz się nadal za osobę początkującą z serwerem, czy może jesteś już doświadczonym graczem? Jeżeli to drugie — jakie były Twoje początki? Znalazłeś szybko jakichś znajomych, z którymi utrzymujesz kontakt do dzisiaj? KwasieK: Odpowiem w zupełnie inny sposób — nie uważam się ani za osobę początkującą, ani za doświadczonego gracza. Mam aktualnie na serwerze zaledwie ~450 godzin, więc nie uważałbym się za jakiegoś wielkiego eksperta. Nie jestem również jakimś „newbie”, bo w końcu otoczenie, z którym spędzałem czas, nauczyło mnie wiele na temat mechanik serwera. Co do znajomego... Moje początki nie byłyby tak łatwe i ciekawe, a ja sam nie zrozumiałbym tyle, co teraz wiem na temat tej gry, gdyby nie @PL4C3K. Feliksek: Jak wpadłeś na pomysł ze swoim nickiem? Wiąże się z tym jakaś ciekawa historia? KwasieK: Wymyśliłem ten nick zupełnie przypadkiem. Kiedyś, jak grałem dość dużo w Minecrafta, dodali do gry blok kwarcu. Stwierdziłem wtedy, że moim pseudonimem będzie „kwartus”. Myślę, że to nie zbyt się przyjęło, bo kiedy rozmawiałem ze swoimi znajomymi, kolega powiedział do mnie — zupełnie, jak się domyślam, przez przypadek — „kwasiek”, co stało się standardem i tak już zostało — od tamtej pory byłem znany pod nazwą „kwasiek”. Feliksek: Znajdujesz się aktualnie w organizacji Empire — co zachęciło Cię do dołączenia do niej? Może uda Ci się zachęcić innych chętnych. KwasieK: Do organizacji przyciągnęła i przekonała mnie jej baza: była w super miejscu (raz, że blisko szpitala — gdzie już wtedy pracowałem — a dwa, że miała bardzo dużo otwartego miejsca). Kolejnym argumentem przemawiającym do mnie „za” była liczebność i znajomość całej tej grupy: większość osób z Empire jest we frakcji San Andreas Medical Department oraz moi znajomi. Te dwie rzeczy były dla mnie ostatnim gwoździem do trumny podjęcia decyzji o przyłączeniu się do tej organizacji. Polecam bardzo serdecznie wszystkim czytającym. Feliksek: Złożyłeś podanie do biznesu 4Wars. Co nakłoniło Cię do podjęcia takiej decyzji? Co ciekawego czeka na Ciebie w tym biznesie? KwasieK: Do biznesu nakłoniła mnie (nie ukrywam, że dla mnie zaskakująca) fala przytłaczająco pozytywnych opinii od kolegów z frakcji. Sam potrzebowałem jakiejś instytucji, gdzie mógłbym zadebiutować w RP dla służb mundurowych i porobić przy tym parę ciekawych rzeczy. Mam nadzieję, że jeśli się dostanę, czeka na mnie dobra zabawa i atmosfera. Feliksek: Skoro zahaczyliśmy już o temat biznesów, zahaczmy również o frakcje. Jaka była Twoja reakcja, kiedy dowiedziałeś się, że dostałeś się do San Andreas Medical Department? KwasieK: Raczej wiadomo, że bardzo, ale to bardzo się zadowoliłem. Szalałem wręcz z radości, mógłbym powiedzieć. Zależało mi na tej posadzie — gdybym nie dostał się przy tamtej rekrutacji, na następną czekałbym prawdopodobnie bardzo długo. Feliksek: Co skłoniło Cię do dołączenia do San Andreas Medical Department? Jak oceniasz ogólnie atmosferę we frakcji? Jak pracuje Ci się we frakcji? Opowiedz nam trochę na ten temat. KwasieK: Skłoniło mnie to, że potrzebowałem miejsca, w którym mógłbym wykonywać — nieważne, jak to brzmi — „medyczne RP” na wyższym poziomie, niż fanowskie. To była dla mnie największa opcja, więc rzuciłem się na nią. Co do atmosfery… Myślę, że od stycznia na pewno poprawiła się atmosfera we frakcji i jest teraz miło, lekko, ciepło i przyjemnie. Mam w samej frakcji dość dużo kolegów i znajomych, więc dobrze mi się z nimi wszystkimi współpracuje. Nie mamy raczej problemów między sobą i pozostajemy w dobrych kontaktach, więc — jak na ten moment — świetnie mi się pracuje. Feliksek: Jakie były Twoje początki we frakcji? Trudne i męczące? KwasieK: Moje „początki” były, jak to nazwałeś, „trudne i męczące” — trudno było mi się odnaleźć w całej tej zabawie, bo byłem zaledwie wcześniakiem w medycynie. Na szczęście mój szkoleniowiec pokazał mi wszystko, czego potrzebowałem — nauczył mnie wszystkiego, co do tej pory wiem i dzięki niemu jestem, gdzie jestem. Feliksek: Nie chciałbyś kiedyś sprawdzić się w ekipie serwera? Może byłbyś w stanie pomóc innym lub zorganizować parę ciekawych eventów. KwasieK: Pewnego dnia na pewno chciałbym się sprawdzić na tym stanowisku. Mam nawet plan, aby napisać swoje podanie przy najbliższej rekrutacji, jednak nie wiem, jak to wygląda z tymi wszystkimi wymaganiami. Jeśli się dostanę, to będzie super — jeśli nie, trudno, spróbuję następnym razem i może się uda. Feliksek: Jak dalece wyceniasz swój cały majątek? Znajduje się w Twojej kolekcji coś wartego zwrócenia swojej uwagi? KwasieK: Mój majątek był czasami „w kryzysie”, jak to mówią, a czasami w bardzo dobrym i obiecującym punkcie. Ostatecznie jednak nie mam żadnych rzeczy, które zwróciłyby swoją niezwykłością uwagę — na chwilę obecną posiadam tylko Nebulę 2.2 (full UP, ABS i inne rzeczy), która ostatnio wyceniana była na mniej więcej pół miliona, czyli 500 tysięcy. Feliksek: Jako gracz, który przegrał już nieco ponad 450 godzin na serwerze, masz jakieś porady dla dopiero zaczynających swoją przygodę? KwasieK: Jasne, że tak. Moją najważniejszą poradą dla wszystkich, ale to wszystkich, początkujących graczy, byłoby: „nie dawajcie nikomu na raty”. Dla śmiechu, ale czasami częściowo prawdziwe — za każdym razem, kiedy będziecie jednak musieli, upewnijcie się trzy razy, z kim się umawiacie. Feliksek: Nachodziły Cię kiedyś refleksje, w których żałowałeś czasu spędzonego na tym serwerze? KwasieK: Może? Nie jestem do końca pewien. Myślę, że znaczna większość czasu, który spędziłem na serwerze, nie została źle spożytkowana, a ja sam jestem z niej zadowolony. Feliksek: Wywiad dobiega już powoli końca. Jest może na serwerze lub w Twoim życiu ktoś, kogo chciałbyś teraz pozdrowić? KwasieK: Oczywiście — jest kilka osób — ale wymienię tylko te, które są dla mnie ważne zarówno w życiu prywatnym (poza serwerem), jak i w życiu serwerowym. Byliby to: @Mai, @PL4C3K, @Ezrayon, @Aza* oraz @Deni*. Feliksek: Dołączam się do pozdrowień. Niemiłosiernie dziękuję Ci za poświęcenie swojego czasu i udzielenie mi wywiadu. W głębi serca mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy! KwasieK: Również dziękuję pięknie za świetnie przeprowadzony wywiad. Oby takich było więcej! Niemiłosiernie dziękuję wszystkim za zapoznanie się z całym materiałem. Pracowaliśmy nad nim przez okrągłe kilka dni, dlatego oboje jesteśmy z ostatecznego wyniku zadowoleni. Zapraszam wszystkich czytelników do komentowania oraz przyznawania reakcji. Autoryzował: @japkooo.
-
4Life News - Roznoszący się wszędzie ogień — pożar czy podpalenia?
Feliksek opublikował(a) temat w Archiwum Artykułów
Witam wszystkich serdecznie, z tej strony Starszy Redaktor @Feliksek z Redakcji 4Life News. Dzisiaj przychodzę do Was z wnikliwymi i interesującymi informacjami na temat pożarów, które miały ostatnio miejsce na terytorium naszego stanu. Żeby dowiedzieć się jednak więcej, jesteście zmuszeni przeczytać dalszą część mojego artykułu. Zapraszam w takim wypadku do czytania! Od zarania dziejów wiadomo, że pożary są jednym z incydentów występujących na terenach leśnych. Z punktu widzenia gospodarki leśnej, są to najpoważniejsze niebezpieczeństwa zabijające lasy. Każdego roku na całym świecie notuje się kilkaset tysięcy pożóg, które są nieuchronnym czynnikiem — powstają np. od uderzenia pioruna, dlatego nie da się ich przewidzieć ani tym bardziej w żaden realny sposób zapobiec. Pożary lasów dzielimy na: ziemne, przyziemne, wierzchołkowe i pojedynczych drzew. „Pożary na przestrzeni pierwszych pięciu miesięcy 2021 roku w całym stanie San Andreas pochłonęły o 40 procent więcej powierzchni lasów niż w latach 2016-2019. Od początku roku spłonęło już około 9 hektarów terenów leśnych, czyli 90 000 metrów kwadratowych, a to w samych hrabstwach Red i Flint County — największy obszar od 6 lat” — zakomunikował 3 czerwca bieżącego roku Krajowy System Informacji o Pożarach Lasów działający w Instytucie Badawczym Leśnictwa (IBL). Badania Instytutu wskazują również na dokładne rodzaje i typy drzew, które najczęściej ulegały pożarom. Są to między innymi drzewa iglaste, gdyż znacznie większa część z opisywanych pożarów miała miejsce na terenach lasów iglastych (dlatego, że to właśnie te górują na obszarze Flint County i Whetstone) — z tego względu na liście znalazły się takie drzewa jak modrzew, sosna oraz cedr. Prezentowana specyfikacja pokazała jednak również drzewa liściaste, gdzie dominował dąb szypułkowy. Alarmujące dane zwracają nasze oczy na tereny trawione przez ogień. Zdjęcia satelitarne zebrane przez Instytut Badawczy Leśnictwa pokazują, że w maju na terenie hrabstwa Flint County, tj. najbardziej zalesionego terenu całego stanu San Andreas, odnotowano ponad 200 pożarów. To o 18 procent więcej niż w maju 2019 roku. „To przerażające i zatrważające doniesienia” — stwierdziła Stefaniya Ivanivna Yarov, dyrektor naukowa już wspomnianego wcześniej instytutu, w naszej wspólnej rozmowie. Władze samorządowe hrabstwa Flint County, a dokładniej ich rzecznik prasowy — Patrick K. Halvorsen — po zapoznaniu się z pesymistycznymi i dramatycznymi informacjami opublikowanymi przez IBL oraz głosami zaniepokojenia mieszkańców, przyznał, iż obszary lasów, które spłonęły dotąd w tym roku „były drastycznie większe, niż podpowiadały przypuszczenia” i „były one następstwem nielegalnych działań”. Samorząd złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Lokalna społeczność zamieszkująca tereny między innymi Angel Pine w hrabstwie Whetstone oraz część domów w Back O' Beyond (hrabstwo Flint County), przez tragicznie komunikaty o traktowaniu zieleni, postanowiła założyć Stowarzyszenie Ochrony Przyrody (SOP), które będzie zajmować się monitoringiem pobliskich terenów leśnych i alarmowaniem Krajowej Agencji Ochrony Środowiska (KAOŚ) o naruszeniu praw dotyczących ochrony środowiska. Agencja ta do tej pory nałożyła już ponad 83 grzywny za naruszenie tych praw. W celu zniwelowania finalnego wyniku tejże sytuacji pracującą również, oprócz lokalnych mieszkańców, różne służby, stowarzyszenia oraz rady. Weźmy na przykład Młodzieżową Radę Ochrony Środowiska (MROŚ), pracującą pod Krajową Agencją Ochrony Środowiska — wysyłają oni swoje postulaty i komunikaty w imieniu młodzieży tych terenów do wszystkich cywili pobliskich hrabstw w celu zmotywowania u nich pracy ratującej otaczające ich zielone tereny, traktowane przez większość jako miejsca odetchnienia. Do całego projektu przyłączyliśmy się również my — nasza Redakcja 4Life News wraz z grupą chętnych do pomocy obywateli, zmotywowana do działania i pracy, prowadziła tajną reporterską interwencję, która na celu miała złapanie przynajmniej jednego „podpalacza”. Przez ostatnie 30 dni patrolowaliśmy zielone obszary podane w raportach IBL (od 6:00 do 22:00 każdego dnia na cztery zmiany, po cztery godziny na każdą osobę). Końcowy wynik naszych działań niezwykle nas zadowolił: schwytaliśmy aż dwóch „podpalaczy”. Najpierw otoczonymi, a następnie z zaskoczenia osaczonymi i przechwyconymi sprawcami okazali się Danny W. i Scott T. — fanatyczni, nastoletni piromani. Aresztowanym, zdaniem policji, grozi do 10 lat pozbawienia wolności za próbę sprowadzenia zdarzenia, które mogło zagrażać życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać pożaru. Według doniesień władz i lokalnej policji, takich osób może być więcej i to właśnie oni przyczyniają się w dużej mierze do opisywanych pożarów. Pochyliliśmy się trochę dodatkowo nad tematem tego, jak nasze stanowe służby radzą sobie ze wspomnianym przez nas problemem, czyli oczywiście z pożarami w lasach. W pierwszej kolejności skontaktowaliśmy się z główną siłą, która jest odpowiedzialna za odpowiadanie na tego typu wezwania, a to głównie ze względu na swoje zadania i obowiązki — chodzi oczywiście o San Andreas Fire Department. Nawiązaliśmy kontakt z rzecznictwem prasowym tej frakcji, a dokładniej rzecz biorąc ze Starszym Kapitanem @Bambi, który na nasze pytania odpowiadał wraz z Aspirantem Sztabowym @PoyeBunnY. Feliksek: Czołem, z tej strony Starszy Redaktor Redakcji 4Life News Feliksek. Mógłbym zadać tylko parę pytań? Bambi: Witaj, z tej strony st. kpt. Bambi z San Andreas Fire Department. Tak, proszę pytać. Feliksek: Jak San Andreas Fire Department radzi sobie z pożarami lasów? Bambi: Dzięki nowoczesnemu wyposażeniu naszych jednostek w wozy oraz sprzęt pożarniczy, jesteśmy w stanie bardzo szybko zareagować oraz podjąć wszelkie działania ratowniczo-gaśnicze mające na celu ochronę ludności oraz środowiska. Jednym z nich jest reagowanie na pożary lasów, które niejednokrotnie mają miejsce w stanie San Andreas. Oczywiście trzeba tutaj też wspomnieć o wysokich kwalifikacjach naszego personelu jednostek. Dzięki tym ludziom możemy zminimalizować skutki pożarów lasów oraz chronić lasy przed niekontrolowanymi podpaleniami często spowodowanymi przez ludzi. W obecnej chwili radzimy sobie bardzo dobrze z takimi pożarami. Feliksek: Ile trwa przyjazd San Andreas Fire Department na akcję tego typu? jeśli do czegoś to zależy, to od czego? Bambi: Przyjazd na miejsce trwa zwykle do 10 minut od momentu wpłynięcia zgłoszenia. Długość dojazdu zależy oczywiście od kilku czynników. Jednym z nich jest odległość, jaką przyjdzie nam pokonać do miejsca wezwania. Kolejną rzeczą, bardzo ważną, jest jakość przejazdu. Wpływ na jakość przejazdu mają inni użytkownicy dróg. Nie raz spotkaliśmy się z osobami, które nie zwracały uwagi na jadący za nimi pojazd uprzywilejowany mający włączone niebieskie światła ostrzegania oraz sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie. Takie zachowanie kierowców jest bardzo często spotykane i znacznie przedłuża dojazd na miejsce. Innym aspektem jest aktualne obłożenie wezwaniami oraz ilość jednostek mogących brać czynny udział w akcjach. Czasem tak bywa, że do dyspozycji mamy tylko 2 zastępy na jednostkę, a wezwań mamy po 10. W takich sytuacjach trudno jest ustalić priorytet wezwań — jest to wręcz niemożliwe. Będąc przy wezwaniach, warto też napomnieć, że niejednokrotnie mamy wezwania z jednego końca rejonu operacyjnego na drugi. Często też spotykamy się z fałszywymi telefonami. Momentami są to wezwania fałszywe w dobrej wierze, a czasem wręcz złośliwe, które powodują zabranie pomocy tym, którzy mogą jej w tym momencie bardziej potrzebować. Jest jeszcze wiele innych powodów, które przyczyniają się do czasu naszego przyjazdu, jednak to najważniejsze i najczęstsze z nich. Feliksek: Jak takie pożary powstają i co to tzw. trójkąt spalania? Bambi: Pożary lasów często powstają na skutek samoistnego zapalenia się wysuszonej ściółki, uderzenia pioruna lub innych przyczyn naturalnych. Czasem przyczyną powstania pożaru lasu jest człowiek. Ludzie często nieumyślnie powodują zaprószenie ognia poprzez wyrzucanie do lasów śmieci szklanych, pozostawienie niewygaszonego ogniska czy nawet porzucenie nie zgaszonego papierosa. Przyczyną powstawania pożaru przez śmieci jest najprostsze skupienie wiązki światła przez denko słoika lub butelki szklanej. Wiązka taka w najgorętszym momencie dnia może skupić światło, które może być kilkukrotnie gorętsze od panującej temperatury, co spowoduje zaprószenie ognia — w szczególności, jeśli mamy do czynienia z wysokimi temperaturami oraz małą ilością opadów. Ogniska są też dość częstym powodem pożaru. Nawet mała iskra z ogniska, w kontakcie ze ściółką może spowodować tragiczny w skutkach pożar lasu. Taka sama zasada zaprószenia ognia występuje również w przypadku niedopałka papierosa. Warto zwrócić uwagę na tak zwany trójkąt spalania. W skład tego trójkąta wchodzi źródło energii cieplnej, tlen zawarty w powietrzu oraz materiał palny. Źródłem energii cieplnej możemy nazwać bodziec w postaci iskry, skupionej wiązki światła lub innego czynnika generującego wysoką temperaturę. Tlen zawarty w powietrzu przyspiesza spalanie się materiału, z którym to się miesza, w efekcie czego powstaje pożar. Bardzo istotną rzecz odgrywa też wiatr, jego kierunek oraz siła. Oczywiście zaprószenie ognia przez człowieka może też być umyślne — chociażby poprzez podpalenie fragmentu suchej ściółki i wrzuceniu jej do lasu lub przez wypalanie traw w pobliżu lasów. W przypadku wypalania traw znaczącą rolę odgrywa wiatr. Nawet niewielki wiatr może spowodować rozprzestrzenienie się ognia w stronę lasu. Feliksek: Kiedy ostatnio miała miejsce sytuacja, w której za spowodowanie pożaru był odpowiedzialny człowiek? Bambi: Pożary lasów w stanie San Andreas nie są bardzo często spotykane, co nie zmienia faktu, że nie są w ogóle spotykane. Ostatnim pożarem lasu, do jakiego zostaliśmy zadysponowani, był wczorajszy (05.06.2021), na moment naszego wywiadu, pożar koło Angel Pine. Był to pożar lasu przy górze Mount Chiliad. Zawiadomienie o pożarze dostaliśmy około godziny 15:35. Ze wstępnych ustaleń wynika, że pożar był spowodowany przez osoby trzecie. Niestety nie jesteśmy w stanie na obecną chwilę ustalić, w jaki sposób był zaprószony ten pożar. Feliksek: Co, według Ciebie, powinno grozić osobie, która umyślnie spowodowała pożar lasu? Bambi: Według mnie, karą za umyślne spowodowanie pożaru — nieważne jakiego — powinno być pozbawienie wolności lub zapłacenie wysokiej kary pieniężnej. Wielkość sankcji powinna być zależna od miejsca spowodowania pożaru. W przypadku lasów powinna to być kara pieniężna na tyle wysoka, aby taka osoba zapamiętała sobie, że głupia zabawa czy też chęć rozpalenia ogniska w upalny dzień w lesie była tym złym pomysłem. Oprócz kary pieniężnej takie osoby powinny mieć obowiązek uprzątnięcia pogorzeliska pozostawionego po pożarze oraz zasadzenia tylu drzew, ile ucierpiało w pożarze. Po przeprowadzeniu rozmowy z przedstawicielami San Andreas Fire Department odezwaliśmy się do kolejnego rzecznictwa prasowego, tym razem San Andreas Medical Department. W tamtym miejscu postanowiliśmy zapytać między innymi o to, jakie zagrożenia płyną ze wzniecania ognia w tak zalesionym miejscu, jak chociażby pobliski zagajnik, oraz o to, czy nasze władze prowadzą aktualnie jakiś program przeciwdziałający piromanii. Napisaliśmy do Młodszego Specjalisty @Deni*, który obiecał, że odpowie na wszystkie nurtujące nas pytania. Feliksek: Czołem, z tej strony Starszy Redaktor Redakcji 4Life News Feliksek. Mógłbym zadać tylko parę pytań? Deni*: Witaj, z tej strony Młodszy Specjalista Deni* z San Andreas Medical Department. Z wielką chęcią odpowiem Ci na wszystkie pytania. Super, że napisałeś. Feliksek: Jak San Andreas Medical Department radzi sobie z osobami podejrzanymi o piromanię? Deni*: Nasza frakcja podchodzi do osób poszkodowanych z podejrzeniem piromanii w sposób bardzo ostrożny: zazwyczaj, w pierwszej kolejności, wykonywany jest szereg badań psychiatrycznych, które mogłyby stwierdzić u pacjenta tę uciążliwość. Jeżeli została już ona w jakikolwiek sposób stwierdzona przez lekarzy, to właśnie my jesteśmy wtedy odpowiedzialni za kontrolowanie jej stanu oraz stopnia leczenia. Większym problemem byłaby sytuacja, w której przy piromanii wystąpiłby zespół charakteropatii — w takim wypadku musimy również uważać, aby nie urazić w żaden sposób takiej osoby i nie mówić niczego, co mogłoby przez nią zostać uznane za niewłaściwe. W takiej sytuacji wszystkie informacje są jej przekazywane w jak najwłaściwszy sposób — tak, aby nie odebrała tego za coś innego. Feliksek: Czy istnieją aktualnie jakieś stanowe programy przeciwdziałające piromanii na większą skalę? Deni*: Na chwilę obecną nie powiedziałbym, że posiadamy jakikolwiek odpowiedni program przeciwdziałający piromanii, aczkolwiek wszyscy nasi pracownicy są wyszkoleni i wiedzą, jak z takim schorzeniem się obchodzić. Wiedzą dokładnie, jakie badania należy wykonać na osobie, która jest po piromanii i wiele innych. Po prostu zespół fachowców. Feliksek: Kiedy i czy miał miejsce pożar lasu, w którym musiał interweniować SAMD? Jeśli tak, jak zakończyła się ta sytuacja? Deni*: Oczywiście, że zdarzały się takie interwencje. Najważniejsze przy takiej akcji było — i na pewno też będzie w przyszłości — bezpieczeństwo naszych ratowników, dlatego staramy się podchodzić do każdej takiej sytuacji z dużą rozwagą. Nie oznacza to jednak, że nie jesteśmy w stanie pomóc osobie w potrzebie, bo robimy zawsze wszystko, co w naszej mocy, aby udzielić pomocy osobie poszkodowanej. Ostatnia taka sytuacja została na samym początku opanowana przez jednostki San Andreas Fire Department, które zneutralizowały i ugasiły pożar, co umożliwiło nam przejście do naszych działań z poszkodowanymi. Przetransportowaliśmy wtedy dość dużą grupę osób z oparzeniami. Osoby pokrzywdzone przez poparzenia zazwyczaj przewozimy natychmiast do szpitala i to w jak najszybszym czasie, gdyż kluczową rolę w ich przypadkach odgrywa czas. Im dłużej, tym ciężej będzie nam uratować oparzone kończyny oraz zwalczyć piromanię, jeśli takowa w takiej sytuacji występuje. Feliksek: Ile trwa przyjazd grupy ratunkowej SAMD na akcję tego typu? Jeśli od czegoś to zależy, to od czego? Deni*: W naszej frakcji czas przyjazdu grupy ratunkowej jest zawsze najważniejszy, zwłaszcza w przypadkach ciężkich zdarzeń, dlatego dbamy o kondycję kierowców ZRM w taki sposób, aby czas ich dojazdu był najmniejszy, a trasa, którą obierają, najskuteczniejsza. Zwracamy oczywiście przy tym uwagę na stopień zgłoszenia, które otrzymaliśmy. Jeśli jest on wysoki, zmobilizowanie ratowników ZRM następuje w mgnieniu oka. Feliksek: Jakie niebezpieczeństwa dla ludzi niesie za sobą pożar lasu? Deni*: Niebezpieczeństw dla ludzi podczas pożaru lasu jest ogrom. Zaczynając od zawalenia się drzew, które mogłyby przygnieść naszych zagrożonych, po oparzenia czwartego stopnia, które zazwyczaj są nieodwracalne, kończąc na zaczadzeniu się z powodu ciężkich gazów wydobywających się z płomieni. Z tego miejsca chciałbym zaapelować do ludzi San Andreas, aby przed wędrówką w góry lub w las, upewnili się na temat warunków pogodowych — są one zazwyczaj kluczowym powodem wszelkich zawaleń, lawin górskich, bądź też pożarów lasów. Z tego miejsca chciałbym niezmiernie podziękować wszystkim osobom, które przyłożyły się do stworzenia tego artykułu oraz czytelnikom — za zainteresowanie się moją twórczością. Zapraszam serdecznie do komentowania i reagowania. Mam wielką nadzieję, że zobaczę Was wszystkich przy moich następnych pracach! Autoryzował: @japkooo.