Skocz do zawartości

Feliksek

Gracz
  • Postów

    69
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Typ konta

    Zwykłe

Treść opublikowana przez Feliksek

  1. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  2. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  3. Proszę o zwrócenie swojej uwagi, gdyż artykuł został napisany w celach humorystycznych i nie ma na celu nikogo obrazić. Prosiłbym o zachowanie dystansu do siebie i nieprzyjmowanie wszystkich informacji do serca. Czołem, z tej strony Starszy Redaktor Redakcji 4Life News @Feliksek. W mojej dzisiejszej pracy postanowiłem skupić się na dość znanym raczej wszystkim służbom problemie. Aby jednak dowiedzieć się na jego temat coś więcej, musicie przeczytać dalszą część mojego artykułu. Zapraszam do wspaniałej i wciągającej lektury! Problem, który chciałbym rozważyć w artykule, to stawianie swoich, lub też nie, pojazdów na dachach budynków — czy to swoich własnych, czy to publicznych lub porzuconych i nieużywanych gdzieś na środku pustyni. Ten temat jest do dzisiaj dość dobrze znany służbom mundurowym, a sama czynność jest praktykowana przez część naszej serwerowej społeczności. Przecież (co jest jednak kwestią sporną) głównym celem większości graczy jest pochwalenie się swoim majątkiem reszcie środowiska. Czy nie byłoby to piękne, gdyby Wasz majątek był widoczny z lotu ptaka? To raczej marzenie każdego użytkownika, który nagromadził sobie dość duży kapitał. Znamy już w takim razie motyw graczy, którzy stawiają swoje pojazdy na zadaszeniach swoich obiektów mieszkalnych (chociaż często zdarza się nawet, że nie swoich). Pora się teraz trochę skupić na konsekwencjach. Pozostawianie takich samochodów lub jednośladowców samym sobie na zadaszeniach domów, jest wręcz karygodne! Czy aby na pewno? No właśnie nie do końca. Jak się okazuje, wstawienie jakiegokolwiek auta na górę jakiegokolwiek obiektu mieszkalnego nie podlega żadnej realnej karze. Osoby wstawiające swoje pojazdy na górę swojej kwatery nie ponoszą więc żadnych konsekwencji — od tej zasady istnieją jednak pewne odstępstwa i wyjątki. Właściwie to jeden wyjątek. W naszej redakcyjnej rozmowie do tego artykułu z jednym z pracowników San Andreas Road Assistance — frakcji głównie odpowiedzialnej za radzenie sobie z tym kłopotem, najczęściej również samodzielnie — dowiedzieliśmy się jednego bardzo ważnego faktu. Jak wspomnieliśmy, sama czynność nie jest w żaden sposób karana, jednak gdy się ją specjalnie i nałogowo powtarza bez uzgodnienia z administracją serwera — karaną się staje — i to najczęściej ze skutkiem zabrania prawa jazdy, wyrzuceniem z serwera lub banem, a nie (jak większość prawdopodobnie chciałaby w takim wypadku) mandatem, czyli karą pieniężną, dla właściciela takiego auta. Chcielibyśmy sprawdzić trochę Waszą czujność i wyjść do Was z zapytaniem: czy Wy wiedzieliście, że stawianie pojazdów na dachach jest zabronione? Swoją odpowiedzią możecie śmiało podzielić się w komentarzach pod tym postem. Nie każdy sprawdza co jakiś czas ogłoszenia na forum i dlatego nie każdy wie, że ów czynność jest zabroniona — mimo iż zakaz został oficjalnie wprowadzony przez administrację RCON w „zmianach w uprawnieniu do postoju pojazdu na mapie serwera” z dnia 16 kwietnia 2018 roku, czyli dokumencie obowiązującym już od ponad trzech lat. Swego czasu ogłoszenie było dość kontrowersyjne i wyśmiewane przez część graczy serwera. Wracając jednak do meritum sprawy, czyn ten stał się dla San Andreas Road Assistance pewną bolączką. Gdyby pomyśleć bowiem co nieco na ten temat, San Andreas Road Assistance jest przecież w takiej sytuacji wysyłane na akcję, w której nie mogą nawet wystawić żadnej kary pieniężnej. Na pewno znalazłyby się spośród czytających osoby, które stwierdziłyby na podstawie tego faktu, że wysyłanie jednostek SARA na taką akcję jest po prostu dla nich — i całej frakcji — najzwyczajniej w świecie nieopłacalne... I po części byłaby to prawda, ale czy nie jest to ich pracą i odpowiedzialnością, żeby przenieść taki pojazd do przechowalni? W celu zapoznania się lepiej z całością tematu i poznaniem opinii ekspertów w tej dziedzinie Redakcja 4Life News nawiązała kontakt z pracownikiem San Andreas Road Assistance: członkiem zarządu tej frakcji na randze Kierownika, graczem @Domciol. Zapytaliśmy się go między innymi o to, w jaki sposób jego frakcja radzi sobie ze wspomnianym przez nas problemem, co on na ten temat myśli — czy powinno się zostawić zakaz, czy go znieść — oraz jakie zagrożenie niesie za sobą wstawianie aut i motocykli na swoje zadaszenia. Feliksek: Jak z takim zagrożeniem, jak wspomniane wstawianie i pozostawianie pojazdów na dachach, radzi sobie San Andreas Road Assistance? Co robicie, żeby pozbyć się takiego pojazdu z dachu? Jakie wykonujecie w takiej sytuacji czynności? Domciol: Przed holowaniem taki pojazd trzeba ułożyć w dość precyzyjnym miejscu, z którego wyciągarka będzie miała możliwość go złapać i wciągnąć na lawetę. Oczywistym jest fakt, że z dachu nie jesteśmy w stanie tego zrobić — w tym celu piszemy reporta o przeteleportowanie takiego pojazdu na ziemię, gdzie prowadzimy swoje czynności. Odgrywając RP, zabezpieczamy pojazd i wciągamy go na lawetę, a następnie przetransportowujemy do najbliższej przechowalni pojazdów, gdzie właściciel będzie go mógł odebrać. Feliksek: Pod jaki podpunkt taryfikatora, jeżeli pod jakikolwiek, podpada owa czynność? Jaki powód wpisuje się jako karę pieniężną w momencie odstawiania takiego samochodu do przechowalni pojazdów? Domciol: Pojazd zaparkowany na dachu budynku nie podlega pod nasz frakcyjny taryfikator, dlatego nie wiążą się z tym faktem żadne realne konsekwencje (właściciel nie dostanie kary — tj. mandatu — od pracowników zajmujących się tym problemem). Odholowanie go podlega tylko i wyłącznie pod zasady administracji. Jedynym skutkiem naszej interwencji będzie przestawienie pojazdu, który znajdował się na dachu — z góry budynku do przechowalni pojazdów. Feliksek: Czysto hipotetyczna sytuacja: ktoś celowo powtarza wyczyn wstawiania swojego pojazdu na swój dom — jakie konsekwencje groziłyby takiej osobie? Administracyjne (typu: zabrane prawo jazdy, kick, ban) czy stricte serwerowe, wystawiane przez SARA? Domciol: Jasne, że administracyjnie — to administracja za to odpowiada: wystawiła zakaz na taką czynność, więc odpowiada również za karanie za takie rzeczy. Jako frakcja moglibyśmy zostać jedynie wezwani w celu odholowania takiego pojazdu i wstawienia go na parking policyjny za podaną przez administratora kwotę. To byłby raczej jedyny przypadek, w którym wystawialibyśmy za pojazd na dachu karę pieniężną (lub w ogóle, jakąkolwiek karę). Feliksek: Jak myślisz, dlaczego ta czynność została zabroniona? Dach to przecież posesja prywatna — dlaczego w takim wypadku nie można z nim robić, co się chce? Domciol: Stawianie pojazdów na serwerze jest dosyć urealnione. Żebyśmy byli w stanie zaparkować swój samochód na dachu budynku, musi się na nim znajdować jakiś parking. Co ważne, nawet jeżeli znajdują się na górę schody, nie oznacza to, że możemy parkować tam swoje pojazdy (pomijając oczywiście helikoptery, jeżeli jest tam helipad). Zakaz administracyjny nie reguluje tego, w jakich przypadkach można parkować na dachach, dlatego karze się wszystkie takie parkowania z wyjątkiem tych, w których kierowca dostał zezwolenie od członka administracji RCON. Feliksek: Co osobiście uważasz o całym tym zakazie? Powinno to pozostać zabronione, czy może pora już wrócić na stare śmieci i wrócić do starego, wcześniejszego świata, gdzie takie zachowanie było dopuszczalne? Domciol: Powinno pozostać tak, jak jest. Jak wspominałem już wcześniej, parkowanie na serwerze jest dosyć urealnione: do parkowania są przeznaczone (posesje prywatne, parkingi publiczne i inne miejsca). Kierowca parkujący na dachu próbuje się w ten sposób odróżnić od reszty, łamiąc panujące zasady. Jak widać, co jakiś czas San Andreas Road Assistance musi uporać się z podobnymi problemami. Nie raz zdarza się, że dochodzi do kontuzji i urazów, dlatego wzywa się ratownictwo medyczne, dlatego po udzieleniu wywiadu San Andreas Road Assistance Redakcja 4Life News skontaktowała się z rzecznictwem prasowym San Andreas Medical Department w celu dowiedzenia się, jakie realne zagrożenie niesie za sobą zostawianie pojazdów na swoich miejscach zamieszkania. Przypadło nam na rozmowę z Lekarzem Chirurgii @KwasieK. Feliksek: Pytanie może wydawać się dość banalne, ale mimo to je zadam: jakie zagrożenie dla mieszkańców domu niesie za sobą pojazd na dachu? KwasieK: Pojazd na dachu budynku niesie za sobą jedno standardowe i oczywiste zagrożenie: zawalenie się dachu czy poddasza. Taka opcja może spowodować duże straty pieniężne (koszty odbudowy dachu domu lub poddasza tarasu oraz faktura za leczenie, opiekę i obserwację w szpitalu za umyślnie spowodowany wypadek) oraz ubytek na zdrowiu z możliwymi urazami do końca życia. Osunięcie się głównej osłony naszego lokum w przypadku, w którym stoi na nim samochód osobowy (średnio ważący od 1,2 do 1,6 tony), jest po prostu nieuniknione — czas, w którym się to stanie, nie jest jednak do końca znany. Mieszkańcy tego lokum mogą z tego tytułu doświadczyć uszczerbku na zdrowiu psychicznym. W końcu życie w ciągłej panice, paranoi i strachu przed tym, że przygniecie nas nasze teoretycznie najbezpieczniejsze miejsce na ziemi, jest niewątpliwie męczące i wykańczające psychicznie. Feliksek: Zakładając, że samochód na górze utrzymałby się przy jego stawianiu, a dopiero później spowodował wypadek przez załamanie poddasza — czyli tak, jak we wspomnianej sytuacji — w jaki sposób San Andreas Medical Department mógłby udzielić pomocy takiej osobie? KwasieK: Fakt, że samochód przez jakiś czas utrzymałby się na górze, nie zmienia naszego podejścia do problemu i tego, że i tak spowodowały tyle samo (jak nie więcej) szkód. My, jako frakcja, która pomaga wszystkim ludziom w potrzebie, zrobilibyśmy wszystko, co w naszej mocy, aby udzielić pomocy osobom poszkodowanym. Sposób oraz szybkość udzielenia takiej pomocy są oczywiście zależne od ilości osób i wysokości budynku — jeśli budynek byłby wysoki, wezwalibyśmy posiłki w postaci LPR (Lotniczego Pogotowia Ratunkowego) czy innych zespołów ratownictwa medycznego (ZRM-ów). Feliksek: Ile taka osoba znajdowałaby się na obserwacji w wyniku odniesionych obrażeń? KwasieK: Zakładając, że dana osoba byłaby w ciężkim stanie (do stopnia zatrzymania akcji serca), to na pewno pozostałaby na obserwacji w szpitalu na nie mniej niż tydzień lub dwa (jeżeli mówimy oczywiście o najgorszym możliwym przypadku). Jeżeli urazem poszkodowanego byłaby tylko złamana noga (lub inna kończyna), zostałby on przypisany na maksymalnie czterodniową (choć częściej trzydniową) obserwację. Feliksek: Ile trwa przyjazd grupy ratunkowej na akcję dotyczącą tego typu obrażeń? KwasieK: Myśląc logicznie, jeżeli byłby to strasznie ciężki przypadek, to oczywiście nasze grupy ratunkowe przyjechałyby w możliwie jak najszybszym tempie. Przyjazd może być jednak uzależniony od wielu czynników (na przykład od miejsca danego wypadku). U nas stosuje się powiedzenie: „nieważne, jaki stopień przypadku, jedź!”, dlatego nie dzielimy i nie kategoryzujemy przypadków na te „groźne” i „niegroźne” — zawsze jedziemy na miejsce zdarzenia na sygnale. Feliksek: Jak myślisz, co władze miasta mogłyby zrobić, by zapobiec stawianiu pojazdów na dachach? KwasieK: Moją drobną opinią i jednocześnie sugestią byłoby usunięcie lub zniwelowanie przyczyn stawiania pojazdów na dachach przez mieszkańców. Dodatkowo powinno się karać osoby wykonujące ten akt oraz uświadamiać innych na temat tego, jakie niesie to za sobą ryzyko dla pozostałych. Z tego miejsca chciałbym niezmiernie podziękować Kierownikowi San Andreas Road Assistance @Domciol oraz Lekarzowi Chirurgii San Andreas Medical Department @KwasieK za udział w tworzeniu mojej pracy oraz zgodę na przeprowadzenie z nimi wywiadu do tego artykułu. Wiem, że jest to po części ich praca, w przypadku @KwasieK ze względu na pełnioną funkcję rzecznika prasowego, a @Domciol ze względu na przynależność do zarządu swojej frakcji, jednak mimo to wypada im za pomoc podziękować. Chłopaki, pracujcie tak dalej! Dobiegliśmy już do końca naszego artykułu… Wysyłam serdeczne pozdrowienia wszystkim czytającym, którzy dotarli do tego punktu i poświęcili swój czas wolny, aby zapoznać się z moją twórczością. Trzymam kciuki za to, że spotkamy się jeszcze w niedalekiej przyszłości, gdzie nadal będziecie zadowoleni z moich prac. Zapraszam do komentowania i oceniania. Do zobaczenia przy moich następnych zmaganiach! Życzę miłego i pięknego dnia! Autoryzował: @cruzeN.
  4. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  5. Więcej takich kolaboracji trzeba ogarnąć, bo naprawdę nieźle nam to wyszło
  6. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  7. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  8. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  9. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  10. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  11. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  12. Proszę o zwrócenie swojej uwagi, gdyż artykuł, który za chwilę przeczytacie, jest bazowany na rzeczywistej sytuacji świata codziennego, która miejsce miała 5 maja bieżącego roku na największym lotnisku w Polsce. Witam, z tej strony Redaktor @Feliksek z Redakcji 4Life News. Ostatnimi czasy wydarzył się dość nietypowy incydent z udziałem jednego z pracowników wieży kontroli ruchu lotniczego — aby jednak dowiedzieć się więcej, musicie zapoznać się z dalszą częścią mojego artykułu. Zapraszam serdecznie do czytania! Jeden z kontrolerów ruchu lotniczego z wieży kontroli ruchu jednego z największych lotnisk w stanie San Andreas — Easter Bay Airport (lotniska znajdującego się na terenie i w obszarze władz miasta San Fierro), wykazał się szczególnym brakiem odpowiedzialności i zaangażowania w swoją pracę, ponieważ na służbę… pojawił się pod wpływem środków odurzających. Większość jego znajomych, kolegów i współpracowników nie zauważyła większej różnicy w jego działaniu i pracy, bo podobno „od zawsze się tak zachowywał”. Samuel W., bo tak wspomniany kontroler w tej sprawie ma na imię, mógł być odpowiedzialny za możliwie największą tragedię w dziejach całego stanu San Andreas — albowiem pod wpływem halucynogenów i używek, wydał on pozwolenie Boeingowi 747-200C (czyli wersji pasażersko-towarowej samolotu Boeing 747) linii Ryanair na kołowanie (w tym przypadku po lądowaniu) na pasie, na którym znajdował się inny samolot — McDonnell Douglas DC-10-10 linii Lufthansa. Do kolizji, przez reakcję pilota, na szczęście nie doszło. Nieszczęśliwy wypadek mógł mieć miejsce, gdyby nie szybka reakcja i refleks pierwszego pilota Boeinga 747-200C — doświadczonego ponad 30-letnią pracą Ethana Barretta. Jak później sam wspomniał jednemu z naszych reporterów, od samego początku wiedział, że z kontrolerem może być coś nie tak, dlatego do końca zachowywał pełną koncentrację. Znajdujący się już na ziemi i połączony z kontrolą ruchu naziemnego (GND — Ground Controller) zapytał, co stało się z kontrolą lotniska (TWR — Tower). Odpowiedzi jednak nie uzyskał. Jak się później okazało, Samuel W. podczas zadawania przez Ethana Barretta swojego zapytania do wieży, uciekł z wieży kontroli ruchu do swojego mieszkania niedaleko lotniska znajdującego się w dzielnicy Hashbury, mieście San Fierro. Co wykazało śledztwo, Samuel prowadził swój samochód, nadal będąc pod wpływem środków ustalonych jako dekstrometorfan i tetrahydrokannabinol (THC). Śledczy podpowiadają, iż podejrzany był odurzony od godziny 8 rano tego dnia. Ethan Barrett, jego drugi pilot, cała załoga Boeinga 747-200C oraz pasażerowie tego samolotu niewątpliwie zapamiętają datę 6 maja 2021 roku jako dotknięcie się ze swoją śmiercią. Gdyby nie doświadczenie pilota, mogliby nie zobaczyć już więcej swojej rodziny i bliskich — teraz mogą jednak spokojnie zasnąć. „Dlatego nigdy nie zaufałabym maszynom, bo one prawdopodobnie wylądowałyby w takiej sytuacji” — mówi jedna z pasażerek srebrzystego ptaka. Pasażerowie samolotu, w ramach odszkodowania, dostali od linii Ryanair zwrot kosztów lotu. Sprawca — mąż pięknej pielęgniarki i ojciec dwójki dzieci — został jednak ujęty na gorącym uczynku i za jego działania grozi mu nawet dożywocie. To jednak nie wszystko, gdyż 4LN nie spoczął tylko na analizie sytuacji... Postanowiliśmy skontaktować się z biurem prasowym jednostki mundurowej odpowiedzialnej za zjawienie się jako pierwsza na tego typu miejscu zdarzenia, czyli San Andreas Fire Department. Nawiązaliśmy kontakt ze starszym brygadierem @dyspozytor, który pełni stanowisko rzecznika prasowego SAFD i któremu zadaliśmy pytania na temat tego, co stałoby się, gdyby samolot wylądował na pasie. Feliksek: W jaki sposób San Andreas Fire Department reaguje na katastrofę lotniczą? dyspozytor: Po otrzymaniu zgłoszenia o zdarzeniu związanym czy to z katastrofą, czy to z lądowaniem awaryjnym samolotu, dysponowane są odpowiednie siły i środki. Po dojeździe zastępów podejmowane są czynności, takie jak: zabezpieczenie miejsca zdarzenia i zabezpieczenie samolotu oraz odgrodzenie części uszkodzonych samolotu w taki sposób, aby udostępnić dojście do ewentualnych osób poszkodowanych. Oczywiście gasimy jeszcze pożar, jeżeli taki się pojawił i znacząco przeszkadza w pomocy osobom poszkodowanym. Feliksek: Co wywołuje pożar podczas takiego wypadku i ile mniej więcej trwałoby jego wygaszenie? dyspozytor: Pożar wywołuje tarcie, którego skutkiem jest zapalenie się paliwa lotniczego, znajdującego się w zbiornikach samolotu. W takim przypadku podczas akcji korzysta się z piany gaśniczej — środka, który zakrywając powierzchnię palną, odcina dostęp tlenu, tym samym przyduszając go i gasząc. Długość akcji gaśniczej zależna jest od ilości paliwa, jednak myślę, że zazwyczaj nie przekracza trzydziestu minut. Feliksek: Ile i jakie jednostki strażackie zostałyby wysłane na akcję tego typu? dyspozytor: Tutaj decyzja leży po stronie strażaka, który w danym momencie zasiada na punkcie alarmowym. Patrząc jednak wstecz, można zauważyć, że na tego typu wypadki dysponowane są ciężkie pojazdy gaśnicze (ze sporą ilością wody na pokładzie, która umożliwia nam ugaszenie pożaru) oraz ciężki wóz ratownictwa technicznego. Feliksek: Czy strażacy San Andreas Fire Department posiadają wyszkolenie medyczne? dyspozytor: Owszem, nasi strażacy mają uprawnienia i przeszkolenie ratownictwa medycznego, dlatego można ich nazywać ratownikami. Innymi słowy, mają za sobą kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy — kurs uprawniający ich do „ogarnięcia” poszkodowanego do czasu przyjazdu zespołów ratownictwa medycznego. Feliksek: Czy zdarzyły się już kiedyś podobne sytuacje w regionie stanu San Andreas? dyspozytor: Niestety tak. Najbliższym takim wydarzeniem był incydent z 5 maja 2021 roku. Tego dnia doszło do katastrofy samolotu w miejscowości Bayside Marina w hrabstwie Tierra Robada. Akcja okazała się jednak troszeczkę trudniejsza ze względu na wydobywające się płyny ropopochodne. W działaniach poza „standardowymi”, jak na tego typu sytuacje, jednostkami uczestniczyła także Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemicznego z JRG 1 w Los Santos. Zaraz po wywiadzie z rzecznikiem prasowym San Andreas Fire Department, Redakcja 4Life News skontaktowała się z rzecznictwem prasowym San Andreas Medical Department. Porozmawialiśmy sobie z lekarzem SOR @KwasieK, aby uzyskać odpowiedzi na nurtujące nas wszystkich pytania. San Andreas Medical Department, jako jedna z trzech głównych służb mundurowych stanu San Andreas, również jest odpowiedzialna za rozdysponowanie swoich sił, zjawienie się na miejscu zdarzenia i pomoc osobom poszkodowanym w wyniku jakiegoś wypadku lub katastrofy. Feliksek: W jaki sposób San Andreas Medical Department reaguje na katastrofę lotniczą? KwasieK: Nasza jednostka traktuje wszystkie zadania na poważnie, a każde wezwanie realizuje szybko i bezboleśnie. W tym przypadku nie byłoby inaczej: migiem i bez trudu zdołalibyśmy udzielić wszystkim rannym i osobom poszkodowanym pomocy medycznej oraz przewieźć te osoby, które trzeba, do szpitala specjalistycznego w Las Venturas. W San Andreas Medical Department panuje złota zasada: „szybko i bezpiecznie” — kierujemy się nią przy wypełnianiu każdego obowiązku, ponieważ żywy ratownik, to dobry ratownik! Feliksek: Ile trwałaby akcja zabezpieczenia terenu i udzielenia pomocy wszystkim rannym? KwasieK: Wszystko zależy od tego, ile jest osób poszkodowanych oraz ile mamy aktualnie wolnych zespołów ratowniczych w ambulansach. Na moje oko jestem jednak w stanie stwierdzić, że akcja taka trwałaby około godziny lub więcej, ponieważ poszkodowanych po takiej katastrofie byłoby dużo. Ważnym czynnikiem podczas działania na takim miejscu zdarzenia są również komunikacja oraz współpraca wewnątrz- i międzyfrakcyjna. Feliksek: Jak bardzo tragiczna w skutkach mogłaby okazać się katastrofa samolotu pasażerskiego? KwasieK: Ostateczny wynik zależny jest, jak praktycznie w każdym przypadku, od wielu czynników, jednak wiele katastrof samolotów pasażerskich kończy się tragiczną śmiercią nawet kilkunastu lub kilkudziesięciu zwykłych cywili. We wspomnianej kwestii samolotu Boeing 747-200C, który posiada łącznie ok. 663 miejsca (660 miejsc pasażerskich + trzyosobowa załoga), prawdopodobnie wszyscy ponieśliby śmierć. Feliksek: Jakim doświadczeniem dysponują lekarze, ratownicy i personel szpitala w takich sytuacjach? KwasieK: Powiem tak: gdyby nasi lekarze nie dysponowali odpowiednim wyszkoleniem, to nie byliby lekarzami, tylko zwykłymi amatorami. Jeśli chodzi o wspomniane doświadczenie, to sam oceniłbym je na bardzo dobre. Staż w San Andreas Medical Department czyni cuda. Feliksek: Czy San Andreas Medical Department byłoby odpowiednio przygotowane na taki stan rzeczy? KwasieK: Oczywiście, jasne. Zawsze musimy być przecież zwarci i gotowi na tego typu wielkie akcje. Od zawsze jesteśmy przygotowani na właśnie takowe, że tak powiem, „grube” akcje. Do tego posiadamy między innymi specjalny system do segregacji osób poszkodowanych. Jak więc widać, gdy mowa o takich incydentach, nie tylko są one tragiczne w swoich skutkach, ale i bardzo kosztowne. Można byłoby się tutaj skupiać na sytuacji tragicznej, jaką byłoby, chociażby udzielenie pomocy każdej osobie poszkodowanej podczas takiego zdarzenia, jednak władze miasta oraz państwa muszą również myśleć o drugiej stronie medalu — ile kosztowałoby Skarb Państwa przewiezienie każdej pojedynczej osoby do szpitala oraz niedyspozycja jednostek znajdujących się wtedy podczas akcji? Można byłoby tylko gdybać, jednak prawdopodobnie jest to ogromna suma pieniędzy. Niemniej jednak doszliśmy już do końca naszego artykułu. Śliczne podziękowania dla wszystkich rzeczników prasowych, którzy poświęcili swój czas na pomoc w realizacji tego materiału. Dziękuję również wszystkim czytającym i przeglądającym, którzy niewątpliwie ciekawią się moją twórczością, skoro otworzyli ten właśnie link czy kliknęli ten tytuł. Mam wielką nadzieję gdzieś w głębi swojego serduszka, że zobaczę wielu z Was przy moich kolejnych artykułach czy wywiadach. Do zobaczenia i życzę miłego dnia! Autoryzował: @cruzeN.
  13. Najlepszy support: @Blender. @Karafik @Prese$ Najlepszy moderator: @veeniX @Bilu. @Hinox Najlepszy administrator: @Avenged.dev @Princessa* @StivGamer Najlepszy starszy administrator: @Kenny.gg @japkooo. @Masellko Najlepszy administrator RCON: @hoopak_urlop @XQward @DreeY Eventowiec miesiąca: @Ciastkowy* @Princessa* @Verago. Najlepsza frakcja: SAMD Najlepszy pracownik frakcji: @Aza* @dyspozytor @KwasieK Najlepszy biznes: 4LN --- Najlepszy redaktor: @Dudziak @Fepher @EmIksIgrekEnA --- --- --- --- --- --- --- --- ---
  14. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  15. Witam, z tej strony Aplikant @Feliksek z Redakcji 4Life News. Ostatnio miejsce miała specjalistyczna, ale zupełnie nieplanowana i niespodziewana akcja policyjnej jednostki San Andreas Police Department (SAPD), podjednostki Special Weapons and Tactics (SWAT) — tak zwanego Bomb Squadu, o której więcej dowiecie się, czytając dalszą część artykułu. Zapraszam do dalszego czytania mojej pierwszej pracy! Zdjęcia z miejsca zdarzenia: zabezpieczenie bomby przez jednostkę specjalną Special Weapons and Tactics (SWAT), tj. Bomb Squad Dnia 7 maja bieżącego roku, czyli w rocznicę podpisania bezwarunkowej niemieckiej kapitulacji przez Alfreda Jodla i Hansa-Georga von Friedeburga we francuskiej miejscowości Reims (1945 rok), która zakończyła zmagania II wojny światowej w całej Europie, doszło do nieoczekiwanego i nagłego wezwania jednostki saperskiej (Bomb Squadu), zaraz po zabezpieczeniu miejsca zdarzenia przez policyjnych funkcjonariuszy. Okazało się, że w jednym z kościołów filialnych należących do pobliskiej parafii doszło do podłożenia bomby. Zdjęcia kościoła filialnego w dzielnicy Little Mexico (miasto Los Santos) przy spawnie; dzień po zdarzeniu W kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy w dzielnicy Little Mexico, w mieście Los Santos, czyli zaraz przy spawnie tego miasta, znajdował się na pewno niestandardowy i nietypowy jak na to miejsce materiał wybuchowy. Gdy miejsce zdarzenia zostało zabezpieczone przez San Andreas Police Departament, natychmiast wezwany został Bomb Squad — czyli specjalna formacja saperska Special Weapons and Tactics (SWAT), która odpowiedzialna jest w szczególności za trudzenie się z ładunkami wybuchowymi i w tym właśnie również rozbrajanie takich ładunków. Po dotarciu i zidentyfikowaniu celu Bomb Squad rozpoczął procedurę zabezpieczenia, a następnie rozbrojenia podejrzanego materiału. Zdjęcia z miejsca zdarzenia: rozbrojenie bomby przez jednostkę specjalną Special Weapons and Tactics (SWAT), tj. Bomb Squad Zaciekawieni tym faktem cywile przeszkadzali funkcjonariuszom i nie zachowywali powagi sytuacji, przez co oficerowie w pewnych momentach po prostu nie mogli zachować potrzebnego spokoju i skupienia. Ciągle wbiegając na zabezpieczony teren, dawali się aresztować stróżom prawa, gdy ci strzelali w ich kierunku z paralizatora lub broni mniej śmiercionośnych (pokazanej między innymi na pierwszej fotografii artykułu). „Zrobiłbym to jeszcze raz, gdybym nie był w kajdankach” — często opowiadali policjantom i reporterowi niektórzy z zatrzymanych. Postanowiliśmy zapytać się rzecznictwa prasowego San Andreas Medical Department między innymi o to, co mogłoby się stać, gdyby ładunek — przez przeszkadzających funkcjonariuszom policji obywateli miasta — eksplodował. Zdjęcia z miejsca zdarzenia: wbiegający na zabezpieczony przez San Andreas Police Department obszar cywil F — @Feliksek A — @Aza* F: Jakie urazy spowodowałby na nas wybuch pobliskiego ładunku wybuchowego (załóżmy oddalonego od nas na maksymalnie metr czy dwa, gdy nikogo przed nami nie ma)? A: To trudna kwestia… Zasięg rażenia ładunku wybuchowego nie jest jedynym czynnikiem decydującym. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, jednak zdecydowaną rolę gra tutaj jego ilość i rodzaj. Jeżeli chodzi o urazy, to mogą to być między innymi: zmiażdżenia, amputacje urazowe (jeśli siła wybuchu będzie na tyle silna, to impuls wybuchu może nie tylko odrzucić nas na kilka/kilkanaście metrów, ale — w efekcie — spowodować amputacje urazowe, tj. odcięcie części ciała pod wpływem urazu), ogłuszenie (to zdecydowanie przez zbyt dużą ilość decybeli docierającą do naszych uszu podczas takiej eksplozji) czy (w ekstremalnych i wyjątkowych sytuacjach ze względu na wiele innych uwarunkowań) przygniecenie przez gruzy lub ewentualne oparzenia II, lub III stopnia powstałe na skutek płomienia wybuchu (zależne od rodzaju ładunku). F: W jaki sposób pomaga się osobie poszkodowanej wskutek detonacji ładunku wybuchowego? Jak długo może wytrzymać taka osoba bez odpowiedniej, specjalistycznej pomocy lekarza lub ratownika medycznego? A: W przypadku braku funkcji życiowych zdecydowanie rozpoczynamy resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO) aż do ich powrotu. Warto podkreślić, że w międzyczasie zazwyczaj drugi ratownik obecny przy poszkodowanym tamuje wszelkie powstałe silne krwotoki. Zazwyczaj są to krwotoki tętnicze powstałe przy uszkodzeniu tętnic w naszym ciele. Ważnym czynnikiem po odzyskaniu tętna jest podanie tlenu medycznego oraz (jeśli nie zostało to zrobione wcześniej) zatamowanie krwotoków. Zawsze po wybuchu sprawdzamy także twardość brzucha, ponieważ jama brzuszna może być wypełniona krwią. W takim przypadku transport do szpitala musi przebiec bardzo szybko. Zdjęcia z wywiadu z główną rzeczniczką prasową San Andreas Medical Department, Ordynatorem Chirurgii Aza* F: Jak zabezpiecza się oderwaną część ciała i czy jest możliwe jej późniejsze przyszycie? A: Oderwaną część ciała, którą uda nam się znaleźć na miejscu zdarzenia eksplozji, wkładamy do worka z zimną wodą, a ten worek następnie do worka z lodem — w ten sposób zabezpieczamy ją przed ewentualnymi urazami i (w razie możliwości) odizolowujemy od bakterii obecnych wszędzie dookoła nas. W ten sposób będzie ona również gotowa do ponownego przyszycia, oczywiście, jeżeli specjaliści, to znaczy doktorzy oraz chirurdzy, uznają, iż znajduje się ona w wystarczająco dobrym do tego stanie. Jeżeli taka diagnoza zostanie wystawiona, będzie możliwe jej ponowne przyszycie. Poszkodowany może jednak na to trochę poczekać, w zależności do czasu ustabilizowania jego ogólnego stanu. F: Ile trwa przyjazd ambulansu specjalistycznego San Andreas Medical Department na akcję dotyczącą poniesionych wskutek wybuchu obrażeń? A: Jest to w zupełności zależne od miejsca zdarzenia, ilości dostępnych jednostek oraz ogólnej liczby zgłoszeń w danym momencie. Od pewnego czasu liczba pracowników San Andreas Medical Department prężnie idzie w górę i na serwerze na raz spotykamy ich coraz to więcej — szczególnie ambulanse patrolujące teren całego stanu San Andreas. Czas przyjazdu możemy określić na od około trzech do dziesięciu minut. Czynnikami decydującymi będą tutaj na pewno ilość jednostek na służbie oraz liczba zgłoszeń. F: Ile osób w naszym kraju ponosi tragiczną śmierć spowodowaną wybuchem? Czy są może na to jakieś dane statystyczne i ktoś zajmuje się ich zliczaniem i opublikowaniem? A: Z tego, co mi wiadomo, w skali roku liczba śmiertelnych zdarzeń z udziałem wybuchu bomb dochodzi nawet do okrągłego tysiąca. We wspomnianych zdarzeniach śmierć ponosi ponad 1600 osób, a około 3400 zostaje rannych (często z urazami, które pozostaną na ich ciele do końca życia). Podłożenia ładunków wybuchowych mają miejsca w bankach, szkołach, urzędach czy nawet — co jest szczególnie nieludzkie i okrutne — szpitalach. Czasem nie jesteśmy nawet w stanie dotrzeć bomby na tyle szybko, by zapobiec czyjejś śmierci — niestety skutkując kolejną tragedią pochłaniającą ludzkie życie. Zdjęcia z wywiadu z główną rzeczniczką prasową San Andreas Medical Department, Ordynatorem Chirurgii Aza* Jak widać, takie sytuacje to nie żarty i w opisywanej przez nas operacji dojść mogło do poważnych uszkodzeń ciała nie wyłącznie funkcjonariuszy jednostki Special Weapons and Tactics (tj. SWAT), San Andreas Police Department (SAPD) oraz Bomb Squadu, ale i również zwykłych cywili przechadzających się obok i znajdujących się w zasięgu rażenia bomby — powinniśmy sobie zadać pytanie, czy sposób zabezpieczenia ładunku i miejsca zdarzenia był odpowiedni. Niemniej jednak, po pomyślnej operacji rozbrojenia bomby przez Bomb Squad funkcjonariusze San Andreas Police Department usunęli wszelkie protekcje chronionego sektora i, jak mniemam, po powrocie do głównych kwater oraz złożeniu odpowiednich raportów i złożeniu ładunku na magazynie policyjnym lub badania śledcze, kontynuowali swoje rutynowe patrole — zupełnie tak, jakby nigdy nic się nie stało. Zdjęcia z miejsca zdarzenia: opuszczenie obszaru przez jednostki San Andreas Police Department; po akcji Po owocnie i fortunnie zrealizowanych czynnościach przez San Andreas Police Department Redakcja 4Life News niezwłocznie zgłosiła się do głównodowodzącego akcją — Sergeant II @Verago. — po dodatkowe informacje na temat ataku bombowego i z pytaniami na temat tego, jak czuł się, posiadając na swoich barkach taką odpowiedzialność. Ten jednak postanowił, zapewne ze względu na zbyt krótki czas po zdarzeniu, nie udzielać komentarza w tej sprawie. Miejmy nadzieję, że kiedyś przyjdzie nam jednak się spotkać i będziemy w stanie uzyskać na ten temat więcej informacji. Co jest dość niespodziewane, niektórzy sugerują, iż cały zamach mógł mieć coś wspólnego ze wspomnianą datą-rocznicą bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy z 1945 roku. Może faktycznie coś w tym jest i jest to w jakiś sposób ze sobą powiązane... Kto wie... Zdjęcia specjalistycznych pojazdów jednostki Special Weapons and Tactics; parking policyjny jednostki Special Weapons and Tactics w głównej kwaterze San Andreas Police Department na dzielnicy Downtown w San Fierro Dobiegliśmy już do końca naszego artykułu, dlatego niezmiernie dziękuję Wam za poświęcenie swojego czasu i zaciekawienie się moją twórczością. Jestem bardzo pochłonięty tematem wysuniętej przez komentarze graczy teorii i nie zdziwiłbym się, gdyby faktycznie było to głównym powodem podłożenia takiego ładunku — niemniej jednak bardzo dziękuję Wam raz jeszcze i mam nadzieję, że zobaczymy się przy mojej następnej pracy! Dla Redakcji 4Life News: Aplikant @Feliksek Autoryzował: @Dudziak
  16. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  17. Gratuluję wszystkim wygranym i każdej pozostałej osobie, a w szczególności głosującym!
  18. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
  19. Nie możemy wyświetlić tej odpowiedzi, ponieważ znajduje się w forum, które zabezpieczone jest hasłem. Wpisz hasło
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Korzystając ze strony zgadzasz się na naszą politykę prywatności: Polityka prywatności, i akceptujesz regulamin witryny Regulamin